08.06.2025, 00:27 ✶
– Dziękuję – powiedział, a do jego głosu wkradła się nuta ulgi, gdy kobieta wreszcie zaprzestała kolejnych prób wyjścia z tego pomieszczenia bez odpowiedniej pomocy uzdrowicielskiej. Przynajmniej tyle.
I to nie było tak, że nie rozumiał Roselyn. Wręcz przeciwnie. Sam próbował skupić sie na wielu rzeczach, byle tylko nie zastanawiać się po raz kolejny co suę działo z jego rodziną, zwłaszcza że ten przedstawiciel własnej rodziny, którego udało mu się spotkać skończył z zakrwawioną nogą. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że jego rodzeństwo i reszta kuzynostwa miała więcej szczęścia niż Atreus. Bo to, że byli od niego znacznie bardziej rozsądni nie ulegało najmniejszym wątpliwościom.
I nie zmieniało faktu, że najchętniej rzuciłby to wszystko i pobiegł zobaczyć co z jego bliskimi.
Teraz już z nieco większym spokojem powrócił do nogi Atreusa i zaczął starannie doprowadzać ją do stanu używalności, tak aby Bulstrode mógł jak najszybciej wrócić do pakowania się w dalsze kłopoty, bo chociaż trochę go to kusiło, przecież nie skłamałby mu, że jego kuzyn musi spędzić noc w Mungu, tylko po to, aby trzymać go z dala od wszelkich niebezpieczeństw.
– Jak się umie koszystać z teleportacji to się nie ma takich problemów – mruknął nieco odruchowo w odpowiedzi na słowa Rosalyn, możliwe że chwilowo zapominając o tym, że był przecież w swoim trybie profesjonalnego i spokojnego uzdrowiciela. Trzeba było jednak przyznać, że w ostatnim czasie zdolności Atreusa do bezpiecznego teleportowania się były wręcz zatrważająco niskie.
– Powinieneś szybko stanąć na nogi. Po prostu postaraj się niczym o nią nie uderzać, ani jej nie podrażniać. I bez teleportacji chyba, że będzie to niezbędnie konieczne – powiedział dość spokojnym tonem, jakby właśnie wygłaszał typowe zalecenia na wizycie, po której Atreus od razu uda się do domu, a nie... No. Walczyć z ogniem i tym co ten ogień wywołało. – Czy... Hm. Widziałeś może Electrę i Icarusa? Wiesz co z naszą kamienicą?
Nie wydawało mu się, aby płonęła, gdy przechodził przez Horyzontalną, ale nie miał jak sprawdzić tego dokładnie, bo zaraz pognali go do innych czynności. Musiał to jak najszybciej sprawdzić. Zdecydowanie. Hah... Tak bardzo upierał się, aby skołowana Roselyn nie biegała po Londynie, a on co? Latał po nim, aby ratować innych bez zważania na swoją kondycję, chorobę i inne niebezpieczeństwa. Chyba był w tym jakiś element hipokryzji, o którym wolał za bardzo nie myśleć. Albo najlepiej wcale.
Przewaga: Leczenie
I to nie było tak, że nie rozumiał Roselyn. Wręcz przeciwnie. Sam próbował skupić sie na wielu rzeczach, byle tylko nie zastanawiać się po raz kolejny co suę działo z jego rodziną, zwłaszcza że ten przedstawiciel własnej rodziny, którego udało mu się spotkać skończył z zakrwawioną nogą. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że jego rodzeństwo i reszta kuzynostwa miała więcej szczęścia niż Atreus. Bo to, że byli od niego znacznie bardziej rozsądni nie ulegało najmniejszym wątpliwościom.
I nie zmieniało faktu, że najchętniej rzuciłby to wszystko i pobiegł zobaczyć co z jego bliskimi.
Teraz już z nieco większym spokojem powrócił do nogi Atreusa i zaczął starannie doprowadzać ją do stanu używalności, tak aby Bulstrode mógł jak najszybciej wrócić do pakowania się w dalsze kłopoty, bo chociaż trochę go to kusiło, przecież nie skłamałby mu, że jego kuzyn musi spędzić noc w Mungu, tylko po to, aby trzymać go z dala od wszelkich niebezpieczeństw.
– Jak się umie koszystać z teleportacji to się nie ma takich problemów – mruknął nieco odruchowo w odpowiedzi na słowa Rosalyn, możliwe że chwilowo zapominając o tym, że był przecież w swoim trybie profesjonalnego i spokojnego uzdrowiciela. Trzeba było jednak przyznać, że w ostatnim czasie zdolności Atreusa do bezpiecznego teleportowania się były wręcz zatrważająco niskie.
– Powinieneś szybko stanąć na nogi. Po prostu postaraj się niczym o nią nie uderzać, ani jej nie podrażniać. I bez teleportacji chyba, że będzie to niezbędnie konieczne – powiedział dość spokojnym tonem, jakby właśnie wygłaszał typowe zalecenia na wizycie, po której Atreus od razu uda się do domu, a nie... No. Walczyć z ogniem i tym co ten ogień wywołało. – Czy... Hm. Widziałeś może Electrę i Icarusa? Wiesz co z naszą kamienicą?
Nie wydawało mu się, aby płonęła, gdy przechodził przez Horyzontalną, ale nie miał jak sprawdzić tego dokładnie, bo zaraz pognali go do innych czynności. Musiał to jak najszybciej sprawdzić. Zdecydowanie. Hah... Tak bardzo upierał się, aby skołowana Roselyn nie biegała po Londynie, a on co? Latał po nim, aby ratować innych bez zważania na swoją kondycję, chorobę i inne niebezpieczeństwa. Chyba był w tym jakiś element hipokryzji, o którym wolał za bardzo nie myśleć. Albo najlepiej wcale.
Przewaga: Leczenie