17.06.2025, 14:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2025, 14:18 przez Woody Tarpaulin.)
Ostry ból zapromieniował od przygniecionej dłoni w górę ramienia. Woody przyciągnął ranioną rękę do piersi, dławiąc bolesne warknięcie. Nie on był jednak w najgorszej sytuacji, lecz ów wciąż przygnieciony mężczyzna, któremu zapewne połamali tą nieudaną próbą z dodatkowe dwa żebra. Hans patrzył na Tarpaulina z miną, która sugerowała, że miałby ochotę przyrżnąć mu na dodatek w czerep za to fiasko, lecz powstrzymywał go przed tym fakt, że Tarp był obecnie jedyną skłonną do pomocy osobą w zasięgu.
— Zrobimy to jeszcze raz — wycedził Woody, zbierając się w sobie. Na próbę poruszył ręką, która zapulsowała od palców obrzydliwym bólem. — Znów na trzy. Zamieńmy się miejscami.
Nie było mowy, aby tym razem chwycił belę w obie dłonie. Oczy wyszłyby mu z orbit — nie musiał próbować, aby być o tym przekonanym. Zamienili się z łysym braciszkiem pozycjami, a tymczasem za nimi Lewis łajany był przez staruchę. Pot lał się do oczu Tarpa, krzyki starej, pojękiwania uwięzionego, głowa pulsująca bólem po wcześniejszej bitce, a nad tą głową: na wpół oberwany sufit. Marzył już tylko o tym, aby wydostać się z tego miejsca jak najszybciej.
— Lewis, na litość, nie patyczkuj się z nią, tylko zabieraj mi ją stąd — krzyknął, przymierzając się do powtórzenia operacji na gruzowisku. Być może sugerował chłopakowi użycie siły przeciwko kobiecinie, na której niekorzyść działały jej wzrost i wiek. Nie powinna być problemem. — Dobra, do roboty — z tym zwrócił się do Hansa i obaj panowie ponownie spróbowali unieść bele. Tym razem Woody służył tylko jedną ręką, za to z siłą wspomaganą zastrzykiem bólu i stresu.
Rzucam raz jeszcze na to zasmarkane AF.
Przy okazji rzucam na to, czy coś z sufitu się oberwie i walnie go w plecy.
Oraz — jeśli tak — jak mocno.
Tym razem osiągnęli sukces: bele udało się podnieść na tyle wysoko i długo, aby uwięziony Braciszek mógł wyczołgać się ze swojej pułapki, odpychając się każdą w miarę zdrową kończyną. Z ulgą mógł więc po chwili Woody wraz z Hansem zrzucić z siebie ciężar i przygotować się do dalszej ewakuacji.
— Zrobimy to jeszcze raz — wycedził Woody, zbierając się w sobie. Na próbę poruszył ręką, która zapulsowała od palców obrzydliwym bólem. — Znów na trzy. Zamieńmy się miejscami.
Nie było mowy, aby tym razem chwycił belę w obie dłonie. Oczy wyszłyby mu z orbit — nie musiał próbować, aby być o tym przekonanym. Zamienili się z łysym braciszkiem pozycjami, a tymczasem za nimi Lewis łajany był przez staruchę. Pot lał się do oczu Tarpa, krzyki starej, pojękiwania uwięzionego, głowa pulsująca bólem po wcześniejszej bitce, a nad tą głową: na wpół oberwany sufit. Marzył już tylko o tym, aby wydostać się z tego miejsca jak najszybciej.
— Lewis, na litość, nie patyczkuj się z nią, tylko zabieraj mi ją stąd — krzyknął, przymierzając się do powtórzenia operacji na gruzowisku. Być może sugerował chłopakowi użycie siły przeciwko kobiecinie, na której niekorzyść działały jej wzrost i wiek. Nie powinna być problemem. — Dobra, do roboty — z tym zwrócił się do Hansa i obaj panowie ponownie spróbowali unieść bele. Tym razem Woody służył tylko jedną ręką, za to z siłą wspomaganą zastrzykiem bólu i stresu.
Rzucam raz jeszcze na to zasmarkane AF.
Rzut Z 1d100 - 61
Sukces!
Sukces!
Przy okazji rzucam na to, czy coś z sufitu się oberwie i walnie go w plecy.
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Oraz — jeśli tak — jak mocno.
Rzut 1d100 - 44
Tym razem osiągnęli sukces: bele udało się podnieść na tyle wysoko i długo, aby uwięziony Braciszek mógł wyczołgać się ze swojej pułapki, odpychając się każdą w miarę zdrową kończyną. Z ulgą mógł więc po chwili Woody wraz z Hansem zrzucić z siebie ciężar i przygotować się do dalszej ewakuacji.
piw0 to moje paliwo