09.02.2023, 00:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2023, 22:51 przez Peregrinus Trelawney.)
Peregrinusowi nie przeszkadzał fakt, że Vakel nie palił się do zrobienia miejsca między nim a Lyssą; nie rościł sobie do niego prawa. Gdy jednak dziewczyna odbiła lekko w bok, tworząc dla Trelawneya przestrzeń, ten zawahał się. Ostatecznie zbliżył się do nich nieco, lecz wciąż nie szedł na równi, lecz pół kroku z tyłu, aby w każdej chwili naturalnie mogli wysunąć się do przodu, a on nie był przeszkodą między nimi. Zależało mu, aby nie zakłócać tym dwojgu czasu, który spędzali razem.
Sprowadzenie przez młodą czarownicę sytuacji politycznej do trajkotania przekupek nieco zbiło go z tropu. W pierwszej chwili uznał wręcz, że dziewczyna się z nich naigrywa i zaczął wyszukiwać w jej słowach podstępu.
— W rzeczy samej, ciężko to przeoczyć — przytaknął bezpiecznie Vakelowi sugerującemu córce niewychodzenie z domu. — Jeśli sobie życzysz — zwrócił się do Lyssy — mogę wyselekcjonować i przesłać do ciebie kilka artykułów nakreślających ogólny obraz sytuacji. Jesteś dorosła, dobrze…
Urwał, nie chcąc, aby jego słowa brzmiały nazbyt ofensywnie, jak zarzut. Nie było to z pewnością w dobrym guście — pouczać nieproszonym córkę swojego pracodawcy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie miał do tego prawa. Nie chciał wyjść na impertynenta, a słowa wypowiedział bez większego przemyślenia; być może zbyt swobodnie i pewnie zaczynał się czuć.
— Dobrze to wiedzieć — zakończył zdawkowo, doceniając nieoczekiwanie mocno fakt, że wciąż był pół kroku za nimi i nie stał bezpośrednio między córką a ojcem.
Nie umknęło jego uwadze również zniecierpliwienie Dolohova, który bynajmniej nie wydawał się zachwycony wycieczką. Jak zresztą — a przynajmniej takie odniósł wrażenie Trelawney — wszyscy oni troje. Każdy z nich był tu dla kogoś; szli ze względu na siebie nawzajem, nie dla samego wydarzenia. Dolohov chciał pokazać córce nieco lokalnej kultury, Peregrinus wypełniał jedynie swoje obowiązki względem niego, a był gotów założyć się, że i Lyssa wolałaby być w innym miejscu, lecz wlokła się tą ścieżką między drzewami ze względu na ojca.
Jego myśli rozproszyła sugestia, jakoby on lub Dolohov mieli wspinać się na pal. Musiał przyznać, że nieco go to w duchu rozbawiło, choć nie zdradził tego najdrobniejszym gestem, utkwiwszy wzrok nieruchomo w drodze przed nimi.
— Nie — odparł krótko, aby na wszelki wypadek nie pozostawić żadnych wątpliwości.
Może gdyby był dziesięć lat młodszy, po licznych zachętach rozważyłby wzięcie udziału w podobnej zabawie. Bądź co bądź jako nastolatek — choć nie należał do najgłośniejszych i najaktywniejszych dzieci — dawał się od czasu do czasu porwać chwili przygody. Z biegiem lat jednak stawał się coraz bardziej wycofany. Obecnie nie wyobrażał sobie znalezienia się w centrum uwagi dziesiątek osób w jakiejkolwiek sytuacji, a co dopiero takiej jak wspinaczka na pal. Nawet nie rozważał tego scenariusza.
Sprowadzenie przez młodą czarownicę sytuacji politycznej do trajkotania przekupek nieco zbiło go z tropu. W pierwszej chwili uznał wręcz, że dziewczyna się z nich naigrywa i zaczął wyszukiwać w jej słowach podstępu.
— W rzeczy samej, ciężko to przeoczyć — przytaknął bezpiecznie Vakelowi sugerującemu córce niewychodzenie z domu. — Jeśli sobie życzysz — zwrócił się do Lyssy — mogę wyselekcjonować i przesłać do ciebie kilka artykułów nakreślających ogólny obraz sytuacji. Jesteś dorosła, dobrze…
Urwał, nie chcąc, aby jego słowa brzmiały nazbyt ofensywnie, jak zarzut. Nie było to z pewnością w dobrym guście — pouczać nieproszonym córkę swojego pracodawcy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie miał do tego prawa. Nie chciał wyjść na impertynenta, a słowa wypowiedział bez większego przemyślenia; być może zbyt swobodnie i pewnie zaczynał się czuć.
— Dobrze to wiedzieć — zakończył zdawkowo, doceniając nieoczekiwanie mocno fakt, że wciąż był pół kroku za nimi i nie stał bezpośrednio między córką a ojcem.
Nie umknęło jego uwadze również zniecierpliwienie Dolohova, który bynajmniej nie wydawał się zachwycony wycieczką. Jak zresztą — a przynajmniej takie odniósł wrażenie Trelawney — wszyscy oni troje. Każdy z nich był tu dla kogoś; szli ze względu na siebie nawzajem, nie dla samego wydarzenia. Dolohov chciał pokazać córce nieco lokalnej kultury, Peregrinus wypełniał jedynie swoje obowiązki względem niego, a był gotów założyć się, że i Lyssa wolałaby być w innym miejscu, lecz wlokła się tą ścieżką między drzewami ze względu na ojca.
Jego myśli rozproszyła sugestia, jakoby on lub Dolohov mieli wspinać się na pal. Musiał przyznać, że nieco go to w duchu rozbawiło, choć nie zdradził tego najdrobniejszym gestem, utkwiwszy wzrok nieruchomo w drodze przed nimi.
— Nie — odparł krótko, aby na wszelki wypadek nie pozostawić żadnych wątpliwości.
Może gdyby był dziesięć lat młodszy, po licznych zachętach rozważyłby wzięcie udziału w podobnej zabawie. Bądź co bądź jako nastolatek — choć nie należał do najgłośniejszych i najaktywniejszych dzieci — dawał się od czasu do czasu porwać chwili przygody. Z biegiem lat jednak stawał się coraz bardziej wycofany. Obecnie nie wyobrażał sobie znalezienia się w centrum uwagi dziesiątek osób w jakiejkolwiek sytuacji, a co dopiero takiej jak wspinaczka na pal. Nawet nie rozważał tego scenariusza.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie