09.02.2023, 01:22 ✶
Darli ze sobą koty zawsze i uznałaby za nienaturalne, gdyby przestali. Tak samo dziwne i puste byłoby w gruncie rzeczy jej życie, gdyby Fergus czy Castiel nie wprowadzali w nie tego swojego brudu i chaosu. Byli jej powrotem do świata żywych, do rzeczywistości. A mieszanka zapachu drewna, która zawsze roznosiła się dookoła młodego Olivandera z tym sterylnym zapachem kostnicy, była niesamowicie uspokajająca.
Nigdy mu nie powiedziała, że był jej najlepszym przyjacielem. Niewiele dobrego właściwie mówiła, częściej pokazując swoją sympatię w drobnych gestach, które na pierwszy rzut oka były niemożliwe do zauważenia dla przeciętnego człowieka. Byli całkiem różni, a jednak umieli ze sobą współegzystować, nawet jeśli czasem w powietrzu pojawiały się iskry. Wygodniej też było, gdy on ją odwiedział — trupy nie mogły czekać tyle, ile drewno na różdżki. Chociaż było możliwe spowolnienie wszystkich procesów, to każdy koroner wiedział, że im wcześniej można było na organach pracować, tym lepiej. Słuchała go, nawet jeśli spojrzenie błękitnych oczu wędrowało gdzieś w przestrzeni.
- Myślę, że ktoś mógł przekazać dużą darowiznę, aby mogło to się znaleźć na pierwszej stronie i wzbudzić sensację, niepokój. Być może próbować podzielić społeczeństwo? Kto wie, może to jakiś polityk. - odpowiedziała dość szybko na słowa mężczyzny, raz jeszcze patrząc na gazetę z ta dziwną, niepokojącą twarzą. W świecie dużo się działo, wiele zapowiedzi końca świata, wojny lub wybuchów magii okazało się tylko plotkom i nie miało na celu niczego innego, jak właśnie tkwić na czarodziejskich językach. Trik zadziałał widocznie, bo Fergus wpadł tu niczym tornado, przejęty i chyba rozdygotany. Uruchomił trybiki w głowie, które tworzyły kolejne możliwości i scenariusze. Westchnęła cicho, lustrując jego twarz wzrokiem, czystą i wciąż ciepłą od wody dłonią, zgarnęła kosmyk włosów za ucho. - Więc skup się na swoim dobrym życiu i nie przejmuj tym, na co nie masz ani teraz wpływu, ani Cię nie dotyczy. Zapomnisz o tym za kilka dni. Nawet jeśli ten mężczyzna tak na poważnie, to nie pójdzie za nim dość duża część społeczeństwa, aby jakiekolwiek reformy wprowadzać.
Naprawdę chciała go uspokoić, podejść do tego ze zdrowym rozsądkiem. Ona sama nie zamierzała się w ogóle na tym skupiać, to tylko kolejne wydanie gazety. Będzie trzeba się tym zająć, jeśli w jakiś cudowny sposób cokolwiek z tego, co pisano, dojdzie do skutku i przekształci się w rzeczywistość. Sama nie wiedziała jednak, jakie stanowisko by zajęła. Skupiła się na filiżankach, bo w zamyśleniu zagapiła się na puszki z ziołami zbyt długo. Wybrała suszoną malinę z dodatkiem kardamonu i szczyptą mięty, uznając to za dość rozgrzewające i aromatyczne, aby pomóc mu poczuć się lepiej po przemoczeniu. Cynthia bardzo lubiła deszcz i tonącą w nim Anglię, wprowadzało to ją w jakiś wyjątkowo przenikliwy nastrój i dużo łatwiej się jej pracowało. Przeniosła filiżanki na biurko, pozostawiając je jednak zakrytymi, aby mieszanka odpowiednio mogła się naparzyć.
Zgadzała się z nim w kwestii startu oraz wyników i nawet miała to skomentować, jednak wtedy wspomniał coś o okładkowej gębie, na co uniosła brew, siadając. Posłała mu pytające spojrzenie, jakby zupełnie nie rozumiała, o czym on do jasnej cholery mówił. - Uważasz, że jest przystojny? - zapytała bezpośrednio, wyciągając szczupłą i bladą dłoń po gazetę, którą obróciła przodem do siebie, raz jeszcze przyglądając się mężczyźnie. Miał ładne, ciemnozielone chyba oczy, jednak wciąż w jego twarzy kryło się coś ciemnego i niepokojącego, jednak nie zamierzała swoich odczuć na temat jego aparycji komentować głośno, żeby go znów nie denerwować. Odrzuciła ostatecznie gazetę, znów wstając i podchodząc do pana Godwina, bo czuja się źle z tym, że był świadkiem ich herbaty. Znów ubrała rękawiczki, opowiadając o nim przyjacielowi i zakrywając go czarnym workiem.
- Nie, ale pracowała mniej wydajnie i jego organizm wolniej filtrował.
Odwiesiła fartuch, zadbała o ręce i mogła już w pełni skupić się na Olivanderze, którego trzeba było wysuszyć, co od razu zrobiła. Zupełnie, jakby miała dwójkę dzieci — nie umieli o siebie zadbać. Usiadła, ściągając talerzyk z filiżanki i spojrzała na napar, mieszając w nim łyżką. Zapach był przyjemny. Następnie sięgnęła do szuflady, wyjmując puszkę z mieszanką jakichś ciastek, które co jakiś czas uzupełniała i tu dorzucała, żeby mieć do kawy, którą w tak dużych ilościach piła, siedząc tu po godzinach. Założyła nogę na nogę i oparła się o krzesło, prostując głowę, zerkając na niego ze spokojem i łagodnością. Zawsze patrzyła na niego w sposób, w którym próżno było szukać jej codziennego chłodu. Znali się w końcu już tyle lat! - Mam sałatkę w torebce, jak chcesz. Nie ma dzis. niestety czasu na restaurację, ale mogę zaprosić Cię w weekend na kolację i drinka. Możemy wyjść lub możemy iść do mnie, Castiel pewnie dołączy.
Złapała za filiżankę, unosząc ją do góry i robiąc łyka herbaty.
Nigdy mu nie powiedziała, że był jej najlepszym przyjacielem. Niewiele dobrego właściwie mówiła, częściej pokazując swoją sympatię w drobnych gestach, które na pierwszy rzut oka były niemożliwe do zauważenia dla przeciętnego człowieka. Byli całkiem różni, a jednak umieli ze sobą współegzystować, nawet jeśli czasem w powietrzu pojawiały się iskry. Wygodniej też było, gdy on ją odwiedział — trupy nie mogły czekać tyle, ile drewno na różdżki. Chociaż było możliwe spowolnienie wszystkich procesów, to każdy koroner wiedział, że im wcześniej można było na organach pracować, tym lepiej. Słuchała go, nawet jeśli spojrzenie błękitnych oczu wędrowało gdzieś w przestrzeni.
- Myślę, że ktoś mógł przekazać dużą darowiznę, aby mogło to się znaleźć na pierwszej stronie i wzbudzić sensację, niepokój. Być może próbować podzielić społeczeństwo? Kto wie, może to jakiś polityk. - odpowiedziała dość szybko na słowa mężczyzny, raz jeszcze patrząc na gazetę z ta dziwną, niepokojącą twarzą. W świecie dużo się działo, wiele zapowiedzi końca świata, wojny lub wybuchów magii okazało się tylko plotkom i nie miało na celu niczego innego, jak właśnie tkwić na czarodziejskich językach. Trik zadziałał widocznie, bo Fergus wpadł tu niczym tornado, przejęty i chyba rozdygotany. Uruchomił trybiki w głowie, które tworzyły kolejne możliwości i scenariusze. Westchnęła cicho, lustrując jego twarz wzrokiem, czystą i wciąż ciepłą od wody dłonią, zgarnęła kosmyk włosów za ucho. - Więc skup się na swoim dobrym życiu i nie przejmuj tym, na co nie masz ani teraz wpływu, ani Cię nie dotyczy. Zapomnisz o tym za kilka dni. Nawet jeśli ten mężczyzna tak na poważnie, to nie pójdzie za nim dość duża część społeczeństwa, aby jakiekolwiek reformy wprowadzać.
Naprawdę chciała go uspokoić, podejść do tego ze zdrowym rozsądkiem. Ona sama nie zamierzała się w ogóle na tym skupiać, to tylko kolejne wydanie gazety. Będzie trzeba się tym zająć, jeśli w jakiś cudowny sposób cokolwiek z tego, co pisano, dojdzie do skutku i przekształci się w rzeczywistość. Sama nie wiedziała jednak, jakie stanowisko by zajęła. Skupiła się na filiżankach, bo w zamyśleniu zagapiła się na puszki z ziołami zbyt długo. Wybrała suszoną malinę z dodatkiem kardamonu i szczyptą mięty, uznając to za dość rozgrzewające i aromatyczne, aby pomóc mu poczuć się lepiej po przemoczeniu. Cynthia bardzo lubiła deszcz i tonącą w nim Anglię, wprowadzało to ją w jakiś wyjątkowo przenikliwy nastrój i dużo łatwiej się jej pracowało. Przeniosła filiżanki na biurko, pozostawiając je jednak zakrytymi, aby mieszanka odpowiednio mogła się naparzyć.
Zgadzała się z nim w kwestii startu oraz wyników i nawet miała to skomentować, jednak wtedy wspomniał coś o okładkowej gębie, na co uniosła brew, siadając. Posłała mu pytające spojrzenie, jakby zupełnie nie rozumiała, o czym on do jasnej cholery mówił. - Uważasz, że jest przystojny? - zapytała bezpośrednio, wyciągając szczupłą i bladą dłoń po gazetę, którą obróciła przodem do siebie, raz jeszcze przyglądając się mężczyźnie. Miał ładne, ciemnozielone chyba oczy, jednak wciąż w jego twarzy kryło się coś ciemnego i niepokojącego, jednak nie zamierzała swoich odczuć na temat jego aparycji komentować głośno, żeby go znów nie denerwować. Odrzuciła ostatecznie gazetę, znów wstając i podchodząc do pana Godwina, bo czuja się źle z tym, że był świadkiem ich herbaty. Znów ubrała rękawiczki, opowiadając o nim przyjacielowi i zakrywając go czarnym workiem.
- Nie, ale pracowała mniej wydajnie i jego organizm wolniej filtrował.
Odwiesiła fartuch, zadbała o ręce i mogła już w pełni skupić się na Olivanderze, którego trzeba było wysuszyć, co od razu zrobiła. Zupełnie, jakby miała dwójkę dzieci — nie umieli o siebie zadbać. Usiadła, ściągając talerzyk z filiżanki i spojrzała na napar, mieszając w nim łyżką. Zapach był przyjemny. Następnie sięgnęła do szuflady, wyjmując puszkę z mieszanką jakichś ciastek, które co jakiś czas uzupełniała i tu dorzucała, żeby mieć do kawy, którą w tak dużych ilościach piła, siedząc tu po godzinach. Założyła nogę na nogę i oparła się o krzesło, prostując głowę, zerkając na niego ze spokojem i łagodnością. Zawsze patrzyła na niego w sposób, w którym próżno było szukać jej codziennego chłodu. Znali się w końcu już tyle lat! - Mam sałatkę w torebce, jak chcesz. Nie ma dzis. niestety czasu na restaurację, ale mogę zaprosić Cię w weekend na kolację i drinka. Możemy wyjść lub możemy iść do mnie, Castiel pewnie dołączy.
Złapała za filiżankę, unosząc ją do góry i robiąc łyka herbaty.