• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[09/09/72] Matczyna Troska o dobra doczesne

[09/09/72] Matczyna Troska o dobra doczesne
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#3
18.06.2025, 18:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2025, 14:30 przez Woody Tarpaulin.)  
Nie dostali od starej grama wdzięczności, lecz to tylko pomogło Woody’emu w podbudowie poczucia moralnej wyższości. Oto pomaga i tym, którzy na to nie zasługują. Istny anioł miłosierdzia. Anioł osmolony, obity i z nadłamanym skrzydełkiem, ale o jakiejż rozkosznej spuchniętej twarzy i łysej czaszce.
— Głupich pieniędzy?! — Starucha szarpnęła Lewisa za ucho raz jeszcze, coby mieć pewność, że huncwot poczuje. — Bieda ci, synku, nigdy porządnie w oczy nie zajrzała. Nie wiesz, o czym mówisz!
Perswazja Keyleth nie podziałała, bo i jakże miałby niby wzbudzić respekt w starej nokturnowej wyjadaczce ów wijący się i piszczący chłopaczek? I jak Woody Tarpaulin miałby uwierzyć, że ta osoba to jego zaufany pracownik?
Nie zastanawiał się nad tym długo. Tym razem nie miał wątpliwości, z kim ma do czynienia, ale nie zamierzał burzyć metamorfomagicznego przekrętu w takim momencie. Nikomu by to nie pomogło. Nie był już właściwie nawet oburzony podstępem Keyleth — przeszedł nad nim do porządku dziennego i grał dalej w jej grę.
— Będzie tego. — Podszedł do mamuśki targającej jego kucharza i odciągnął od nieszczęśnika awanturującą się kobietę. Kobietę mimo wszystko nie na tyle głupią, aby iść w zapasy z barczystym chłopem.
— Hans! — zakrzyknęła osaczona kobieta, przywykła, że wezwaniem synów rozwiązuje problemy wymagające masy i mięśni.
Hans miał w sobie jendakże dalece więcej sentymentu dla brata bliźniaka niż roszczeniowa matka. Nawet mało wprawny obserwator dostrzegłby, że Spalona Noc coś w nim złamała. Nie zerwał się na wezwanie matki, jak to zwykle czynił, lecz pozostał przy swoim rannym bracie. Pozbawiona tego wsparcia starucha musiała spuścić z tonu.
Woody tymczasem wzniósł oczy w górę, na płonący Warsztat. Wokół wciąż krążyły czarne chmury popiołów, które — jak podejrzewał — unosiły się najgęściej nad celami Śmierciożerców. Ta rodzina wciąż mogła być w niebezpieczeństwie, lecz nawet gdyby nie była: nie godziło się pozostawić rannego na bruku ot tak.
— Zabierzecie się dziś do nas — obwieścił Tarp, licząc w głębi ducha, że nie usłyszy głosów sprzeciwu i wszystko pójdzie już gładko. — Lewis, dalej zamierzasz się wić jak panienka czy dasz już sobie radę z panią? — Pani nie była może szczęśliwa z tego obrotu wypadków, ale wyglądało na to, że i ona zaczyna sobie zdawać sprawę z beznadziei swojego położenia. — Weź ją na piętro, żeby nie zwracała uwagi, i czekaj na mnie — dodał ciszej ochrypłym głosem, tak aby dotarło to wyłącznie do ucha Keyleth-Lewisa.
Po tych słowach Woody podszedł do Braciszków. Ranny z braci — nadam mu imię Robert, żeby nie pozostał anonimową kukiełką — nie wyglądał fantastycznie i z pewnością będzie wymagał w miarę pilnej interwencji uzdrowiciela. Na razie jednak najważniejsze było przeniesienie go do schronienia. Wraz z Hansem wzięli go pod ramiona, co wydusiło z mężczyzny tłumiony okrzyk. Woody postarał się teleportować z Braćmi jak najszybciej, prosto do piwnicznej kryjówki, aby oszczędzić mu zbędnego cierpienia.

rzucam na translokację dla teleportacji łączonej
Rzut N 1d100 - 48
Slaby sukces...


Nie był to może czołowy wyczyn teleportacyjny Woody’ego i turbulencje mogły nieco dać w kość rannemu, lecz najważniejsze było, że znaleźli się u celu: w rejwachowej piwnicy, którą wcześniej przygotowali z Jonathanem. Czarodziej wskazał Braciom fotel, na którym można było złożyć rannego; zapewnił, że wkrótce sprowadzi uzdrowiciela, po czym udał się na górę, gdzie teleportować się miała Keyleth z matką nieszczęśników.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Keyleth Nico Yako (660), Woody Tarpaulin (833)




Wiadomości w tym wątku
[09/09/72] Matczyna Troska o dobra doczesne - przez Woody Tarpaulin - 31.05.2025, 23:57
RE: [09/09/72] Matczyna Troska o dobra doczesne - przez Keyleth Nico Yako - 17.06.2025, 17:11
RE: [09/09/72] Matczyna Troska o dobra doczesne - przez Woody Tarpaulin - 18.06.2025, 18:28
RE: [09/09/72] Matczyna Troska o dobra doczesne - przez Keyleth Nico Yako - 18.06.2025, 22:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa