09.02.2023, 17:22 ✶
Zazwyczaj unikał zatłoczonych miejsc, ale dzisiejszy dzień sprawił, że było mu to już obojętne. Poszukiwał kilku rzeczy, a te oczywiście można było otrzymać w magicznej części Londynu. Spędził tu jakiś czas i nie znalazł żadnej rzeczy, a przemierzył wszystkie trzy główne ulice. Irytacja spotęgowała się, jak za jeden przedmiot, który nie był na jego liście, a był całkiem użyteczny, kosztował tyle, co najrzadsze karty z czekoladowych żab. To była dla niego pewna granica, po której uznał, że trzeba było się napić. Nie ważne gdzie, po prostu musi gardło zwilżyć, by ten dzień nie był taki stratny.
Ubrany był w bardzo proste ubranie, choć według niego miało swoją elegancję. Buty z czarnej skóry, zadbane i wypolerowane o nieco wyższym podbiciu, niż zwyczajne buty. Nie z powodu wzrostu to robił, a po prostu w ten sposób nieco lepiej znosił zwyczajne chodzenie po nierównym terenie. Wygoda była najważniejsza. Czarne spodnie z zaprasowanymi nogawkami w kant, nieco szersze przy stopach. Kołnierz z koszuli widać było bardzo dobrze, a do tego sweter niebieski. Zrezygnował z peleryny, gdyż na nią było zdecydowanie za ciepło, a opadów deszczu nie było. Jedynym stałym elementem ubioru była ta szara opaska na szyję, by zakryć lwią cześć blizny. Reszta, której nie potrafił zakryć, trapiła go, jednak nie mógł nic z tym zrobić, bo jego poczucie stylu by się załamała. Nie lubił jej pokazywać nawet w takich fragmentach, ale nic nie mógł zrobić. Inni się na nią patrzyli dość często, co go nieco deprymowało, choć przyzwyczajał się powoli od dłuższego czasu. Jeszcze trochę minie, nim zacznie ignorować te spojrzenia.
Wchodząc do Fontanny, skrzywił się, widząc taki tłok i zlot rudych osób.
- Na gacie Merlina, niech ktoś nałoży kaganiec na Wesleyów, bo rozmrażają się gorzej, niż króliki czy chochliki.- Pokręcił głową i skierował się do barmana, idąc pomiędzy stolikami, przy którym siedziała Greengrass, a grupa pijanych osób. I akurat jak przechodził, jeden z podchmielonych stracili zdolność do trzymania się prosto i upadając, skierował się ku niemu, popychając go ciałem, a przy okazji oberwał z łokcia w klatkę i z główki we własną głowę. Taki nagły "atak" spowodował, że Wilhelm dosłownie wylądował na plecach stolika Mackenzie, odsuwając go nieco od niej, a pijany czarodziej leżał na glebie. Avery jęknął z bólu, gdyż całkiem nieźle oberwał, nawet nie wiedząc za co!
Ubrany był w bardzo proste ubranie, choć według niego miało swoją elegancję. Buty z czarnej skóry, zadbane i wypolerowane o nieco wyższym podbiciu, niż zwyczajne buty. Nie z powodu wzrostu to robił, a po prostu w ten sposób nieco lepiej znosił zwyczajne chodzenie po nierównym terenie. Wygoda była najważniejsza. Czarne spodnie z zaprasowanymi nogawkami w kant, nieco szersze przy stopach. Kołnierz z koszuli widać było bardzo dobrze, a do tego sweter niebieski. Zrezygnował z peleryny, gdyż na nią było zdecydowanie za ciepło, a opadów deszczu nie było. Jedynym stałym elementem ubioru była ta szara opaska na szyję, by zakryć lwią cześć blizny. Reszta, której nie potrafił zakryć, trapiła go, jednak nie mógł nic z tym zrobić, bo jego poczucie stylu by się załamała. Nie lubił jej pokazywać nawet w takich fragmentach, ale nic nie mógł zrobić. Inni się na nią patrzyli dość często, co go nieco deprymowało, choć przyzwyczajał się powoli od dłuższego czasu. Jeszcze trochę minie, nim zacznie ignorować te spojrzenia.
Wchodząc do Fontanny, skrzywił się, widząc taki tłok i zlot rudych osób.
- Na gacie Merlina, niech ktoś nałoży kaganiec na Wesleyów, bo rozmrażają się gorzej, niż króliki czy chochliki.- Pokręcił głową i skierował się do barmana, idąc pomiędzy stolikami, przy którym siedziała Greengrass, a grupa pijanych osób. I akurat jak przechodził, jeden z podchmielonych stracili zdolność do trzymania się prosto i upadając, skierował się ku niemu, popychając go ciałem, a przy okazji oberwał z łokcia w klatkę i z główki we własną głowę. Taki nagły "atak" spowodował, że Wilhelm dosłownie wylądował na plecach stolika Mackenzie, odsuwając go nieco od niej, a pijany czarodziej leżał na glebie. Avery jęknął z bólu, gdyż całkiem nieźle oberwał, nawet nie wiedząc za co!