Nie powiedziałby, że włożył sporo pracy w zdobycie smoczej oliwy, ale musiał nadwyrężyć kawałek zaufania Cynthii próbując przekonać ją do oddania mu tej jednej fiolki. Nawet jeśli byli ze sobą blisko, nie było to takie proste. Dobrze wiedziała o jego ukrytej tożsamości śmierciożercy oraz domyślała się do czego może być mu potrzebny ten specyfik, stąd wątpliwości. Pomimo tego udało mu się dostać to czego potrzebował. I co? Partactwo. Nie mógł dowierzyć własnym oczom. Zrozumiałby czar słabej mocy, choć pewnie z grymasem. Ale tak nieumiejętne zaklęcie, które pozbawiło ich potężnego środka do destrukcji? Wściekł się, rzecz jasna. Przynajmniej Umbriell próbował jakoś ratować sytuacje, jednak był zbyt wolny na to co się wydarzyło. Przez moment się zawahał, jak powinien teraz zareagować. Był zły na Bellatrix, ale jednocześnie miał do niej zbyt wielką słabość by zachować się teraz jak należało. Ostatecznie wybrał rozsądek. Może gdyby byli sami obeszłoby się bez tego co zamierzał zrobić, ale Naśladowca patrzył, nie było miejsca na sentymenty.
Wymierzył nieudolnej czarownicy policzek zewnętrzną stroną dłoni. Nie powstrzymywał się, nie hamował, po prostu miało ją to zaboleć. Nie musiał nic mówić, choć wrzask złości próbował wyrwać mu się z piersi. Wstyd z poniżającej reprymendy na oczach osób trzecich powinien być wystarczającą karą niż gorzkie słowa. Zresztą nie potrafiłby zabrzmieć tak złowrogo jak powinien w tej sytuacji mówiąc do ukochanej Bellatrix. - Odzyskasz to co zmarnowałaś w dokach Flintów. Odezwał się krótko, dając do zrozumienia, że nie akceptuje sytuacji, w której machną ręką na to, że fiolka Smoczej Oliwy tak po prostu zniknęła no i trudno. - A ty dopilnujesz, żeby niczego więcej nie spierdoliła. Zwrócił się też do Umbriella, którego prześmiewczy rechot zadzwonił mu irytująco w uszach. Może i miał powody do naśmiewania się z młodszej koleżanki, ale bezwstydne komentarze na porażki które rzutowały na cały zespół były tak samo nietolerowane. Tym zgrabnym ruchem powiązał ich razem w spontanicznie nałożonej na nich misji-pokuty. Pocieszające było jednak to, że pan pianista wyczarował odpowiednio silne zaklęcie. Aż chciałby się rozmarzyć jakich grzechów mogłaby wyrządzić jego Szatańska Pożoga w połączeniu ze Smoczej Oliwy. No cóż. Pewnie nigdy się tego nie dowiemy. Rozwścieczony ogień rozjaśnił na dłuższą chwilę całą okolicę, a już po kilku minutach na ten znak na końcu ulicy zjawił się oddział sił szybkiego reagowania. Nie byli to brygadziści, ale służby, które najwidoczniej chciały zatrzymać kolejne duże źródło rozprzestrzeniającego się pożaru. Oh, zbyt wcześnie, żeby kończyć taką imprezę. - Odwrócę ich uwagę, wy rzucicie uroki. Oznajmił krótko, choć tym razem odwrócił się w kierunku Degenhardta i do niego mówił, bo jemu jakoś lepiej wychodziło wywiązywanie się z obowiązków. Korzystając z tego, że pracownicy Departamentu Magicznych Wypadków jeszcze ich nie dostrzegli, Louvain odłączył się od swojej grupki, przeszedł w cień ukrywając się za rumowiskiem zawalonych budynków. Zdjął z siebie Śmierciożercze szaty, bo jeśli chciał ich wyprowadzić w pole swoją charyzmą, musiał to robić w stroju cywila.
- Musicie zburzyć wyjścia i okna na najniższych piętrach, inaczej ogień wydostanie się na ulicę i podpali resztę okolicy! Ryknął w stronę służb porządkowych będąc już bardzo blisko nich. Starając się wywrzeć na nich presję w ten sposób chciał żeby popełnili znaczący błąd odcinając drogę ucieczki wszystkim przebywającym i ukrywającym się wewnątrz, tak żeby zostali zamknięci w środku jak w rozżarzonej trumnie.
charyzma ◉◉◉○○ oraz +10 do rzutu za przewagę Dowodzenie (36 - słaby sukces, 46- sukces)