09.02.2023, 22:29 ✶
Daisy obrzuciła Sauriela dłuższym spojrzeniem, jakby naprawdę oceniała jego przezroczystość. No, ale co by o nim nie mówić, sprawiał wrażenie całkiem namacalnego. Nawet jeśli dalej trochę niepokojącego.
- Hm, bo chodzisz własnymi ścieżkami i takie tam? – strzeliła. To było pierwsze, co przyszło jej do głowy, gdy usłyszała słowa o kotach. Oczywiście to był czysty strzał, Daisy praktycznie nic nie wiedziała o swoim rozmówcy. Równie dobrze ten mógłby być przez kogoś dobrze go znającego porównywany do kota, bo przesypiał całe dnie i lubił bawić się włóczką. Ale, gdyby miała się już uprzeć i trzymać tych własnych ścieżek, to nawet by to miało pewien sens. Poruszał się cicho, potrafił skrywać w cieniu i pewnie (tu już Daisy kompletnie strzelała), gdyby mu przyszło wspinać się po drabinie albo na drzewo, to raczej nie miałby z tym wielkiego problemu.
Kiwnęła głową.
- Żebyś wiedział. W Hogwarcie wystarczyło wejść do nieodpowiedniej łazienki i… - wzruszyła bezradnie ramionami. – Człowiek wychodził z niej cały mokry, bo mieszkająca w środku Jęcząca Marta akurat miała zły humor, a ona prawie zawsze miała zły humor, i zalewała całą toaletę wodą. Albo nagle dostawała napadu histerycznego płaczu, bo bzdurała sobie, że ktoś znowu się z niej śmiał – opisała lekkim tonem.
Akurat z Jęczącą Martą Daisy miała szczególnie na pieńku. Jeszcze jako uczennica, Daisy ubzdurała sobie, że opowieść mieszkającego w toalecie ducha, może stać się doskonałą kanwą do pierwszej powieści jej brata, Darcy’ego. Tylko nie przewidziała, że Jęcząca Marta nie miała absolutnie nic do powiedzenia poza tym, że umarła (pewnie z przejęcia), bo usłyszała głos chłopca w łazience i zobaczyła żółte oczy. Co to w ogóle za historia była?
- Zresztą, chyba byłeś w Hogwarcie? – zaryzykowała, posyłając Saurielowi kolejne, pytające spojrzenie. Nie słyszała by jego akcent brzmiał dziwnie, ale akcent (lub jego brak) jeszcze nie musiał o niczym świadczyć. – Jeśli tak, to na pewno wiele razy ją widziałeś. Duch dziewczyny. Mniej więcej czternastoletniej. Z grubymi okularami. Czasami dokuczał jej Irytek.
Ratowanie kota, gdy tak naprawdę wszystkie zmysły ostrzegały by tego nie robić, było trudne. Zwłaszcza, że Daisy akurat chciała go ratować tylko z głupiej ambicji. Posłała Saurielowi zaskoczone spojrzenie, gdy złapał ją za nadgarstek. Zmarszczyła nos, bardziej niż interwencją, zdziwiona bladością jego skóry i tym jak zimny miał uścisk.
Odruchowo, gdy tylko ją puścił, przesunęła się w bok, dając mu w ten sposób więcej miejsca do działania. Obserwowała nieufnie kota, jednocześnie zastanawiając się, czemu sama nie wpadła na pomysł, by pomóc sobie różdżką. Ani tamtego dnia, ani dzisiaj.
- Nie mam – zgodziła się z nim. – Za to ty radzisz sobie z nimi całkiem dobrze. – Pochwaliła go. A przynajmniej z tym jednym małym, kocim dupkiem.
- Hm, bo chodzisz własnymi ścieżkami i takie tam? – strzeliła. To było pierwsze, co przyszło jej do głowy, gdy usłyszała słowa o kotach. Oczywiście to był czysty strzał, Daisy praktycznie nic nie wiedziała o swoim rozmówcy. Równie dobrze ten mógłby być przez kogoś dobrze go znającego porównywany do kota, bo przesypiał całe dnie i lubił bawić się włóczką. Ale, gdyby miała się już uprzeć i trzymać tych własnych ścieżek, to nawet by to miało pewien sens. Poruszał się cicho, potrafił skrywać w cieniu i pewnie (tu już Daisy kompletnie strzelała), gdyby mu przyszło wspinać się po drabinie albo na drzewo, to raczej nie miałby z tym wielkiego problemu.
Kiwnęła głową.
- Żebyś wiedział. W Hogwarcie wystarczyło wejść do nieodpowiedniej łazienki i… - wzruszyła bezradnie ramionami. – Człowiek wychodził z niej cały mokry, bo mieszkająca w środku Jęcząca Marta akurat miała zły humor, a ona prawie zawsze miała zły humor, i zalewała całą toaletę wodą. Albo nagle dostawała napadu histerycznego płaczu, bo bzdurała sobie, że ktoś znowu się z niej śmiał – opisała lekkim tonem.
Akurat z Jęczącą Martą Daisy miała szczególnie na pieńku. Jeszcze jako uczennica, Daisy ubzdurała sobie, że opowieść mieszkającego w toalecie ducha, może stać się doskonałą kanwą do pierwszej powieści jej brata, Darcy’ego. Tylko nie przewidziała, że Jęcząca Marta nie miała absolutnie nic do powiedzenia poza tym, że umarła (pewnie z przejęcia), bo usłyszała głos chłopca w łazience i zobaczyła żółte oczy. Co to w ogóle za historia była?
- Zresztą, chyba byłeś w Hogwarcie? – zaryzykowała, posyłając Saurielowi kolejne, pytające spojrzenie. Nie słyszała by jego akcent brzmiał dziwnie, ale akcent (lub jego brak) jeszcze nie musiał o niczym świadczyć. – Jeśli tak, to na pewno wiele razy ją widziałeś. Duch dziewczyny. Mniej więcej czternastoletniej. Z grubymi okularami. Czasami dokuczał jej Irytek.
Ratowanie kota, gdy tak naprawdę wszystkie zmysły ostrzegały by tego nie robić, było trudne. Zwłaszcza, że Daisy akurat chciała go ratować tylko z głupiej ambicji. Posłała Saurielowi zaskoczone spojrzenie, gdy złapał ją za nadgarstek. Zmarszczyła nos, bardziej niż interwencją, zdziwiona bladością jego skóry i tym jak zimny miał uścisk.
Odruchowo, gdy tylko ją puścił, przesunęła się w bok, dając mu w ten sposób więcej miejsca do działania. Obserwowała nieufnie kota, jednocześnie zastanawiając się, czemu sama nie wpadła na pomysł, by pomóc sobie różdżką. Ani tamtego dnia, ani dzisiaj.
- Nie mam – zgodziła się z nim. – Za to ty radzisz sobie z nimi całkiem dobrze. – Pochwaliła go. A przynajmniej z tym jednym małym, kocim dupkiem.