21.06.2025, 10:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2025, 09:52 przez Hannibal Selwyn.)
No tak, jaki najmłodszy dostępny do ożenku kawaler i w dodatku potencjalny dziedzic swojego nazwiska, fortuny rodzinnej i samego teatru, w którym się znajdowali, był najbardziej wystawiony na matrymonialne insynuacje. Trzeba jednak było uciec z tym cyrkiem.
Nie, tak naprawdę, to nie. Nie dość, że musiałby sypiać w namiocie albo w wozie, co było może zabawne raz czy dwa na jakiś czas, ale zapewne uciążliwe w zimie, to jeszcze te akrobacje na trapezie? Hannibal miał wątpliwą przyjemność spróbować raz swoich sił, kiedy reżyser widowiska burleskowego w paryskim teatrze uznał, że ciało młodego tancerza świetnie się będzie prezentować ponad głowami widowni. Cóż, jego psychika tego nie wytrzymała, wysokość była nie do przejścia i jedyne, co Hannibal zaprezentował na próbie, to kurczowe wczepienie się w olinowanie i oznajmienie, że oto za chwilę spadnie i zginie, nieodżałowana strata zarówno dla paryskiej, jak i angielskiej sceny teatralnej, i owszem, on chętnie złoży swe życie na ołtarzu sztuki, ale może jeszcze nie teraz.
Wciąż siedząc na skraju sceny, z dramatycznym westchnieniem przyłożył wierzch dłoni do czoła w uniwersalnym geście omdlenia.
- Osamotniony wobec ataków ciotek! Oto ugiąć mi się przyjdzie wobec naporu Rozsądku i Przyzwoitości, i oddać rękę i moją niewinność jakiejś wybranej przez nie pannie! - zawołał, nie zastanawiając się chwilowo nad tym, że jest to dość… używana niewinność.
- Daj spokój, 43 lata to nie taki znowu stary kawaler! Co innego, jakbyś miał o jedno zero więcej! - rzekł, myśląc o swoje niedawnej rozmowie z Gabrielem, o stuleciach, jakie prawdopodobnie przeżył, zanim zaznał prawdziwej miłości. Wieki wolności. Wieki samotności.
- Jak to, okropny narzeczony? Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie ciebie źle traktującego jakąkolwiek kobietę, a tym bardziej Charlotte… Czyżbyście planowali kolejną ucieczkę sprzed ołtarza? - zachichotał, zachwycony perspektywą uczestnictwa, choćby tylko jako widz, w powtórce skandalu sprzed lat - Chociaż to może już nie zrobić takiego wrażenia, no wiesz, drugi raz.
Nie, tak naprawdę, to nie. Nie dość, że musiałby sypiać w namiocie albo w wozie, co było może zabawne raz czy dwa na jakiś czas, ale zapewne uciążliwe w zimie, to jeszcze te akrobacje na trapezie? Hannibal miał wątpliwą przyjemność spróbować raz swoich sił, kiedy reżyser widowiska burleskowego w paryskim teatrze uznał, że ciało młodego tancerza świetnie się będzie prezentować ponad głowami widowni. Cóż, jego psychika tego nie wytrzymała, wysokość była nie do przejścia i jedyne, co Hannibal zaprezentował na próbie, to kurczowe wczepienie się w olinowanie i oznajmienie, że oto za chwilę spadnie i zginie, nieodżałowana strata zarówno dla paryskiej, jak i angielskiej sceny teatralnej, i owszem, on chętnie złoży swe życie na ołtarzu sztuki, ale może jeszcze nie teraz.
Wciąż siedząc na skraju sceny, z dramatycznym westchnieniem przyłożył wierzch dłoni do czoła w uniwersalnym geście omdlenia.
- Osamotniony wobec ataków ciotek! Oto ugiąć mi się przyjdzie wobec naporu Rozsądku i Przyzwoitości, i oddać rękę i moją niewinność jakiejś wybranej przez nie pannie! - zawołał, nie zastanawiając się chwilowo nad tym, że jest to dość… używana niewinność.
- Daj spokój, 43 lata to nie taki znowu stary kawaler! Co innego, jakbyś miał o jedno zero więcej! - rzekł, myśląc o swoje niedawnej rozmowie z Gabrielem, o stuleciach, jakie prawdopodobnie przeżył, zanim zaznał prawdziwej miłości. Wieki wolności. Wieki samotności.
- Jak to, okropny narzeczony? Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie ciebie źle traktującego jakąkolwiek kobietę, a tym bardziej Charlotte… Czyżbyście planowali kolejną ucieczkę sprzed ołtarza? - zachichotał, zachwycony perspektywą uczestnictwa, choćby tylko jako widz, w powtórce skandalu sprzed lat - Chociaż to może już nie zrobić takiego wrażenia, no wiesz, drugi raz.