- Wiem, wiem. - Machnął lekko ręką, ale nie po to, żeby ją zbyć, tylko tak odruchowo, bardziej na swoją gapowatość. Tak, to akurat zapamiętał. - Ale ta trawa była najprostsza w organizacji. - We wsadzaniu jej tam? W... tym, że zapadła mu w pamięć? Jak myślał o tych wypełniaczach to jednak widział: TRAWA. A oprócz magicznego "trawa" były jeszcze jakieś habzie, co już podchodziły pod kwiatki. Nie znał się, przecież teraz nie zamierzał zamieniać się w znawcę kwiatów i bukietów. Florystyka? Tak, chyba tak to nazywała Anna. - Dobrze, dobrze, jak tam chcecie. Dla takiego laika to za trudne do pojęcia. - Trochę sobie żartował, no bo czego tu nie rozumieć. To jak z hodowaniem marchewki - jak na tym polu pojawi się kwiatek to jednak się go pozbywasz, bo chcesz wyhodować konkretnie marchewkę. W taki łopatologiczny sposób tłumaczył to mózg Sauriela.
Przechylił tak głowę z lewa na prawą, uśmiechając się pod nosem na to wspomnienie, że chce ją podtuczyć. Już o tym rozmawiali na cmentarzu, więc teraz rzucił ciche "możeee", ale nie na tyle ciche, żeby ona tego nie dosłyszała. Jak kiedyś powie, że ma dość słodyczy na "x" czasu to przestanie, ale na razie miał wrażenie, że jej się to podoba. Niby żartowała z tuczenia, ale przecież jej smakowało. Chyba. Aktualnie był na etapie sprawdzania, co jej smakuje najbardziej. Więc i przynosił jej ciągle inne rzeczy. Pomijając babeczki, które wiedział, że są jej ulubionymi. Natomiast kierował się tu przedstawioną przez siebie filozofią - że świat trzeba eksplorować. No, sam miał teraz całe setki lat na tę eksplorację. O ile dożyje. Bo jakoś w to wątpił, skoro był żywą tarczą dla Śmierciożerców.
- Mów co ci bardziej albo mniej smakuje. Zamierzam cię przeprowadzić przez kulinarną, słodyczową podróż. - Może już zauważyła, a może nie, ale teraz dostała kawę na ławę. Kobieta zaczytana w książkach - mógł więc kawałek świata przynieść do niej, prawda?
- Zbierałem kwiaty, jeśli wybaczyłaś po pierwszym bukiecie to nie, już nic ambitniejszego do robienia nie mam. - Jeszcze pozostawała opcja, że wróci na łączkę i zacznie zrywać kolejne kwiaty, na których osiadły wieczorne krople wilgoci zbierającej się na dzikich polanach. Wyglądało na to, że mógł sobie darować. Natomiast pojawiło się hasło o piwnicy i Sauriel uniósł jedną brew wysoko do góry, patrząc na nią spojrzeniem, które mieściło w sobie naprawdę wiele pytań i braku zrozumienia co do tej propozycji. Na szczęście Victoria sama się zreflektowała od razu, bo nawet nie był pewien, od czego miał zacząć pytania i czy to w ogóle było jakieś... dziwne zaproszenie, którego powinien się absolutnie obawiać. - [a]Aaaa, jasne. Postaram się niczego nie dotykać.
- POSTARA się. Ale nie mógł obiecywać. Jego ciekawość była jednak zbyt mocna. Za to nie zamierzał wtykać paluchów w eliksir. Nawet nie wiedział, co też ona warzyła. [/a]![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.