23.06.2025, 13:37 ✶
Peregrinus nigdy nie postrzegał siebie jako konkurencji dla Lyssy. Nie był nią, bo należeli do dwóch zupełnie różnych kategorii, które w jego głowie były stosownie odseparowane. Na początku wręcz starał się wycofywać z przestrzeni ojca i córki, aby dać im jak najwięcej miejsca na budowanie odzyskanej relacji. Honorował priorytet jej krwi nad swoją wieloletnią przyjaźń i umowę o pracę, nie próbował dziewczyny od Vakela ani razu odpychać. Niezależnie od tego jednakże faktem pozostawało, że to on spędzał z Vasilijem długie godziny dzień w dzień, a z każdym tym dniem ich nić stawała się intensywniejsza.
— Otóż ma to do rzeczy, że też nie mogłem oszukiwać. W jaki sposób? — podjął ostatnią nędzną próbę kontry.
Usłyszawszy, co ma im do powiedzenia zbliżająca się Cassandra, w duchu nie mógł powstrzymać cisnącej się myśli, że nie tylko karty bywają kapryśne, lecz i młode dziewczęta wybornie to opisuje — spojrzeć starczy na przykład tej tu nastoletniej Dolohówny. Nie zależało mu jednakże wcale a wcale na dalszym rozjuszaniu Lyssy. Może gdyby byli w bardziej zaufanym gronie, byłby coś w jej stronę uszczypliwego przebąknął, lecz obecność siostry Vakela skutecznie wpychała go w sztywną, pozbawioną swobody formę i nie pomagało, że znajdował się na znajomym bezpiecznym gruncie Praw Czasu.
Nie zdziwiła go wcale dynamika tasowania kart mimozowej wróżbitki. Bywało, że nadmierna powolność w przygotowywaniu tarota pozostawiała za mało miejsca, w które mógłby wślizgnąć się los, a to nie sprzyjało precyzji wróżby. Tym razem nie był to nawet tarot, a gra w wojnę, toteż Peregrinus nie śledził ruchów Cassandry ze szczególną uwagą. Myśli zajął w międzyczasie rzeczami dużo przyziemniejszymi — dolewką herbaty i dumaniem, czy nie wypadałoby zjeść niedługo jakiejś niewielkiej kolacji. Czy czekać dziś wieczorem na Vakela, czy wracać do siebie do domu?
W tym rozproszeniu myśli sam nie zauważył, że aura za oknem się stopniowo zmieniała. Dopiero uwaga kobiety go rozbudziła, podążył wzrokiem za spojrzeniem Cassandry i pokręcił odruchowo głową, marszcząc brwi. Wstał, bez słowa opuszczając zakątek karcianych rozrywek, aby rozchylić szerzej zasłony i lepiej przyglądnąć się burzy czarnego prochu tańczącego w odległej jeszcze ognistej poświacie.
— Wygląda, jakby gdzieś wybuchł pożar…? — Zamilkł na chwilę, bo choć pierwsze ognie były kawałek stąd, to szare wiry i chmury popiołów już krążyły gęsto nad Horyzontalną. Nie trzeba było mianować się wybitnym specjalistą od praw fizyki, aby wiedzieć, że coś jest nie w porządku. — Ten popiół... Ciekawe. — mruknął, bardziej do siebie niż do towarzyszek.
Wróżbita prześledził oczami najbliższe chmury popiołów, szukając w nich — być może nadaremnie — sensu czy symbolu. Wielkim wydarzeniom często towarzyszyły jednak omeny, a nie ma bardziej wymownego znaku niż anomalia tych rozmiarów.
nie wiem, czy to legalne wróżyć sobie z układu czarnomagicznego popiołu, ale pokusa była zbyt silna
Cokolwiek tam wypatrzył, zachował na razie dla siebie.
— Otóż ma to do rzeczy, że też nie mogłem oszukiwać. W jaki sposób? — podjął ostatnią nędzną próbę kontry.
Usłyszawszy, co ma im do powiedzenia zbliżająca się Cassandra, w duchu nie mógł powstrzymać cisnącej się myśli, że nie tylko karty bywają kapryśne, lecz i młode dziewczęta wybornie to opisuje — spojrzeć starczy na przykład tej tu nastoletniej Dolohówny. Nie zależało mu jednakże wcale a wcale na dalszym rozjuszaniu Lyssy. Może gdyby byli w bardziej zaufanym gronie, byłby coś w jej stronę uszczypliwego przebąknął, lecz obecność siostry Vakela skutecznie wpychała go w sztywną, pozbawioną swobody formę i nie pomagało, że znajdował się na znajomym bezpiecznym gruncie Praw Czasu.
Nie zdziwiła go wcale dynamika tasowania kart mimozowej wróżbitki. Bywało, że nadmierna powolność w przygotowywaniu tarota pozostawiała za mało miejsca, w które mógłby wślizgnąć się los, a to nie sprzyjało precyzji wróżby. Tym razem nie był to nawet tarot, a gra w wojnę, toteż Peregrinus nie śledził ruchów Cassandry ze szczególną uwagą. Myśli zajął w międzyczasie rzeczami dużo przyziemniejszymi — dolewką herbaty i dumaniem, czy nie wypadałoby zjeść niedługo jakiejś niewielkiej kolacji. Czy czekać dziś wieczorem na Vakela, czy wracać do siebie do domu?
W tym rozproszeniu myśli sam nie zauważył, że aura za oknem się stopniowo zmieniała. Dopiero uwaga kobiety go rozbudziła, podążył wzrokiem za spojrzeniem Cassandry i pokręcił odruchowo głową, marszcząc brwi. Wstał, bez słowa opuszczając zakątek karcianych rozrywek, aby rozchylić szerzej zasłony i lepiej przyglądnąć się burzy czarnego prochu tańczącego w odległej jeszcze ognistej poświacie.
— Wygląda, jakby gdzieś wybuchł pożar…? — Zamilkł na chwilę, bo choć pierwsze ognie były kawałek stąd, to szare wiry i chmury popiołów już krążyły gęsto nad Horyzontalną. Nie trzeba było mianować się wybitnym specjalistą od praw fizyki, aby wiedzieć, że coś jest nie w porządku. — Ten popiół... Ciekawe. — mruknął, bardziej do siebie niż do towarzyszek.
Wróżbita prześledził oczami najbliższe chmury popiołów, szukając w nich — być może nadaremnie — sensu czy symbolu. Wielkim wydarzeniom często towarzyszyły jednak omeny, a nie ma bardziej wymownego znaku niż anomalia tych rozmiarów.
nie wiem, czy to legalne wróżyć sobie z układu czarnomagicznego popiołu, ale pokusa była zbyt silna
Rzut Symbol 1d258 - 249
Zamek (małżeństwo dla pieniędzy)
Zamek (małżeństwo dla pieniędzy)
Cokolwiek tam wypatrzył, zachował na razie dla siebie.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie