25.06.2025, 12:49 ✶
Najpierw skrzypnęły drzwi wejściowe, a potem Ari usłyszał kroki na korytarzu. Wyjął różdżkę i gestem wskazał Electrze, by pozostała w salonie. Jeśli ktoś miał się poświęcać, to tylko on. Może wybitnym czarodziejem nie był, ale znał podstawowe zaklęcia obronne. Nie udało mu się powstrzymać Cerbera, który pobiegł na spotkanie nieznajomemu. Zupełnie jakby...
– Basil! – Icarus zobaczył brata i natychmiast podszedł, by go uściskać. – Bogowie, całe szczęście, że żyjesz. Baliśmy się, że... Zresztą nieważne, Ellie jest w salonie. Wszystko jest w pieprzonej sadzy, nie chce się czyścić i chyba coś nawiedza nasz dom, ale przynajmniej ogień nie wdarł się do środka. Oboje jesteśmy zdrowi, choć... – Icarus przerwał tyradę, by pokazać gestem własne, zabrudzone krwią ubrania. – Mieliśmy nieprzyjemne spotkanie z niezbyt przychylnie nastawionymi do czystokrwistych mugolakami. A jak ty się trzymasz? Jesteś cały? Chyba Święty Mungo nie wysłał cię w teren?
Wysyłanie chorowitego Basiliusa na misję w zadymionym doszczętnie mieście było kompletną głupotą. Na co by się zdał medyk, skoro w każdej chwili mogło siąść mu serce? Na ulicach trudno było oddychać, także nie było to środowisko przyjazne osobom takim jak Basil. Właściwie... nie było to środowisko przyjazne komukolwiek.
Poprowadził Basila do salonu. Jakoś raźniej mu się zrobiło, gdy starszy brat był obok. Może różnica wieku między nimi nie była gigantyczna, ale zawsze to Basilius był tym ogarniętym i odpowiedzialnym. Do tego momentu tę rolę musiał sprawować Icarus, który średnio sobie radził z trzymaniem strachu i emocji w ryzach. Szczególnie, że po tym, jak przestraszył mugolaka swoim tatuażem, między nim a Electrą panowało jakieś dziwne napięcie. Coś w stylu "później będziemy musieli pogadać, bo to, co się stało było konkretnie pojebane".
– Basil! – Icarus zobaczył brata i natychmiast podszedł, by go uściskać. – Bogowie, całe szczęście, że żyjesz. Baliśmy się, że... Zresztą nieważne, Ellie jest w salonie. Wszystko jest w pieprzonej sadzy, nie chce się czyścić i chyba coś nawiedza nasz dom, ale przynajmniej ogień nie wdarł się do środka. Oboje jesteśmy zdrowi, choć... – Icarus przerwał tyradę, by pokazać gestem własne, zabrudzone krwią ubrania. – Mieliśmy nieprzyjemne spotkanie z niezbyt przychylnie nastawionymi do czystokrwistych mugolakami. A jak ty się trzymasz? Jesteś cały? Chyba Święty Mungo nie wysłał cię w teren?
Wysyłanie chorowitego Basiliusa na misję w zadymionym doszczętnie mieście było kompletną głupotą. Na co by się zdał medyk, skoro w każdej chwili mogło siąść mu serce? Na ulicach trudno było oddychać, także nie było to środowisko przyjazne osobom takim jak Basil. Właściwie... nie było to środowisko przyjazne komukolwiek.
Poprowadził Basila do salonu. Jakoś raźniej mu się zrobiło, gdy starszy brat był obok. Może różnica wieku między nimi nie była gigantyczna, ale zawsze to Basilius był tym ogarniętym i odpowiedzialnym. Do tego momentu tę rolę musiał sprawować Icarus, który średnio sobie radził z trzymaniem strachu i emocji w ryzach. Szczególnie, że po tym, jak przestraszył mugolaka swoim tatuażem, między nim a Electrą panowało jakieś dziwne napięcie. Coś w stylu "później będziemy musieli pogadać, bo to, co się stało było konkretnie pojebane".