11.02.2023, 02:46 ✶
Święta Bożonarodzeniowe nie były jej ulubionymi, ba, Cyjanek miała wrażenie, że z roku na rok było tylko gorzej. Liczył się przepych, sztuczny uśmiech, empatia wymuszona i tak nieprawdziwa, że nawet obdarowywani na dobrą sprawę w jej intencję już nie wierzyli. Wszystko poza ludźmi jednak — sypiący za oknem śnieg, który białym puchem zakrywał brudne budynki, zapach cynamonu i choinki, jasne (nie kolorowe, na Merlina!) lampki w oknach oraz mocna kawa były tym, co lubiła. Celebrowała to jednak w samotności i w milczeniu, akompaniamencie ulubionych piosenek lub w pracy. Te chwile pozwalały jej na nowo ustalać w życiu priorytety.
Była dumna z bycia czarownicą czystej krwi, a jednak nie cieszyła się z uczestnictwa w kolejnym zaaranżowanym od początku do końca przyjęciu. Aukcje były przykrywką, liczyło się rozeznanie, poznanie planów na przyszły rok poszczególnych rodów, być może próba zaaranżowania małżeństw, które zwiększyłyby wpływy. Nic tu nie było szczere, srebrnowłosa zresztą też nie i tym samym wpasowywała się w tłum, przywdziana strojnie niczym wysokie świerki dookoła, z których szczytów spoglądały na gości złote gwiazdy. Sypiący pod dachem śnieg był uroczym dodatkiem, jednak nie czuła jego płatków rozbijających się na skórze, topniejących pod ich ciepłem i nie umiała go zupełnie docenić. Na szczęście wystawa i licytacje dotyczyły sztuki, co pozwoliło jej uciekać od obowiązków nawiązywania towarzyskich relacji. Ojciec zlecił jej zalicytowanie czegoś, jednak nie umiała wybrać tej jednej rzeczy, która w jakikolwiek sposób tchnęłaby uczuciem w jej serce. Nie było jej stać na nic poza wyjątkowością. Nie rozglądała się więc specjalnie po tłumie, nie plotkowała z kobietami sączącymi szampana przy jednym ze stolików. Oglądała, szukając w skrupulatnie namalowanych obrazach czegoś. Przesłania, które autor ukrył przed światem ludzi prostych i słabych.
Płatek Śniegu. On był jej słabością? Po maźniętych karminową szminką ustach przebiegł cień uśmiechu, a palce stuknęły w trzymany w dłoni kryształ. I chyba właśnie nawiązanie do zimy sprawiło, że zdecydowała się odezwać. Cynthia mało kiedy decydowała się na taki krok, nie uznając spełnienia potrzeb towarzyskich za priorytetowe. Stojący obok mężczyzna pił wino, podobnie jak ona. Był tylko nieznajomym. Obcym, z którym prawdopodobnie nawiąże dialog pierwszy i ostatni zarazem raz w życiu. Skoro połączyło poniekąd ich spojrzenie to samo malowidło? Dostrzegał te drobne, czerwone punkty w krajobrazie? Tak spokojny, majestatyczny i zimowy, zdawał się skrywać jakąś głębszą, mroczną tajemnicę. Dlaczego skojarzył się jej z trupem? Nawyk wyniesiony z kostnicy? Wpatrywała się w obraz, słuchając jego głosu i uwag dość uważnie, zaskoczona wiedzą, jaką na temat sztuki przedstawił.
- Namalował to jednak w taki sposób, aby tylko osoby o podobnej głębi to dostrzegły, nie sądzi Pan? Niewielkie zainteresowanie jest tym dziełem, a szkoda. Z drugiej jednak strony pozwala nam to dostrzec, z jakim towarzystwem mamy do czynienia. - przerwała, pozwalając sobie na odrobinę kąśliwą uwagę względem całej reszty, odwracając głowę w jego stronę i lustrując go stalowoniebieskimi, jasnymi ślepiami, pozwoliła sobie na cień uśmiechu na przywitanie. Tak, dla zachowania pozorów, bo ona nie była osobą, u której ów gest łatwo można było wywołać. -Obawiam się, że nie. Nie wygląda Pan na kogoś, kto często gościłby w miejscu mojej pracy, a los zechciał, że nieczęsto bywam poza nim.
Rozwiała jego wątpliwości dość szybko, jakby pognana sposobem, w jaki lustrował ją wzrokiem. Niepewność świadcząca o tym, że dużo ludzi mijał na swojej drodze, sporo osób znał — chociaż miała nieodparte wrażenie, że podobnie jak obraz, jego znało niewiele. Zrobiła krok w jego stronę, kątem oka dostrzegając jakąś niewiastę kierującą się w jego stronę, której nazwiska jednak nie skojarzyła. Zaintrygowana jednak sposobem wypowiedzi nieznajomego, nie chciała kończyć dialogu, a kobietą była dość stanowczą i łapiącą w palce to, czego chciała. Odważnie więc spoglądała mu w oczy. - Cynthia. Cynthia Flint. Bestię, która chce się uwolnić, ale jej właściciel zdaje sobie sprawę, że nie może, bo zaburzy to, co stworzył — na potrzeby społeczeństwa.
Nie znała się na sztuce w takim stopniu, jak towarzyszący jej jegomość, ale najpiękniejsze w niej było to, że nawet największy głupiec był w stanie w jakiś sposób ją interpretować i o niej rozmawiać.
Była dumna z bycia czarownicą czystej krwi, a jednak nie cieszyła się z uczestnictwa w kolejnym zaaranżowanym od początku do końca przyjęciu. Aukcje były przykrywką, liczyło się rozeznanie, poznanie planów na przyszły rok poszczególnych rodów, być może próba zaaranżowania małżeństw, które zwiększyłyby wpływy. Nic tu nie było szczere, srebrnowłosa zresztą też nie i tym samym wpasowywała się w tłum, przywdziana strojnie niczym wysokie świerki dookoła, z których szczytów spoglądały na gości złote gwiazdy. Sypiący pod dachem śnieg był uroczym dodatkiem, jednak nie czuła jego płatków rozbijających się na skórze, topniejących pod ich ciepłem i nie umiała go zupełnie docenić. Na szczęście wystawa i licytacje dotyczyły sztuki, co pozwoliło jej uciekać od obowiązków nawiązywania towarzyskich relacji. Ojciec zlecił jej zalicytowanie czegoś, jednak nie umiała wybrać tej jednej rzeczy, która w jakikolwiek sposób tchnęłaby uczuciem w jej serce. Nie było jej stać na nic poza wyjątkowością. Nie rozglądała się więc specjalnie po tłumie, nie plotkowała z kobietami sączącymi szampana przy jednym ze stolików. Oglądała, szukając w skrupulatnie namalowanych obrazach czegoś. Przesłania, które autor ukrył przed światem ludzi prostych i słabych.
Płatek Śniegu. On był jej słabością? Po maźniętych karminową szminką ustach przebiegł cień uśmiechu, a palce stuknęły w trzymany w dłoni kryształ. I chyba właśnie nawiązanie do zimy sprawiło, że zdecydowała się odezwać. Cynthia mało kiedy decydowała się na taki krok, nie uznając spełnienia potrzeb towarzyskich za priorytetowe. Stojący obok mężczyzna pił wino, podobnie jak ona. Był tylko nieznajomym. Obcym, z którym prawdopodobnie nawiąże dialog pierwszy i ostatni zarazem raz w życiu. Skoro połączyło poniekąd ich spojrzenie to samo malowidło? Dostrzegał te drobne, czerwone punkty w krajobrazie? Tak spokojny, majestatyczny i zimowy, zdawał się skrywać jakąś głębszą, mroczną tajemnicę. Dlaczego skojarzył się jej z trupem? Nawyk wyniesiony z kostnicy? Wpatrywała się w obraz, słuchając jego głosu i uwag dość uważnie, zaskoczona wiedzą, jaką na temat sztuki przedstawił.
- Namalował to jednak w taki sposób, aby tylko osoby o podobnej głębi to dostrzegły, nie sądzi Pan? Niewielkie zainteresowanie jest tym dziełem, a szkoda. Z drugiej jednak strony pozwala nam to dostrzec, z jakim towarzystwem mamy do czynienia. - przerwała, pozwalając sobie na odrobinę kąśliwą uwagę względem całej reszty, odwracając głowę w jego stronę i lustrując go stalowoniebieskimi, jasnymi ślepiami, pozwoliła sobie na cień uśmiechu na przywitanie. Tak, dla zachowania pozorów, bo ona nie była osobą, u której ów gest łatwo można było wywołać. -Obawiam się, że nie. Nie wygląda Pan na kogoś, kto często gościłby w miejscu mojej pracy, a los zechciał, że nieczęsto bywam poza nim.
Rozwiała jego wątpliwości dość szybko, jakby pognana sposobem, w jaki lustrował ją wzrokiem. Niepewność świadcząca o tym, że dużo ludzi mijał na swojej drodze, sporo osób znał — chociaż miała nieodparte wrażenie, że podobnie jak obraz, jego znało niewiele. Zrobiła krok w jego stronę, kątem oka dostrzegając jakąś niewiastę kierującą się w jego stronę, której nazwiska jednak nie skojarzyła. Zaintrygowana jednak sposobem wypowiedzi nieznajomego, nie chciała kończyć dialogu, a kobietą była dość stanowczą i łapiącą w palce to, czego chciała. Odważnie więc spoglądała mu w oczy. - Cynthia. Cynthia Flint. Bestię, która chce się uwolnić, ale jej właściciel zdaje sobie sprawę, że nie może, bo zaburzy to, co stworzył — na potrzeby społeczeństwa.
Nie znała się na sztuce w takim stopniu, jak towarzyszący jej jegomość, ale najpiękniejsze w niej było to, że nawet największy głupiec był w stanie w jakiś sposób ją interpretować i o niej rozmawiać.