Nie chciał, by to odebrała, że w dupie ma co ma do powiedzenia, dlatego jej nie wypominał, żeby się przymknęła. Nie przyszło mu to do głowy. Chociaż jakby zaczęła tłumaczyć to pewnie by jej powiedział że słuchaj, no fajnie, gadaliśmy o tym, ale ja i tak nie zapamiętam. Niekoniecznie dlatego, że nie chciał. Były to interesujące ciekawostki żeby posłuchać raz, ale tak jak on jej nie zamierzał teraz tłuc po raz kolejny jakichś ciekawostek czy bzdurek historycznych, tak nie do końca chciał być edukowany o roślinach. Ciekawostki - tak. Edukacja? Nie. Mówili, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Sauriel śmiał się z tym nie zgadzać, ale potrafiła być bardzo frustrująca, to prawda. Nikt nie chciał mówić wprost ludziom: spierdalaj. No dobra. Sauriel chciał. Ale też nie wszystkim. Na przykład takiej Viki. Co za to chciał to to, żeby się jej naprawdę spodobało, więc hej - POSTARAŁ SIĘ. Były nawet związane, żeby naprawdę stanowiły bukiet, a nie były kilkoma habziami na krzyż, które latają każde w swoją stronę. No i dla niego - ten bukiet pachniał. Naprawdę przyjemnie pachniał. Miał nadzieję, że podzielała jego mniemanie w tej kwestii. Sauriel tworzył muzykę - układanie kompozycji wcale nie wychodziło mu źle. Od dziecka też widział matkę przy tym zajęciu - jednak coś tam widział i rozumiał, tak mimochodem po prostu. Więc nawet jeśli mógł dzielić kolory na "czarny, fajny i pedalski" to niektóre rzeczy do siebie po prostu pasowały. A kompozycja zawsze musiała mieć swoją odpowiednią ekspozycję. Takim sposobem nawet z polnych kwiatów dało się stworzyć coś pięknego.
- Jak będę ci miał przynieść coś tak pojebanego, co kucharzom się nie śniło, to uprzedzę. - Zapewnił, kiwając głową. Świat mugoli i czarodziejów miał pełno łakoci - lukrecja była jakimś porąbanym koszmarem! Bo przecież sam próbował różnych dziwnych rzeczy, włącznie z fasolkami. Ale fasolki spróbował raz. Dopóki nie natknął się na... na coś obrzydliwego. - Jak idziesz na wojnę to zawsze musisz mieć plan B. - Uśmiechnął się nieco pod nosem, zostawiając swój plan B jako tajemnicę. Najwyżej kiedyś wykorzysta go jako plan A. Albo pozostanie planem B dla innego planu A. Tak czy siak żartował z tą wojną, chociaż z kobietami to nigdy nie było wiadomo. Zwłaszcza, jak ci jednak zależy, żeby ci wybaczyła.
Przywitał się grzecznie z Isabellą, robiąc wrażenie jakże grzecznego dżentelmena, które to wrażenie prysnęło jak tylko wyszli za róg. Uśmiech numer pięć został zdjęty na rzecz strategicznego wyrazu zmęczenia i tego, co często mogło być brane za znudzenie. A było po prostu jego neutralnym wyrazem twarzy, kiedy nieszczególnie się na czymkolwiek skupiał. Za to skupił na piwniczce, która była miejscem warzenia eliksirów i różnych takich... ciekawych rzeczy. Jak obiecał - zaczął tykać. A nie, moment, obiecał, że tykał nie będzie. Ale tykał. To coś zmacał, to coś podniósł. Oczywiście nic jakoś bardziej niebezpiecznego, w końcu na jakichś tam zajęciach eliksirów bywał. I zaraz odkładał na miejsce.
- Masz problemy ze snem? - W sumie często wyglądała na niewyspaną. A nie gadali o tym? Nie był pewien. Wydawąło mu się że gdzieś to było napomknięte. Albo to był wniosek jaki już w głowie miał, ale nie pytał. - Pozwoliłby. Opowiadałaś o tej czarownicy, co się lubiła palić. Ojciec... Mój wampirzy stwórca opowiadał mi, że był taki wampir, co hasał sobie tak na wschody i zachody. Szybko go zabili, ale hasał. - Odstawił jakąś buteleczkę i zwrócił uwagę na to, czego miał nie tykać. Kociołek, w którym właśnie gotował się wspomniany eliksir. - Oddałbym wszystko za eliksir, który hamowałby głód. Ten wampirzy. To coś, co nas nie opuszcza. Nie jak u człowieka - najesz się i masz spokój. Nie. On ciągle jest i może tylko przybierać na sile. A czasem im więcej zjesz, tym więcej chcesz. Pojebane. - Patrzył ciągle na substancję w kociołku. - Na początku swojego nie-życia byłem raz tak zdesperowany że włamałem się do Munga. Niektóre mocne uspakajające eliksiry działały. Na trochę. - Dodał po przekrzywieniu głowy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.