02.07.2025, 01:09 ✶
– Po co? Aby kolano ci się jeszcze wygięło po drodze, jak się będziesz czołgać? – mruknął, nawet nie kłopocząc się, aby posłać mu Uniwersalne Groźne Spojrzenje Magimedyka. Zamiast tego Atreus utrzymał nieco łagodniejsze Groźne Spojrzenie Zirytowanego Kuzyna. Różniły się miedzy innymi tym, że jednak jako kuzyn miał do Bulstrode nieco więcej cierpliwości, niż jako lekars. – Cieszę się, że nic im nie jest. – No dobrze. Orion był cały. Ciotka i wuj też. Atreus nie wspomniał jednak o jednej osobie... – Jeśli chcesz mogę ci przynieść jakieś wydanie Czarownicy lub książkę o ziołach.
Atreus wypił eliksir, a Basilius skinął głową. Kość powinna się wkrótce powoli zrastać i nie będzie już większego problemu. I dobrze. Przynajmniej jeden, heh, pożar udało się ugasić.
– Czemu miałoby mnie nie być w szpitalu? Przydadzą się wszystkie ręce do pomocy. Może jutro uda mi się mieć dzień wolny. Zobaczę jak się będę czuł. Electra i Ari mają się dobrze. Matka i Cerber też. Coś jest nie tak z naszą kamienicą, ale jeszcze nie mieliśmy jak się temu lepiej przyjrzeć. Convivium... Stoi. Trochę nie było czasu, aby się temu wszystkiemu przyjrzeć. A jak Florence? Słyszałeś coś o niej?
Nie ważne co odpowiedział jego kuzyn, nie było możliwości, aby uspokoiło to Basiliusa. W końcu, chociaż jeszcze o tym nie wiedział, odpowiedź w żadnym wypadku nie mogła brzmieć Z Florence wszystko dobrze.
Gdy upewnił się, że Atreusowi nic więcej nie było, a jego leczenie zacznie działać, Basilius wyszedł, aby zająć się innymi pacjentami i dopiero po dość dłuższym czasie wrócił do kuzyna, by upewnić się, czy wszystko zrastało się w porządku.
I oczywiście tak nie było.
Basilius przyjrzał się nodze raz. Potem drugi. Potem trzeci. Rzucił tonę zaklęć diagnostycznych i...
Chyba nie udało mu się ukryć faktu, że nieco pobladł. Zresztą sam pewnie Atreus mógł poczuć, że coś było zdecydowanie nie tak. Kość rosła źle, ale... Dlaczego? Naprawdę był, aż tak zmęczony, że się pomylił? Nie. Przecież... Pamiętał, że wszystko dodawał poprawnie. Chyba. Tak. Na pewno. Nie. Może... Głowa rozbolała go jeszcze bardziej, ale wziął głęboki oddech i spojrzał na Atreusa.
– Ja... Eliksir nie zadziałał poprawnie. Kość rozrosła się na boki. Muszę... Muszę sprawdzić coś w pracowni.
Atreus wypił eliksir, a Basilius skinął głową. Kość powinna się wkrótce powoli zrastać i nie będzie już większego problemu. I dobrze. Przynajmniej jeden, heh, pożar udało się ugasić.
– Czemu miałoby mnie nie być w szpitalu? Przydadzą się wszystkie ręce do pomocy. Może jutro uda mi się mieć dzień wolny. Zobaczę jak się będę czuł. Electra i Ari mają się dobrze. Matka i Cerber też. Coś jest nie tak z naszą kamienicą, ale jeszcze nie mieliśmy jak się temu lepiej przyjrzeć. Convivium... Stoi. Trochę nie było czasu, aby się temu wszystkiemu przyjrzeć. A jak Florence? Słyszałeś coś o niej?
Nie ważne co odpowiedział jego kuzyn, nie było możliwości, aby uspokoiło to Basiliusa. W końcu, chociaż jeszcze o tym nie wiedział, odpowiedź w żadnym wypadku nie mogła brzmieć Z Florence wszystko dobrze.
Gdy upewnił się, że Atreusowi nic więcej nie było, a jego leczenie zacznie działać, Basilius wyszedł, aby zająć się innymi pacjentami i dopiero po dość dłuższym czasie wrócił do kuzyna, by upewnić się, czy wszystko zrastało się w porządku.
I oczywiście tak nie było.
Basilius przyjrzał się nodze raz. Potem drugi. Potem trzeci. Rzucił tonę zaklęć diagnostycznych i...
Chyba nie udało mu się ukryć faktu, że nieco pobladł. Zresztą sam pewnie Atreus mógł poczuć, że coś było zdecydowanie nie tak. Kość rosła źle, ale... Dlaczego? Naprawdę był, aż tak zmęczony, że się pomylił? Nie. Przecież... Pamiętał, że wszystko dodawał poprawnie. Chyba. Tak. Na pewno. Nie. Może... Głowa rozbolała go jeszcze bardziej, ale wziął głęboki oddech i spojrzał na Atreusa.
– Ja... Eliksir nie zadziałał poprawnie. Kość rozrosła się na boki. Muszę... Muszę sprawdzić coś w pracowni.