• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[14/12/1951, Tessa i Woody] Kartka z kalendarza państwa Longbottom

[14/12/1951, Tessa i Woody] Kartka z kalendarza państwa Longbottom
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#4
08.07.2025, 19:54  ✶  
Woody miał od zawsze całkiem niezłe wyobrażenie tego, jak powinien wyglądać dom. Jego rodzice byli normalni w najlepszym tego słowa znaczeniu — normalni, a więc nie perfekcyjni. Matce czasem zdarzało się przepaść w swojej pracowni na nieco zbyt długie godziny, ale rodzeństwa Longbottomów było tyle, że Clemens nigdy nie narzekał na samotność. Ojciec miewał zbyt surowe oko, ale dopóki dziatwa nie wpadała w zbyt wielkie kłopoty, pokazywał się od lepszej strony i wiele się od niego Woody nauczył. Dla siebie nawzajem rodzice również byli dobrzy, a gdy się spierali, robili to z łagodnością. Obraz takiego właśnie domu Longbottom zamierzał podarować Tessie. Takiego, a może nawet lepszego, ponieważ początkowo miał ambicje przebijające własnych rodziców.
Ani razu nie obejrzał się na jej status krwi. Nie było kiedy. Zbyt płynnie i gładko czas formował ich relację, żeby chłopak zauważył, kiedy Quintessa przestała być koleżanką czy jedną z wielu dziewczyn, do których puszczał oko czy kardł całusy na szkolnych balach. Nie było tego momentu, kiedy stanąłby i przyjrzał się jej z myślą: czy to jest dziewczyna, która będzie dla mnie godną żoną? Nie, zamiast tego po ukończeniu szkoły stanął na dziedzińcu Hogwartu z myślą: ale jak to ona tu zostanie, gdy ja muszę iść dalej? Ostatnie tygodnie przed owutemami zaś zamiast na nauce spędził na przeczesywaniu zamku, sprawdzając, którędy by się można potem wślizgnąć na schadzkę. Włamanie do Hogwartu wydawało mu się w obliczu cierpień rozłąki pomysłem wcale nie tak wariackim.
I — o Bogini — co jeśli ktoś mu dziewczynę w tym czasie ukradnie? Podejrzliwie patrzył w oczy każdego chłopaka z jej rocznika. Oceniał czujnie wszystkich, z którymi rozmawiała. Czy aby ci delikwenci nie radzą sobie na miotle lepiej niż on? Czy Tessa nie śmieje się z ich żartów głośniej niż z jego? Czy blask Clemensa Longbottoma jest wystarczająco silny, żeby nawet podczas tak długiej rozłąki nie przygasnął?
Schadzki były, lecz nie w Hogwarcie, a Hogsmeade. Zawsze przychodził w mundurze, nawet jeśli tego dnia nie pracował. Mundur dodawał mu aury. Wstyd za spotykanie się z dziewczyną półkrwi? Nigdy w życiu. Zawsze pilnował, żeby przez to przeklęte Hogsmeade w tym mundurze przeparadować z nią za rękę, zaznaczyć dominację i przypomnieć uczniakom na wychodnym, że Tessa Skamander już kogoś ma. Nawet jeśli rok wcześniej ci ludzie byli jego kolegami z rocznika niżej, to teraz w mundurze kadeta mógł patrzeć na nich z góry. Kostium Brygadzisty poświadczał, że jego związek to nie szczeniackie przelewki, lecz miłość prawdziwego mężczyzny do pięknej kobiety.
Zawsze miał też ze sobą coś dla niej — coś z myślą, nie byle kwiatka czy czekoladkę. Wiedział, która seria magicznych łamigłówek dla klątwołamaczy-hobbystów jest jej ulubioną. Wyszukiwał archiwalne egzemplarze tych zaklętych zabaweczek po spuchniętych od kurzu antykwariatach, mimo że zawsze nudziły go kupy starych rupieci. Wiercił Julianowi dziurę w brzuchu, dopóki ten nie zapytał Tessy, czy czytała już może tę książkę, na którą polecenie Woody zdobył, prześladując znajomych z innych departamentów. Zawsze miały to być niespodzianki, ale pytania były na tyle podejrzane i oczywiste, że Tessa każdorazowo wiedziała, co wyciągnie z pudełka prezentowego podczas weekendowej herbatki w Hogsmeade.
— Kiedy ja opowiadam głupoty? — żachnął się jeszcze, zanim jego łóżkowa sielanka została zakończona. — Sugerujesz, że śmierdzę, pani Longbottom?
Nie śmiał z tym jednakże dyskutować, ponieważ rzeczywiście czuł, że na kąpieli skorzysta. Zresztą, wejście pod gorący prysznic w zimny poranek to żaden problem, a wręcz przyjemność. Gorzej jest zmusić się później do wyłączenia wody i stanięcia na zimnych łazienkowych płytkach. Zawsze traktował to jako test męskości: zebrać siłę woli, błyskawicznie zakręcić kurek i oddać się dzielnie w objęcia szoku termicznego. Mimo to zadrżał, gdy stópka wystąpiła na lodowatą podłogę. Obtarł się raz-dwa i już wciągnął grube skarpety, mundur, perfum, przetarł zaparowane lustro ręką — jedna z rzeczy, za które regularnie dostawał burę — i ułożył włosy. Piękne, lśniące blond włosy.
Ledwie otworzył drzwi łazienki, w nos od razu uderzył go zapach podsmażanego śniadania. Prowadzony smakowitą wonią trafił do kuchni i stanął za Tessą, kładąc jej ręce na ramionach.
— Jaką mam cudowną żonę — wymruczał z wdzięcznością, zachwycony, że posiłek już na niego czekał i wystarczy wyciągnąć po niego rękę. — Ja robię kolację, bądź gotowa. — Zajął swoje miejsce przy stole. — I pamiętaj, że jeśli kiedyś ci się znudzi, zawsze możemy nająć służbę — dodał, nabijając na widelec pierwszy kęs jajka.
Kolejna rzecz, która udała się rodzinie Longbottom: żadne z nich nie musiało oglądać się na pieniądze. Dowolny kaprys mógł być zaspokojony w mgnieniu oka. Woody nigdy nie poznał pojęcia braku finansowej stabilności i żył od zawsze jak pączuszek w maśle.
— Dżem z bekonem? — Czarodziej uniósł brew, międląc w ustach pieczarkę. — Co to? Dziewczyny ci w pracy jakąś nową modną dietę przedstawiły? Na co to pomaga? — Zajrzał do jej kubka, a na widok mleka jego brew poleciała jeszcze wyżej, lecz nie okrasił już tego kolejnym komentarzem.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Quintessa Longbottom (1235), Woody Tarpaulin (1307)




Wiadomości w tym wątku
[14/12/1951, Tessa i Woody] Kartka z kalendarza państwa Longbottom - przez Quintessa Longbottom - 03.12.2024, 00:16
RE: [14/12/1951, Tessa i Woody] Kartka z kalendarza państwa Longbottom - przez Woody Tarpaulin - 26.12.2024, 22:37
RE: [14/12/1951, Tessa i Woody] Kartka z kalendarza państwa Longbottom - przez Quintessa Longbottom - 29.05.2025, 19:30
RE: [14/12/1951, Tessa i Woody] Kartka z kalendarza państwa Longbottom - przez Woody Tarpaulin - 08.07.2025, 19:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa