10.07.2025, 13:37 ✶
Pomiędzy kuzynem Roberta a Anthonym Shafiqiem dało się zawsze wyczuć swego rodzaju napięcie. Coś niewypowiedzianego, niedokonanego. Jak propozycję przepisu prawnego, który mógł mieć zastosowanie w dalekiej przyszłości, lecz jeszcze nie teraz. Jonathan i Anthony tkwili w limbo, które jakby powoli zbliżało ich do siebie... A może Crouch miał po prostu wybujałą wyobraźnię? W Wizengamocie plotki były nie tylko rzeczą dnia codziennego, lecz – co ważniejsze – politycznym narzędziem. Wbijanie sobie szpil stanowiło zakulisowe narzędzie do zdobywania głosów. A zmysł do tworzenia takich plotek... działał samoistnie. Przecież już w głowie, podczas comiesięcznych zebrań Roberta powstawały domysły na temat rodziców innych dzieci w Płomyczku. Ta tego zdradza, ci mają problemy finansowe... Na jakiej podstawie? Ot zwykłego wydaje mi się. Dlatego zbył tą szybką, nic nieznaczącą i absurdalną myśl.
— No wiesz co, Jonathanie? — Robert podparł dłonie o boki. Poza ta w jakiś niewyjaśniony sposób kojarzyła się z przynależnością do dumnej rodziny Selwynów. Było to wyzwanie na coś w rodzaju Selwyn-offu.— Popcorn to nie street food, lecz jedna z najlepszych przekąsek, jaka wyszła spod ludzkiej ręki. Jedno z najlepszych wykorzystań kukurydzy, które je się nie na ulicy, lecz w... — zawahał się. Musiał ostrożnie postępować ze słowami, bo się zaraz zdradzi.— W szeroko pojętych instytucjach kultury. Powinieneś być wielbicielem.
Teraz trzeba było wymyślić jakiś powód, dlaczego z Anthonym mieliby jeść popcorn w instytucji kultury. Na szczęście wymyślanie wymówek było wpisane w zakres obowiązków sędziego Wizengamotu.
— Trzeba przetestować to rozwiązanie w Ministerstwie. Nienajedzony pracownik to nieszczęśliwy i mniej wydajny pracownik. Takie są fakty — stwierdził z gryfońską pewnością siebie wybrzmiewającą w głosie.