14.07.2025, 10:56 ✶
Dymu w rzeczy samej na Nokturnie — podobnie jak w całym Londynie, o czym jeszcze nie wiedział — nie brakowało. Słowa Thomasa dały więc Woody’emu wstępne pojęcie o tym, że nie tylko tę jego zapomnianą przez bogów dzielnicę występku ogarnęła apokalipsa wywróżona latem przez Morpheusa.
— No taką mam nadzieję, że nie tutaj przychodzicie pić. — I dodałby co o tym, że Wiwerniarz to menda pierwszej wody, opita wesz, najpaskudniejszy hemoroid na zgniłej tkance Nokturnu… gdyby nie rzuciła się na niego Dora. Była to wskazówka wystarczająca do wywnioskowania, że być może komentarze w tym karykaturalnie zawistnym tonie nie będą na miejscu.
Odruchowo mocno przytulił zapłakaną dziewczynę, jakby miał moc schować ją pod swoim płaszczem przed dymem, Nokturnem i porywaczami z Białego Wiwerna. Chciałby móc zrobić coś więcej i uratować damę w opałach; oczywiście, że chciałby. Na razie mógł jednak tylko pogłaskać Crawley krzepiąco po plecach i — czując się żałośnie, że ma dla niej tylko słowa — zapewnić ochryple:
— To tak nie zostanie. Znam no tego kutasa. Przyjdzie pora się z nim porachować, bo pora jest najwyższa.
Mógłby sobie w tej chwili chcieć choćby i siłą wtargnąć do Wiwerna, tylko jakie realnie miałby szanse? Zapewne nieco większe niż dwoje nikomu tam nieznanych młodych ludzi, lecz i Tarpaulin nie był skumany z taką ilością nokturnczyków, aby liczyć, że wystarczająca ilość klientów Wiwerna weźmie jego stronę… bądź przynajmniej nie będzie wchodzić między niego a tutejszego barmana.
Burzyło się w nim wszystko na myśl, że muszą zostawić więzioną kobietę. I to na tym samym zapleczu, na którym jeszcze kilka dni wcześniej w wybornych humorach bawili się z Lewisem i Aseną w lekkim duchu dowalenia upierdliwej konkurencji. Gdyby na wzór młodszego brata Woody dysponował zmieniaczem czasu, wróciłby teraz do tamtego dnia i wykorzystał okazję, aby spalić przeklętą wiwerniarską budę po fundament.
Spochmurniały patrzył znad czubka głowy Dory to na Thomasa, to na okna Wiwerna — nie mógł przestać bić się z myślami o tym, jakże by tę sytuację można doraźnie naprawić. Wzbraniał się do ostatniej chwili przed zaakceptowaniem bezsilności, ale...
— Idźcie, na razie nie ma wyjścia — zgodził się z Figgiem, a w jego głosie czuć było ciężką goryczą wszystkie te niechętnie odrzucone szaleńcze pomysły. — Wam się bardziej przyda uważać. Starych i głupich diabły nie biorą. Zobaczymy się, gdy wszystko opadnie, i wrócimy tu. — Zacisnął rękę na ramieniu Crawley i lekko czarownicą potrząsnął, jak trener dopingujący swoją championkę przed trudną walką. — Dzielna jesteś, Dorka, będzie dobrze.
— No taką mam nadzieję, że nie tutaj przychodzicie pić. — I dodałby co o tym, że Wiwerniarz to menda pierwszej wody, opita wesz, najpaskudniejszy hemoroid na zgniłej tkance Nokturnu… gdyby nie rzuciła się na niego Dora. Była to wskazówka wystarczająca do wywnioskowania, że być może komentarze w tym karykaturalnie zawistnym tonie nie będą na miejscu.
Odruchowo mocno przytulił zapłakaną dziewczynę, jakby miał moc schować ją pod swoim płaszczem przed dymem, Nokturnem i porywaczami z Białego Wiwerna. Chciałby móc zrobić coś więcej i uratować damę w opałach; oczywiście, że chciałby. Na razie mógł jednak tylko pogłaskać Crawley krzepiąco po plecach i — czując się żałośnie, że ma dla niej tylko słowa — zapewnić ochryple:
— To tak nie zostanie. Znam no tego kutasa. Przyjdzie pora się z nim porachować, bo pora jest najwyższa.
Mógłby sobie w tej chwili chcieć choćby i siłą wtargnąć do Wiwerna, tylko jakie realnie miałby szanse? Zapewne nieco większe niż dwoje nikomu tam nieznanych młodych ludzi, lecz i Tarpaulin nie był skumany z taką ilością nokturnczyków, aby liczyć, że wystarczająca ilość klientów Wiwerna weźmie jego stronę… bądź przynajmniej nie będzie wchodzić między niego a tutejszego barmana.
Burzyło się w nim wszystko na myśl, że muszą zostawić więzioną kobietę. I to na tym samym zapleczu, na którym jeszcze kilka dni wcześniej w wybornych humorach bawili się z Lewisem i Aseną w lekkim duchu dowalenia upierdliwej konkurencji. Gdyby na wzór młodszego brata Woody dysponował zmieniaczem czasu, wróciłby teraz do tamtego dnia i wykorzystał okazję, aby spalić przeklętą wiwerniarską budę po fundament.
Spochmurniały patrzył znad czubka głowy Dory to na Thomasa, to na okna Wiwerna — nie mógł przestać bić się z myślami o tym, jakże by tę sytuację można doraźnie naprawić. Wzbraniał się do ostatniej chwili przed zaakceptowaniem bezsilności, ale...
— Idźcie, na razie nie ma wyjścia — zgodził się z Figgiem, a w jego głosie czuć było ciężką goryczą wszystkie te niechętnie odrzucone szaleńcze pomysły. — Wam się bardziej przyda uważać. Starych i głupich diabły nie biorą. Zobaczymy się, gdy wszystko opadnie, i wrócimy tu. — Zacisnął rękę na ramieniu Crawley i lekko czarownicą potrząsnął, jak trener dopingujący swoją championkę przed trudną walką. — Dzielna jesteś, Dorka, będzie dobrze.
piw0 to moje paliwo