Przyglądał się medyczce, kiedy ta zajęta była swoją robotą. Obserwował ją uważnie, nie pozostawiając wiele miejsca, zbyt dużo swobody. Nie oferując komfortu, który zapewne by się kobiecie przydał. Zdaniem Roberta nie było to teraz nikomu potrzebne. Potrzebowali ludzi, którzy potrafili działać pod presją czasu. Radzili sobie w różnych sytuacjach, potrafili wyjść obronną ręką z różnych problemów. Idąc tym tokiem rozumowania, to co się działo obecnie było poniekąd testem, który Annaleigh mogła zdać bądź koncertowo zawalić.
Bezpieczniejszą opcją była w tym przypadku ta pierwsza.
Kiedy kobieta odsunęła się od ofiary, informując że wszystko jest już jak należy, Robert mruknął coś pod nosem. Ciężko było określić jednak czy to pochwała, czy może wyraz z irytacji wywołanej tym, ile czasu zajęło jej doprowadzenie mężczyzny do odpowiedniego stanu. Albo może nie było to ani jedno, ani drugie? To chyba najbardziej prawdopodobne i nie ma sensu dochodzić sedna.
- Zrób miejsce. - wydał polecenie.
Nie czekając na to, aż kobieta zrobi to o co ją poprosił, przepchnął się bliżej Greybacka. Różdżkę cały czas miał w gotowości, więc i teraz nie musiał się z niczym ociągać. Nie mogło mu to zająć zbyt dużo czasu. Nie bardzo zwracając uwagę na to, jak ten wyglądał, co malowało się na jego twarzy, przeszedł do działania. Nic więcej teraz nie miało znaczenia.
- Legilimens - padło z ust Roberta.
Zaklęcie wymierzone prosto w bezbronną teraz ofiarę. Chciał uzyskać informacje. Odpowiedzi na nurtujące go pytania. Dopiero po tym można było przejść do punktu drugiego. Wymierzyć karę adekwatną do przewinienia. Tutaj w grę wchodziło jedynie pozbawienie życia. Może podszedł do tego trochę lekkomyślnie, może trochę zbyt pośpiesznie. Przecież pewne rzeczy warto było zachować dla siebie, z pewnymi umiejętnościami się zanadto nie obnosić. Tutaj zaś zdradzał się z czymś zakazanym. Robił to w dodatku przed pierwszą z brzegu Naśladowczynią. Nikim szczególnym. Nikim istotnym.
Osoby takie jak Annaleigh nie powinny wszak zbyt wiele wiedzieć. To zdecydowanie za bardzo ryzykowne.
Zajęło to chwilę, ale udało się. Robert przedarł się do umysłu Greybacka, zaczął szukać odpowiedzi na pierwsze pytania, które przyszły mu do głowy. Osłabienia sprawiało, że ten nie był w stanie stawiać większego oporu. Łatwo się poddał. Wśród wielu mniej istotnych rzeczy, natrafiał z wolna na te mające większe znaczenie. Kromlech był bezpieczny. Kobieta o kręconych włosach... Harper. Harper Moody? Możliwe. Nie był w stanie dojrzeć twarzy, usłyszeć imienia. Pozostawały jedynie podejrzenia. W dodatku całkiem mocne. Chciał przejść dalej, do kolejnych pytań. Wtedy jednak Greyback odpłynął.
Kontakt się urwał.
- Ocuć go! - warknięcie w stronę kobiety. Medyczki. Wyczuwalna irytacja. Był przecież już tak blisko. Było potrzeba naprawdę niewiele. Nie podobała mu się ta sytuacja. W jego opinii Annaleigh nie powinna była do tego dopuścić. Była tutaj po to, żeby czuwać nad Greybackiem, utrzymać go w określonym stanie. Na granicy, ale wciąż przytomnym. Żywym. Inaczej nie byłby im do niczego potrzebny. A już na pewno nie do tego, co chciał jeszcze zrobić Robert.
- Zadbaj o to, żeby to się nie powtórzyło. - zażądał, już spokojniejszym tonem. Bardziej typowym dla samego siebie.
Na efekty działań podjętych przez Annaleigh nie czekał. Nie informując o tym, co zamierza w tym czasie zrobić, po prostu opuścił pomieszczenie. Zniknął na mniej więcej pół godziny, po drodze zaczepiając jeszcze Sauriela i prosząc, żeby przez tych kilka chwil mial na wszystko oko.
rzucam na legilimencje
Sukces!
Annaleigh pominięta za zgodą graczki