15.07.2025, 16:13 ✶
Woody spojrzał na zdewastowane drzwi bez większego przejęcia i machnął ręką. Nie zostało mu już nerwów ani sił po ostatnich przeżyciach — nawet nie próbował okraszać więc zniszczeń kolejnym żartem ani uszczypliwością.
— A daj spokój. Tak je polizało, że i tak by były do wymiany — mruknął, puszczając temat w zapomnienie.
Woody w rzeczy samej przechwalał się, że znał różnych ludzi — prawda to, a jakże. Wśród zaś tych, których znał, znajdował się również:
— Maddox Greyback. — Tarpaulin splunął na chodnik, jakby wypowiedzenie tego imienia spłynęło mu do ust z obrzydliwą flegmą, której należało się czym prędzej pozbyć. — Trzeba było tak od razu, że o niego chodzi. Co mi po kolorze oczu? Ja tam nigdy się mu w oczy nie wpatrywałem, ale brzmi, jakbyś ty coś o tym wiedziała.
Choć słowa, w jakich wyrażał się o Maddoksie, nie brzmiały uprzejmie, to nie znalazło się w Tarpie po Spalonej Nocy aż tyle werwy, aby uczynić je groźbą. Zdawał się raczej zrezygnowany. Znów ten piekielny pies, mówiły jego znużone, pogardliwe oczy i niezadowolone cmoknięcie.
To, że wiedział, kim jest Maddox, nie znaczyło, że wie, gdzie mógłby u licha być dzieciak Fenrisa w tamtej chwili. Szklanej kuli nie miał, a i Sfora — na jego stan wiedzy — żadnej dziupli nie trzymała dla siebie na stałe, ino tak się szlajała jak szarańcza. Choćby i capnęli z Faye jakiegoś przypadkowego Sforaka z ulicy, to by żaden z nich z Woodym rozmawiać nie chciał, tego był niemal pewien.
— Słabego sobie wybrałaś tego chłopa do martwienia się, co ci powiem. — Ale miał miękkie serce i działały na niego za często smutne oczy. No i wstał już z fotela, wytarabanił się z Rejwachu, to po takim zachodzie nie szkodziło rozejrzeć się za Maddoxem. Nie miał jeszcze zresztą okazji osobiście skonfrontować się z wilkołakiem po tym, jak Greyback posiał u niego rozpierdol, to może właśnie sama przyszła taka okazja. — Przejdziemy się najpierw tu po Nokturnie górą. Chyba że ci życie niemiłe i już poprzeglądałaś tutejsze spelunki. Jak tu go nie znajdziemy, mogę się przejść i na dół za nim popatrzeć. — Biegał w ostatnich godzinach na te Ścieżki jak kot z pęcherzem, ale jak będzie trzeba, to pobiegnie i kolejny raz. Lepiej nową trasę zapamięta.
— A daj spokój. Tak je polizało, że i tak by były do wymiany — mruknął, puszczając temat w zapomnienie.
Woody w rzeczy samej przechwalał się, że znał różnych ludzi — prawda to, a jakże. Wśród zaś tych, których znał, znajdował się również:
— Maddox Greyback. — Tarpaulin splunął na chodnik, jakby wypowiedzenie tego imienia spłynęło mu do ust z obrzydliwą flegmą, której należało się czym prędzej pozbyć. — Trzeba było tak od razu, że o niego chodzi. Co mi po kolorze oczu? Ja tam nigdy się mu w oczy nie wpatrywałem, ale brzmi, jakbyś ty coś o tym wiedziała.
Choć słowa, w jakich wyrażał się o Maddoksie, nie brzmiały uprzejmie, to nie znalazło się w Tarpie po Spalonej Nocy aż tyle werwy, aby uczynić je groźbą. Zdawał się raczej zrezygnowany. Znów ten piekielny pies, mówiły jego znużone, pogardliwe oczy i niezadowolone cmoknięcie.
To, że wiedział, kim jest Maddox, nie znaczyło, że wie, gdzie mógłby u licha być dzieciak Fenrisa w tamtej chwili. Szklanej kuli nie miał, a i Sfora — na jego stan wiedzy — żadnej dziupli nie trzymała dla siebie na stałe, ino tak się szlajała jak szarańcza. Choćby i capnęli z Faye jakiegoś przypadkowego Sforaka z ulicy, to by żaden z nich z Woodym rozmawiać nie chciał, tego był niemal pewien.
— Słabego sobie wybrałaś tego chłopa do martwienia się, co ci powiem. — Ale miał miękkie serce i działały na niego za często smutne oczy. No i wstał już z fotela, wytarabanił się z Rejwachu, to po takim zachodzie nie szkodziło rozejrzeć się za Maddoxem. Nie miał jeszcze zresztą okazji osobiście skonfrontować się z wilkołakiem po tym, jak Greyback posiał u niego rozpierdol, to może właśnie sama przyszła taka okazja. — Przejdziemy się najpierw tu po Nokturnie górą. Chyba że ci życie niemiłe i już poprzeglądałaś tutejsze spelunki. Jak tu go nie znajdziemy, mogę się przejść i na dół za nim popatrzeć. — Biegał w ostatnich godzinach na te Ścieżki jak kot z pęcherzem, ale jak będzie trzeba, to pobiegnie i kolejny raz. Lepiej nową trasę zapamięta.
piw0 to moje paliwo