16.07.2025, 15:47 ✶
Imię Yako bardzo niefortunnie wypadło mu z głowy, rzucił pseudonimem odruchowo, ponieważ to Nico poznał pierwszą i to tożsamość Keyleth dołączył do Nico, nie Nico do Keyleth. O ile to miało sens. Funkcjonowały teraz oba imiona obok siebie i z pewnością wkrótce to właściwe wysunie się na wierzch.
Dziewczyna wyglądała żałośnie i nie sposób było przegapić tego, jak jest jej nieswojo. Nie mógłby się na nią taką Tarpaulin gniewać, lecz jednocześnie wstrzymywał się z przedwczesnym uspokojeniem sytuacji. Nie chciał, aby wyszło na to, że jej oszustwo sprowadza się do byle figla i można na nie machnąć tak o ręką, ponieważ w rzeczywistości było… piekielnie niebezpieczne.
— Nic to. Poradzimy sobie jakoś. — Woody schylił się, wyciągnął spod łóżka niewielką skrzynkę, która dumnie nosiła miano rejwachowej apteczki pierwszej pomocy. W środku były trzy flaszeczki eliksiru wiggenowego i parę podstawowych opatrunków. Wybrał rolkę bandaża i wcisnął go Keyleth, po czym wystawił w jej stronę swoją lewą rękę ze spuchniętym jak nieboskie stworzenie, zsiniałym palcem serdecznym. — Dasz mi radę dowiązać palec do palca? Rozumiesz, tak żeby nie latał, dopóki nie przyprowadzę jakiegoś uzdrowiciela. Dla mnie, dla tego na dole, dla niego przede wszystkim. — Skinął brodą w dół, w stronę piwnicy.
Kupował na razie tłumaczenie Keyleth, choć może nie powinien. Już trudno, będzie kiedy indziej czas się zastanawiać nad tym, ile warstw mogą mieć szachrajstwa tej osóbki. Woody bardzo chciał wierzyć, że jest w tej chwili autentyczna — i to go martwiło, bo dał jej się wypuścić w maliny już dwa razy, więc zrozumiale bał się trzeciego.
— To ładnie z twojej strony, nie mówię, że nie — zaczął swój wykład, starając się z wyczuciem balansować na granicy surowej nagany a lekcji. — Oszukiwaniem stoi Nokturn, to i nie mam nic do tego, jak mnie Senka czy Lewis co chwila oszukują. Na pieniądze, dni wolne czy po prostu żeby mi przypomnieć, że stary dureń ze mnie. Siedzisz tu ostatnio trochę, chcesz się z nami bawić, to ci powiem, jak to działa: tutaj w środku, w Rejwachu możemy z siebie nawzajem robić durnia ile wlezie, ale gdy idziemy na zewnątrz, wystawiając kogoś na durnia, możemy go zabić. — Zawiesił na chwilę głos, aby przestroga dobrze wybrzmiała i dziewczyna miała czas zastanowić się nad skalą potencjalnych kłopotów. — Dziś mogłaś zobaczyć ekstremalny tego przykład, ale Nokturn i na co dzień potrafi być niebezpieczny. Muszę wiedzieć, kogo mam pod ręką, gdy podejmuję ryzyka. Dziś byłem pewien, że idzie ze mną mój rozumiejący tę dzielnicę, tych ludzi i sytuacje pracownik, którego możliwości ja znam. Gdybym na tym założeniu coś istotnego obstawił, mogłem zginąć ja czy ci ludzie. Mogłaś zginąć ty sama. To nie może się już powtórzyć w przypadku sytuacji takiej rangi. Rozumiemy się?
Dziewczyna wyglądała żałośnie i nie sposób było przegapić tego, jak jest jej nieswojo. Nie mógłby się na nią taką Tarpaulin gniewać, lecz jednocześnie wstrzymywał się z przedwczesnym uspokojeniem sytuacji. Nie chciał, aby wyszło na to, że jej oszustwo sprowadza się do byle figla i można na nie machnąć tak o ręką, ponieważ w rzeczywistości było… piekielnie niebezpieczne.
— Nic to. Poradzimy sobie jakoś. — Woody schylił się, wyciągnął spod łóżka niewielką skrzynkę, która dumnie nosiła miano rejwachowej apteczki pierwszej pomocy. W środku były trzy flaszeczki eliksiru wiggenowego i parę podstawowych opatrunków. Wybrał rolkę bandaża i wcisnął go Keyleth, po czym wystawił w jej stronę swoją lewą rękę ze spuchniętym jak nieboskie stworzenie, zsiniałym palcem serdecznym. — Dasz mi radę dowiązać palec do palca? Rozumiesz, tak żeby nie latał, dopóki nie przyprowadzę jakiegoś uzdrowiciela. Dla mnie, dla tego na dole, dla niego przede wszystkim. — Skinął brodą w dół, w stronę piwnicy.
Kupował na razie tłumaczenie Keyleth, choć może nie powinien. Już trudno, będzie kiedy indziej czas się zastanawiać nad tym, ile warstw mogą mieć szachrajstwa tej osóbki. Woody bardzo chciał wierzyć, że jest w tej chwili autentyczna — i to go martwiło, bo dał jej się wypuścić w maliny już dwa razy, więc zrozumiale bał się trzeciego.
— To ładnie z twojej strony, nie mówię, że nie — zaczął swój wykład, starając się z wyczuciem balansować na granicy surowej nagany a lekcji. — Oszukiwaniem stoi Nokturn, to i nie mam nic do tego, jak mnie Senka czy Lewis co chwila oszukują. Na pieniądze, dni wolne czy po prostu żeby mi przypomnieć, że stary dureń ze mnie. Siedzisz tu ostatnio trochę, chcesz się z nami bawić, to ci powiem, jak to działa: tutaj w środku, w Rejwachu możemy z siebie nawzajem robić durnia ile wlezie, ale gdy idziemy na zewnątrz, wystawiając kogoś na durnia, możemy go zabić. — Zawiesił na chwilę głos, aby przestroga dobrze wybrzmiała i dziewczyna miała czas zastanowić się nad skalą potencjalnych kłopotów. — Dziś mogłaś zobaczyć ekstremalny tego przykład, ale Nokturn i na co dzień potrafi być niebezpieczny. Muszę wiedzieć, kogo mam pod ręką, gdy podejmuję ryzyka. Dziś byłem pewien, że idzie ze mną mój rozumiejący tę dzielnicę, tych ludzi i sytuacje pracownik, którego możliwości ja znam. Gdybym na tym założeniu coś istotnego obstawił, mogłem zginąć ja czy ci ludzie. Mogłaś zginąć ty sama. To nie może się już powtórzyć w przypadku sytuacji takiej rangi. Rozumiemy się?
piw0 to moje paliwo