17.07.2025, 19:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2025, 19:05 przez Robert Albert Crouch.)
Robert był dotychczas przekonany, że tak szanowana rodzina jak Rowle'owie dysponuje chociażby kamiennym chodniczkiem w okolicach domu. Niestety, po ulewie ich urocze walijskie ścieżki stały się niemal nielegalnie błotniste. Szczególnie, gdy miało się na sobie elegancki biały garnitur zamówiony w domu mody Rosierów (Robert miał tam zresztą zniżkę).
— Może nie jesteśmy biedni, Jonathanie, ale mam wrażenie, że i tak wiatr zawsze wieje nam w oczy — westchnął. — Swoją drogą ciekaw jestem, czy Śmierciożercy prognozowali sobie jakoś pogodę. Gdyby mieli od tego jakichś wróżbitów, trzeba by było szukać kolejnych winnych. Jakby było mało pracy...
Ministerstwo niestety nie trzymało się najlepiej po Spalonej Nocy. Takie osoby jak Jonathan, Robert i Anthony starały się ogarniać chaos, podobnie zresztą jak większość aurorów (którzy sami nieźle oberwali od Śmierciożerców), ale administracja kompletnie nie była gotowa na takie straty. Robert robił się coraz bardziej sfrustrowany tym faktem. Ministerstwo powinno było podjąć zdecydowane kroki. Tyle, że na razie był u Rowle'ów. Spacerowali razem, oddychali świeżym powietrzem, które wbrew pozorom wcale nie zalatywało smokiem, i rozmawiali. Wiedział, że ta chwila zaraz minie. Że wróci do pracy i będzie zgrzytał zębami. Że w domu będzie nadużywał gościnności rodziców. Co za czasy...
— Ja też lubiłem tamten twój witraż — westchnął. — Mój dom natomiast jest nie do użytkowania. Nie da się tam mieszkać, bo wszystko pokrywa sadza i chyba straszy. Z dobrych rzeczy, znalazłem u siebie pieska. Przeszedł chyba przez zbite okno. Będziecie musieli go zobaczyć. Spotkało go w gruncie rzeczy szczęście w nieszczęściu. Chyba dotychczas mieszkał na ulicy. Skrzat domowy rodziców wyciągnął z jego sierści mnóstwo pcheł, a jak go kąpał, okazało się, że jego futerko nie jest bure, lecz białe. Nazwałem go Oliver Twist. Wiecie, na cześć sieroty, która musiała sobie radzić kompletnie sama, na ulicy, dopóki ktoś jej nie przygarnął — uśmiechnął się na samą myśl o kundelku. Musiał zrobić mu zdjęcie i wysłać je Enid. Albo najlepiej wpaść do Hogwartu, by takie zdjęcie jej pokazać na żywo. — A jak tam sprawuje się meblościanka, Mono? Pierwszy sekretarz sam ją zachwalał. Ponoć ma w domu dokładnie taką samą. Mam nadzieję, że ten stary komunista mnie nie okłamał...