17.07.2025, 19:31 ✶
Ach, czyli plotki głosiły prawdę i bękart był problemem w rodzinie Prewettów. Z tego, co Robert kojarzył, zdarzył się ten dumnej familii nawet niejeden. Mężczyzna wyobrażał sobie, jak trudne musiało być dla Elise życie ze świadomością, że jej mąż zdradził ją i wychowywał owoc tej zdrady obok jej dzieci. No, a w wielu czystokrwistych rodzinach rozwód wciąż stanowił temat tabu, szczególnie, gdy małżeństwa były aranżowane. Czasem trzeba było śmierci małżonka, by uwolnić się od okropnego związku. Robert nie rozumiał, czemu Dedalus zdecydował się wychowywać bękarta przy żonie. Powinien był, jak każdy inny zdradzający żonę czarodziej z dobrego domu, oddać dziecko kochance i płacić jej alimenty. Chyba, że Dedalus Prewett tak kochał wszystkie swoje dzieci, że musiał ciągle z nimi mieć kontakt. W to Robert szczerze wątpił.
— Rzeczywiście to nietypowe, żeby uwzględniać bękarta na równi z własnymi dziećmi, choć zdarza się i tak. Nie mam kompetencji, by kwestionować ostatnią wolę — westchnął. — Proszę też nie przepraszać, ta część testamentu jest w pełni jasna. Nikt nie będzie odbierać pańskiemu przyrodniemu bratu manuskryptów, o ile oczywiście nie zawierają żadnych klątw. Mam nadzieję, że zmarły nie zajmował się czarną magią? — rzucił żartobliwie, by rozładować napiętą atmosferę. — Jak zobaczyłem panią, pani Prewett, pomyślałem, że może używał na pani jakichś czarów odmładzających?
Musiał przyznać przed samym sobą, że Elise Prewett była piękną kobietą, jedną z tych, które z wiekiem, niczym wino, nabierają jeszcze większej atrakcyjności. W dodatku... była wyjątkowo wysoka, na tyle, by mogła przydepnąć Roberta butem. Niczym jakaś wampirza hrabina, krytyczna wobec świata i szlachetna aż do bólu. Nie rozumiał, jak Dedalus Prewett mógł nią wzgardzić. Spojrzeć w bok, kiedy przed sobą miało się Elise Prewett, było kompletnym absurdem. Robertowi też wydawało się, że w kobiecie tej było mnóstwo bólu... ale i ulgi spowodowanej śmiercią męża. Był to rodzaj otuchy, która zapewne napawała ją wstydem. Mężczyzna, którego miała kochać, umarł. Tylko, że skoro on nie dotrzymywał swego małżeńskiego przyrzeczenia, ona też nie musiała. Zasługiwała teraz na komplementy, na bycie podziwianą, z nawiązką za stracone lata.
— Rzeczywiście to nietypowe, żeby uwzględniać bękarta na równi z własnymi dziećmi, choć zdarza się i tak. Nie mam kompetencji, by kwestionować ostatnią wolę — westchnął. — Proszę też nie przepraszać, ta część testamentu jest w pełni jasna. Nikt nie będzie odbierać pańskiemu przyrodniemu bratu manuskryptów, o ile oczywiście nie zawierają żadnych klątw. Mam nadzieję, że zmarły nie zajmował się czarną magią? — rzucił żartobliwie, by rozładować napiętą atmosferę. — Jak zobaczyłem panią, pani Prewett, pomyślałem, że może używał na pani jakichś czarów odmładzających?
Musiał przyznać przed samym sobą, że Elise Prewett była piękną kobietą, jedną z tych, które z wiekiem, niczym wino, nabierają jeszcze większej atrakcyjności. W dodatku... była wyjątkowo wysoka, na tyle, by mogła przydepnąć Roberta butem. Niczym jakaś wampirza hrabina, krytyczna wobec świata i szlachetna aż do bólu. Nie rozumiał, jak Dedalus Prewett mógł nią wzgardzić. Spojrzeć w bok, kiedy przed sobą miało się Elise Prewett, było kompletnym absurdem. Robertowi też wydawało się, że w kobiecie tej było mnóstwo bólu... ale i ulgi spowodowanej śmiercią męża. Był to rodzaj otuchy, która zapewne napawała ją wstydem. Mężczyzna, którego miała kochać, umarł. Tylko, że skoro on nie dotrzymywał swego małżeńskiego przyrzeczenia, ona też nie musiała. Zasługiwała teraz na komplementy, na bycie podziwianą, z nawiązką za stracone lata.