• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[8.09.72] Just do what I say and I'll love you

[8.09.72] Just do what I say and I'll love you
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
17.07.2025, 21:00  ✶  
Apetycznie

Większość nie potrafiła się bać. I nie chodziło o to, że byli nieustraszeni. Po prostu robili to w obrzydliwy sposób. Ta większość, która wpadała w trwogę wyłącznie z obawy o własne życie. Nędzarze, biedacy, kobiety, dzieci i niedołężni. Wszyscy ci których życie niewiele znaczyło i Martesa mało obchodził ich los. I nie chodziło, że ich życie było nic nie warte. Zwyczajnie ich obecność na tym świecie, czy nawet brak, naprawdę niczego nie zmieniało w historii świata. Ich egzystencja nie wnosiła zbyt wiele treści do opowieści o naszych czasach, a przerażeni byli o utratę życia tak jakby mieli nie wiadomo co do zrobienia przed odejściem. Jedna sierota w tą czy tamtą stronę, czy jakkolwiek zmienia to chociaż o odrobinę kurs w jakim zmierza to wszystko? Strach o własne życie był przeciętny, coś jak ryba z frytkami. Spotykane najczęściej, bez polotu, bez finezji. Wystarczające, żeby zagłuszyć głód. Głód śmierci.


Smacznie

Niektórzy jednak swoim lękom ulegali w nieco bardziej wdzięczny sposób. Zwykle ci którzy śmierci nie obawiali się w tak paniczny sposób. Przyzwyczajeni do ryzyka lub pogodzeni z ustępliwością własnego ducha. Razem ze strachem na ich twarzach było coś koło oszołomienia wymieszanego ze zdziwieniem. Zaskoczenie, bo to co do nich docierało zwykle przerastało to czego się mogli spodziewać. Bali się już nie tylko o swoje własne, ale również bezpieczeństwo kogoś więcej. Bliskich, rodzin, a nawet całych społeczności. Ktoś taki dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że to co zaraz sięgnie po ich śmiertelność było tak destrukcyjne, że nie zaprzestanie tylko na jednym życiu. Taki strach był czymś co nie tylko zaspakajało głód śmierciożercy, ale również było pożywne dla wszystkich mrocznych zmysłów.


Pysznie

Osobiście jednak zaczął odkrywać coś czego nie spodziewał się w sobie odnaleźć. Najbardziej łakomy stawał się w obliczu, o zgrozo i ironio, obawy tych których znał już dość dobrze. Ci bliżsi lub dalsi. Wszyscy ci których zdążył poznać nieco lepiej, a dopiero po raz pierwszy miał okazję ujrzeć, jak paraliżuje ich konsternacja na widok jego własnej osoby. Zbić z  tropu to mało powiedziane. Wbić w taki rytm aby nie potrafili myśleć trzeźwo z obawy nad tym co nastąpi. Z jego własnej przyczyny, lub czegoś innego. Bez znaczenia. To uczucie jakby łamał pewną regułę, jakby sprzeniewierzał własne morały, jednocześnie było tak satysfakcjonujące, że zagłuszało te poczucie winy. Coś jak deser przed obiadem. A Cynthia potrafiła się bać obłędnie. Na moment, aż zapomniał po co tutaj biegł i dlaczego właściwie się tutaj znalazł. Na drobną chwilę przestał istnieć ten młodziak, walące się tropy i pożoga nad nimi. Widok jej przerażenia był piękniejszy, niż dowolne inne wspomnienie o niej z jego głowy. Czy wtedy, kiedy udawała dla niego kurwę lub wtedy, kiedy bawili się razem w klubie. Stojąca tak sparaliżowana strachem. Nie miała odwagi go zaatakować, nie wiedząc czy sprosta zagrożeniu. Nie mogła też uciekać, pewnie obawiając się, że z mechaniki prostego instynktu to ona stanie się dla niego nową ofiarą. Cały czas trzymając ją celowniku własnej różdżki. I przeciągałby łapczywie tą chwilę tak długo, ile tylko był w stanie, gdyby jedno jej zdanie nie wybiło go z śmiertelnej powagi. Zarechotał głośno, a maska na twarzy znowu zniekształciła jego głos w nienaturalne metaliczne brzmienie. - Pielęgniareczko... Pokręcił głową, jakby rodzic rozczulony nad popełnionym głupstwem dzieciaka. - Ja nie wykonuję tylko swoich rozkazów. Ja spełniam marzenia. Poprawił w najbardziej delikatny sposó jaki potrafił tę drobną niespójność w jej myśleniu. Rozkazy to może i faktycznie wypełniała ona, ale on robił to z zupełnie innych powodów. Chociaż jeszcze nie wiedziała kto krył się pod maską, to po tylu rozmowach z nim na tematy wojny i nie tylko, powinna dobrze wiedzieć, że tacy jak on nie robią tego wyłącznie z poczucia obowiązku. Tutaj zwykle kierowali się już czymś z wyżej półki piramidy potrzeb. Pozwolił jej na to jedno zaklęcie, bo i tak za moment kurtyna tajemniczości miała się tutaj rozpłynąć w obłokach spalenizny. Spojrzał tak jak i ona na brygadzistę i wiedział, że czas ucieka, a miał jeszcze jedną podłość do wyznaczenia tej nocy.

- Wrogiem? Nieee. Wręcz przeciwnie. Odparł uzbrojony w kilka nut ironii we własnej postawie. W końcu machnął różdżką nad własną głową. Czarny dym głębiący się do tej chwili wokół niego, tworząc z jego postaci hiobowego afryta, zaczął opadać na posadzkę, ukazując pod warstwą smogu zwyczajne ciemne czarodziejskie szaty. Najpierw ściągnął kaptur z głowy, a dopiero potem zdjął trupią maskę, ukazując obojgu swoje podłe oblicze. Spojrzał Cynthii głęboko w oczy, a w jego wzroku nie było ani grama pokory. Pełne pychy oraz dumy spojrzenie, w pełni świadome wszystkich okropieństw których się dopuścił i wszystkich tych których był częścią, a które nie wyszły spod jego własnej różdżki. Pyszny paniczyk w całej swojej okropności. W końcu jednak jęk bólu spod ich stóp przykuł jego uwagę. Zrobił krok w stronę rannego, a potem pochylił się lekko nad nim. - Muszę ci powiedzieć, kolego bohaterze, że trafiłeś najgorzej jak tylko mogłeś. Zaczął wzdychając teatralnie, niby na moment przejęty jego losem. Odór spaczenia wręcz, aż parował nad jego głową. Tyle czarnej magii w tak krótkim czasie jeszcze nie było mu dane z siebie wykrzesać. - Pani Flint to uzdolniona, doskonała wręcz, uzdrowicielka. Jest tylko jeden problem. Spojrzał spod brwi w górę na twarz Cynthii. Ze swoim szelmowskim uśmiechem mogła się już domyśleć, że knuje coś, co tylko drań jak on mógł wymyśleć. Problemów było o wiele więcej, niż tylko jeden, ale w tej konkretnej sytuacji był jeden szczególny. - Cynthia jest po mojej stronie, a nie Twojej. Dokończył robiąc wymuszony grymas jakby właśnie wspominał o drobnym towarzyskim nieporozumieniu, jakby wcale sie rozchodziło się o życie brygadzisty, tylko lekkie nieporozumienie. Czy właśnie demaskował swojego tajnego współpracownika o pseudonimie “Hipokrytka”? Owszem. Jak zwykle zresztą to on rościł sobie pełne prawo do kontrolowania sytuacji, wpędzania jej w kłopotliwe sytuacje i wiele innych problemów.

- Dokładnie tak. Składała mnie do kupy po Baltane, kiedy mordowałem tak jak dzisiaj. Kiedyś nawet pomogła mi w porwaniu. Uwierzyłbyś patrząc na tę słodką, niewinną buźkę? Coraz większy miał z tego wszystkiego ubaw. Aż przyklęknął sobie na błotnistej kostce podwórza, tuż obok swojej ofiary, zrównując się z nią poziomem. Igrał sobie z własnym losem, a w szczególności jej losem. I to go tak okropnie podniecało. Nagle jakby podskoczył w zaskoczeniu. Zrobił głośny wdech tak jak wtedy, kiedy przypominasz sobie coś ważnego. - Ups, chyba się trochę wygadałem. Odezwał się w końcu w stronę swojej partnerki. Partnerki w zbrodni. Zrobił przy tym głupią minę, drapiąc się po tyle głowy. - Chyba nie ma teraz innego wyjścia. Będziesz musiała go zabić. Perfidne okrucieństwo w końcu rozlało się w całości po jego twarzy. W górę uniosły się kąciki ust, a gdyby nie był Zimnym pewnie dostałby rumieńców z ekscytacji. 


« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (3517), Louvain Lestrange (3192)




Wiadomości w tym wątku
[8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Louvain Lestrange - 08.06.2025, 15:12
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Cynthia Flint - 08.06.2025, 21:26
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Louvain Lestrange - 17.07.2025, 21:00
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Cynthia Flint - 30.07.2025, 21:24
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Louvain Lestrange - 11.08.2025, 00:12
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Cynthia Flint - 25.08.2025, 22:58
RE: [8.09.72] Just do what I say and I'll love you - przez Louvain Lestrange - 05.10.2025, 17:31

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa