20.07.2025, 20:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2025, 20:47 przez Robert Albert Crouch.)
Anthony najwidoczniej grał w jakąś grę poza golfem. Na pewno oczekiwał od Roberta czegoś konkretnego. Crouch nie zawsze potrafił się tego domyślić. Jego myśli zaczynały wariować, a pomysły, które wpadały mu do głowy wykreślał zdrowy rozsądek. Zresztą w umyśle Roberta zazwyczaj krążyło po kilka myśli na raz. Czasem od pracy odwracały jego uwagę śpiew ptaka za oknem lub sprawa sprzed lat, która znikąd pojawiała się w oku jego pamięci. Jednak mężczyzna nie był znowu młodziakiem, żeby nie wiedzieć, co robić. Często rozwiązanie pojawiało się w tej pierwszej propozycji, którą nasuwał umysł. W czymś szczerym i spontanicznym.
Podszedł do Anthony'ego, stanął za nim, oceniając jego postawę.
— To zmiana techniki? Tym chcesz mnie dziś zaskoczyć? — spytał zaczepnym tonem, takim przez który było słychać pełen satysfakcji uśmiech. — Myślałeś, że nie zauważę? Nie doceniasz mnie, przyjacielu. A może to w tym ta cała tajemniczość — przechylił głowę.
Uwielbiał takie przekomarzanki. Czyż na tym nie polegała praca w Wizengamocie? Stawało się to językiem, którym człowiek się posługiwał. Trzeba było oczywiście uważać, żeby nie przesadzić. Tyle, że takie droczenie się wśród przyjaciół było raczej czymś opartym na wzajemnym zaufaniu, nie na skrytych antagonizmach.
— No, graj! Ciekawe, czy ta zmiana ci wyjdzie na dobre — Robert ustawił się trochę dalej i skrzyżował ramiona na piersi.
Podszedł do Anthony'ego, stanął za nim, oceniając jego postawę.
— To zmiana techniki? Tym chcesz mnie dziś zaskoczyć? — spytał zaczepnym tonem, takim przez który było słychać pełen satysfakcji uśmiech. — Myślałeś, że nie zauważę? Nie doceniasz mnie, przyjacielu. A może to w tym ta cała tajemniczość — przechylił głowę.
Uwielbiał takie przekomarzanki. Czyż na tym nie polegała praca w Wizengamocie? Stawało się to językiem, którym człowiek się posługiwał. Trzeba było oczywiście uważać, żeby nie przesadzić. Tyle, że takie droczenie się wśród przyjaciół było raczej czymś opartym na wzajemnym zaufaniu, nie na skrytych antagonizmach.
— No, graj! Ciekawe, czy ta zmiana ci wyjdzie na dobre — Robert ustawił się trochę dalej i skrzyżował ramiona na piersi.