20.07.2025, 21:10 ✶
Kiedy Basil mówił, cały świat zamykał się wokół Icarusa. Głos brata był za głośny, zapach sadzy w domu za ostry, sadza, która osadziła się na ścianach zmniejszała wokół nich przestrzeń. Wszystko było źle. Wszystko miało być źle. A jednocześnie może, mimo wszystko, spotykało go mniej złego niż na to zasługiwał? To jego noga powinna była zniszczona. To, co nosił było jedynie fałszywą krwią. Strachem kogoś, kto nie był na tyle odważny, żeby być tej nocy bohaterem. Nie zasługiwał na Monę. Na swoją rodzinę. Na nic nie zasługiwał.
– Ja pierdolę. Ja kurwa pierdolę – przeczesał dłońmi włosy, które też zlepiły się od farby. Tego wszystkiego było po prostu za dużo. Słowa Basila jakby docierały do niego szczątkowo. Atreus był ranny. A Basilius... oczywiście nic złego nie zrobił. Szukał rodziny. A Icarus był tylko durniem ubrudzonym farbą.
Miał ochotę skulić się i zatkać uszy. Zacisnąć powieki, odciąć cały świat od siebie. Robił ta czasem jako dziecko. Kiedy inni Ślizgoni się na nim wyżywali. Kiedy czuł się, jak kompletne zero. Co jeśli mieli rację? Zwykły tchórz. Tchórz w farbie, w farbie, w farbie, a inni cierpieli i...
– Ważne... Ważne, że nikomu się nic nie stało – zdobył się na odpowiedź jedynie, by skończyć temat. By uciszyć ten głos, zwykle cichy, teraz drący się wniebogłosy, huczący niczym Vox Dei, który przejmował władzę nad jego duszą, sądząc o tym kim rzeczywiście był. – Jak widzisz, nasz dom to ruina – przełknął łzy, które zaczynały płynąć mu po policzkach.
Zaryczany tchórz. Tchórz w farbie, a nie krwi.
– Ja pierdolę. Ja kurwa pierdolę – przeczesał dłońmi włosy, które też zlepiły się od farby. Tego wszystkiego było po prostu za dużo. Słowa Basila jakby docierały do niego szczątkowo. Atreus był ranny. A Basilius... oczywiście nic złego nie zrobił. Szukał rodziny. A Icarus był tylko durniem ubrudzonym farbą.
Miał ochotę skulić się i zatkać uszy. Zacisnąć powieki, odciąć cały świat od siebie. Robił ta czasem jako dziecko. Kiedy inni Ślizgoni się na nim wyżywali. Kiedy czuł się, jak kompletne zero. Co jeśli mieli rację? Zwykły tchórz. Tchórz w farbie, w farbie, w farbie, a inni cierpieli i...
– Ważne... Ważne, że nikomu się nic nie stało – zdobył się na odpowiedź jedynie, by skończyć temat. By uciszyć ten głos, zwykle cichy, teraz drący się wniebogłosy, huczący niczym Vox Dei, który przejmował władzę nad jego duszą, sądząc o tym kim rzeczywiście był. – Jak widzisz, nasz dom to ruina – przełknął łzy, które zaczynały płynąć mu po policzkach.
Zaryczany tchórz. Tchórz w farbie, a nie krwi.