15.02.2023, 18:44 ✶
- Ja dopiero dowiedziałem się, że mam coś, co nazywa się pamięcią długoterminową? - Spojrzał pytająco na nią, bo nie był pewny, czy dobrze zapamiętał słowa, które wcześniej wypowiedziała wcześniej. To powodowało, że mieli jeszcze przeciwieństwie tego. Chyba. - Czyli z tego wynika, że mam także pamięć krótkoterminową? - Zadał jej kolejne pytanie, bo chyba znała ten lepiej, niż on. Nie będzie dopytywał o więcej szczegółów, gdyż nie chciał jej zamęczyć. Po prostu będzie to dla niego ciekawostka. Ciekawe, ile czasu minie, nim o niej zapomni.
- Nie próbowałaś odkryć czegoś innego, co lubisz? Oprócz tych dwóch rzeczy. Grzebanie w ziemi brzmi jak archeologia. Połączenie obrywania w głowę i grzebania w ziemi to chyba oznacza, że jesteś podróżniczką, która lubi pakować się w kłopoty, odkrywając zapomniane miejsca? - Tak to dla niego brzmiało. Byłoby to całkiem ciekawe zajęcie, które tłumaczyłoby wiele rzeczy. Różne rzeczy potrafią spaść ci na głowę, a potem masz takie, a inne guzy, czy siniaki. Nie byłoby w tym nic dziwnego.
- No ładnie. - Parsknął śmiechem, słysząc o tyn, co zrobiła. Potrafił to sobie wyobrazić. Sytuacja co najmniej dwuznaczna, która nigdy nie miała dobrego wyjaśnianie. Właściwe tylko i wyłącznie z powodu nieufności ludzi.
- Podejrzewam, że nie o oświadczyny tu chodziło. Choć zawsze takie sytuacje będą opacznie rozumiane. - Mówił, cały czas się śmiejąc. Może i dziewczyna nie miała jakiegoś wyrazistego poczucia humoru, ale umiała mówić zabawne historie. Może przyciągała takie przypadki? Jeśli to miała albo niesamowite szczęście lub niezwykłego pecha. I ciężko powiedzenie, co było oczywiście gorsze.
- Ach najgorszej. - No on sam nie chciałby mieć takiej sytuacji, jak ona. Oczywiście mógłby to załatwić w bardzo prosty sposób, ale na razie nie musiał się przejmować hałasem. I tak go więcej w domu czasem nie było, niż faktycznie w nim przebywał. Uroki korzystania z życia.
- Mogę ci postawić, jak chcesz. I tak przyszedłem tu z zamiarem napicia się, więc nie będzie problemem, jak przyniosę jeden więcej. - Zaproponował, ignorując niejako otoczenie rudzielców, które gdzieś w tle grało i jedynie irytowało go. Dlatego właśnie nie przepadał za tłumami, zdecydowanie było za głośno.
- Niewiele miałem z nimi do czynienia, także ciężko mi wczuć się sytuacje, ale chyba mają dobry powód, by tak mówić nie? Choć z tym byciem ostrożniejszym, to trochę ciężko, mając przygody. - Nawiązywał jednocześnie do wcześniejszych słów o tym, gdzie pracowała. W takim zawodzie no nie da się nie być rannym.
- Także nie mieli. Szukałem wszędzie. Trzy godziny za tym łaziłem. - Westchnął. - Nie, nie jestem. Po prostu lubię czytać stare opowieści, a nie wszystko jest tłumaczone na angielski, a jak znajdę już jakiś tekst, muszę płacić za przetłumaczenie tak, jakbym zamawiał zamek u goblinów. Nie stać mnie na to. - Przyznał z nieco zwieszoną głową. Bo niestety, niewielu było znawców starych języków. - Teraz tylko pulsuje nieznośnie. Wiesz, jakbyś miała bębny w łepetynie, ale przechodzi. -
- Nie próbowałaś odkryć czegoś innego, co lubisz? Oprócz tych dwóch rzeczy. Grzebanie w ziemi brzmi jak archeologia. Połączenie obrywania w głowę i grzebania w ziemi to chyba oznacza, że jesteś podróżniczką, która lubi pakować się w kłopoty, odkrywając zapomniane miejsca? - Tak to dla niego brzmiało. Byłoby to całkiem ciekawe zajęcie, które tłumaczyłoby wiele rzeczy. Różne rzeczy potrafią spaść ci na głowę, a potem masz takie, a inne guzy, czy siniaki. Nie byłoby w tym nic dziwnego.
- No ładnie. - Parsknął śmiechem, słysząc o tyn, co zrobiła. Potrafił to sobie wyobrazić. Sytuacja co najmniej dwuznaczna, która nigdy nie miała dobrego wyjaśnianie. Właściwe tylko i wyłącznie z powodu nieufności ludzi.
- Podejrzewam, że nie o oświadczyny tu chodziło. Choć zawsze takie sytuacje będą opacznie rozumiane. - Mówił, cały czas się śmiejąc. Może i dziewczyna nie miała jakiegoś wyrazistego poczucia humoru, ale umiała mówić zabawne historie. Może przyciągała takie przypadki? Jeśli to miała albo niesamowite szczęście lub niezwykłego pecha. I ciężko powiedzenie, co było oczywiście gorsze.
- Ach najgorszej. - No on sam nie chciałby mieć takiej sytuacji, jak ona. Oczywiście mógłby to załatwić w bardzo prosty sposób, ale na razie nie musiał się przejmować hałasem. I tak go więcej w domu czasem nie było, niż faktycznie w nim przebywał. Uroki korzystania z życia.
- Mogę ci postawić, jak chcesz. I tak przyszedłem tu z zamiarem napicia się, więc nie będzie problemem, jak przyniosę jeden więcej. - Zaproponował, ignorując niejako otoczenie rudzielców, które gdzieś w tle grało i jedynie irytowało go. Dlatego właśnie nie przepadał za tłumami, zdecydowanie było za głośno.
- Niewiele miałem z nimi do czynienia, także ciężko mi wczuć się sytuacje, ale chyba mają dobry powód, by tak mówić nie? Choć z tym byciem ostrożniejszym, to trochę ciężko, mając przygody. - Nawiązywał jednocześnie do wcześniejszych słów o tym, gdzie pracowała. W takim zawodzie no nie da się nie być rannym.
- Także nie mieli. Szukałem wszędzie. Trzy godziny za tym łaziłem. - Westchnął. - Nie, nie jestem. Po prostu lubię czytać stare opowieści, a nie wszystko jest tłumaczone na angielski, a jak znajdę już jakiś tekst, muszę płacić za przetłumaczenie tak, jakbym zamawiał zamek u goblinów. Nie stać mnie na to. - Przyznał z nieco zwieszoną głową. Bo niestety, niewielu było znawców starych języków. - Teraz tylko pulsuje nieznośnie. Wiesz, jakbyś miała bębny w łepetynie, ale przechodzi. -