Wydawać by się mogło, że mieszkając przy tak ruchliwej i popularnej ulicy jak Pokątna, człowiek będzie na bieżąco z tym, co działo się w tej części Londynu. Rzecz jasna Londynu magicznego. Pewne rzeczy ciężko było przeoczyć. Podobnie zdarzenia, sytuacje budzące w okolicy mniejsze bądź większe poruszanie. Theon potrafił jednak zachować względem tego na tyle duży dystans, żeby pozostawać do pewnego stopnia nieświadomym. Zajęty własnym życiem, swoimi problemami, nie bardzo nadążał za tym, co działo się tuż obok, niekiedy dosłownie za rogiem.
Nie można powiedzieć, żeby było mu z tego powodu jakoś tak źle.
Wchodząc do sklepu, nie mógł nie zwrócić uwagi na specyficzny zapach. Winę zrzucił w tym przypadku na kadzidła, wyklinając w myślach tego, kto wpadł na tak genialny pomysł. Nie było to szczególnie przyjemne. Na moment nawet zasłonił usta i nos dłonią. Moment krótki, bo zaraz doszedł do wniosku, iż było to działanie bezcelowe. A do tego również średnio wygodne. W zasadzie to wygodne wcale.
- Nowa różdżka. - odpowiedział na pytanie, zatrzymując się przed ladą. Na przeciwko Fergusa. - Kawy też nie odmówię, jeśli to nie problem. Pogoda rzeczywiście jest dzisiaj jakaś taka paskudna. - pozwolił sobie odrobinę ponarzekać. Nie bardziej jednak, niż to było konieczne. Byłoby to nie w jego stylu.
A i ludzie za marudami nie przepadali.
Przez chwilę czekał, pozwalając by Fergus zajął się czym tam zająć się potrzebował. Nie śpieszyło mu się jakoś szczególnie. A przynajmniej nie na tyle, żeby minuta w jedną bądź drugą stronę mogła uczynić choćby niewielką szkodę. W tym czasie raz jeszcze rozejrzał się po wnętrzu. Wcześniej na sklep spoglądał z ulicy, teraz miał na wszystko zdecydowanie lepszy widok. Sporo czasu minęło, odkąd miał okazje odwiedzić to miejsce po raz ostatni.
- Gareth Ollivander nadal się wszystkim zajmuje? - zapytał, cudem będąc w stanie przywołać (a przynajmniej tak mu się wydawało) imię mężczyzny, który zdaniem jego ojca, był naprawdę dobry w swoim fachu. Podobnie jak większość czarodziejów w Wielkiej Brytanii, Traversowie od lat korzystali z usług Ollivanderów. Konkurencja na tym polu była naprawdę mała. - Ostatnia różdżka spisywała się naprawdę dobrze, doskonały zakup. - dodał. I było to z jego strony naprawdę szczere wyznanie. Nie chwaliłby czegoś, z czego nie był rzeczywiście zadowolony. A z tej konkretnej rzeczy był. Bardzo. Służyła mu wiernie przez ostatnie lata. I gdyby nie ta cholerna syrena, nadal by z niej korzystał. Wielka szkoda, że skończyła na dnie jeziora.