• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 4 Dalej »
[11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach

[11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach
Little miss borderline
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#1
22.07.2025, 22:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2026, 10:09 przez Lorien Mulciber.)  
Ministerstwo Magii, gabinet sędzi Wizengamotu, Lorien Mulciber
Dzień taki jak dziś jest dobrym dniem do założenia golfu.
Nie pomyślała nigdy Lorien Mulciber. Ale z samego rana stojąc przed szafą w swoim pokoju w Mulciber Manor, z przerażeniem odkryła, że piętnasto- czy szesnastoletnia Lorien Crouch miała odmienne zdanie. Pamiętała z jakim zamiłowaniem nosiła za duże swetry do wysoce niestosownych szkolnych spódniczek, Przez jakieś trzy miesiące! I najwyraźniej pokłosie tej fascynacji spoczywało od lat nietknięte w Yorkshire. Przyłożyła do siebie jedną z sukienek - na Merlina, nie pamiętała, że były aż tak krótkie.

Spojrzała na zegarek, a potem na liliowy golf, który leżał na łóżku. Na golfie zaś leżał kot, wyjątkowo z siebie zadowolony, ukokoszony pan i władca golfów. Było wcześnie - na tyle wcześnie, żeby się przebrać w zapasowy komplet szat sędziowskich, który trzymała w pracy; ale nie na tyle żeby lecieć do Little Hangleton albo szukać czegoś w domu rodziców. Mogłaby też pożyczyć coś od Seliny.. Nie. Ten pomysł umarł zanim się na dobre wykształcił w jej głowie. Mogłaby też iść w ubraniach, które miała na sobie ósmego, ale te z kolei dalej cuchnęły popiołem i ogniem. Ponoć żadne zaklęcia czyszczące sobie z tym cholerstwem nie radziły.
Zrezygnowana przegoniła kota na moment, wciągając przez głowę golf. Pachniał… hm. Wrzosami. To na pewno. Ale też jej starymi perfumami i czymś jeszcze. Pociągnęła mocniej nosem. Jakby… psem? Może Greybackiem?
Z zamyślenia wyrwało ją oburzone miauknięcie, więc wzięła kota na ręce. Podrapała go w ulubionym miejscu za uchem. Wszystko to co kot lubił najbardziej, bo komu jak nie kotu należała się teraz odrobina miłości?
- Obiecaj, że nie będziesz polować na ptaszki przy poidełku.- Mruknęła całując kocią główkę, a kot jak to kot - albo nie zrozumiał po angielsku, albo udał że nie rozumie, jak na porządnego francuskiego kota przystało. Więc tylko łypnął na Panią ślepiem, pozwalając się odłożyć z powrotem na łóżko.

Przedostanie się do Ministerstwa nie było aż tak problematyczne jak zakładała. Wszyscy zdawali się zbyt pochłonięci swoimi sprawami, żeby zwracać uwagę na Lorien, która opierając się o drewnianą laseczkę, tuptała korytarzem na II piętrze. Nic dziwnego. Nie minął nawet tydzień od koszmarów tego co określano mianem Spalonej Nocy. Pokręciła zrezygnowana głową. Pieprzeni terroryści.
- Pani… Pani Mulciber?
Była już praktycznie pod drzwiami własnego gabinetu, kiedy lekko roztrzęsiony głos wyrwał ją z rozmyślań. Zatrzymała się tylko po to, żeby zmierzyć jednego z ulubionych Robertowych stażystów - jak dzieciak miał na imię? Henry? Harry? - dość surowym spojrzeniem. A przynajmniej tyle ile była w stanie, bo obładowali  go prawdziwą stertą dokumentów, zupełnie jak ministerialnego muła. Dookoła głowy chłopaczka latał tabun samolocików z kolorowych karteczek samoprzylepnych. Dzieciak wyjrzał zza swojej papierowej wieży z przestrachem, ze wszystkich sił starając się nie patrzeć na jej jakże gustowny golf. Dobrze. Przynajmniej miał odrobinę instynktu samozachowawczego.
- Mam.. Pocztę. I akta. Kazali przekazać.
Nie odezwała się. Zamiast tego przepuściła Harry’ego w drzwiach. Z bliska wyglądał jakby nie spał od kilku dni, a sądząc po głosie wcale nie chciał tu dzisiaj być. Nic zresztą dziwnego. Podeszła za nim do biurka, natychmiast o wiele bardziej zainteresowana dokumentacją Koroleva, która spoczęła na blacie obok prywatnych listów i jakieś… paczki. Okej. Nie miała czasu się nią teraz zajmować. Odłożyła ją na bok, praktycznie od razu zapominając o przesyłce. Cokolwiek to było musiało trochę zaczekać.

Harry już praktycznie odetchnął z ulgą. Już się grzecznie pożegnał, już był jedną nogą poza gabinetem baby, która go przerażała nie mniej niż ci ludzie w maskach i pelerynach, którzy wypełzli na ulicę w piątek. Wolność była tuż tuż. Ale nim szczęśliwy zdołał opuścić pokój, Lorien podniosła głowę znad biurka.
- Ach, Harry. Mam dla ciebie bojowe zadanie.- Odezwała się tonem tak słodkim jak herbaciany ulepek, który pił sędzia Rowle. Wyprostował się, nie wiedząc do końca gdzie podziać wzrok. Na wprost miał Mulciber, uśmiechającą się do niego z tym fałszywym politowaniem. Po prawej makietę Azkabanu i wyjątkowo rozdrażnionych mieszkańców, z których dwójka uderzała łapkami o szybę, ewidentnie próbując się wydostać. Miał przeczucie, że wcale nie chciały się do niego przytulić, a co najwyżej przyssać się jak pijawki albo co gorszego! Więc uparcie patrzył w podłogę. Ale co mogło pójść nie tak? Przecież to nie mogło być nic strasznego. Na pewno sobie poradzi.
- S-słucham.- Starał się nie trząść. Szkoda, że mu tu nie wychodziło za dobrze.
- Bądź tak miły i poproś do mnie pana Moody’ego.
Co.
Zamarł, licząc, że się przesłyszał. Za jakie grzechy. Czy ona wiedziała co się działo aktualnie w biurze aurorów? Przecież oni go tam zjedzą! Jak nic. Przeżują, a potem wezmą i wyplują! To będzie jego koniec.
- Proszę Pani, ale jestem pewien, że pan Alastor…
- Och nie.- Przerwała mu natychmiast. Wróciła do leniwego przewracania kartek w teczce, aktualnie już kompletnie znudzona spanikowanym dzieciakiem. Tylko na jej twarzy błąkał się ten przerażający półuśmieszek, jakby doskonale wiedziała co robi.- Poproś do mnie Aarona Moody’ego.- Uniosła lekko brwi jakby chciała zapytać czy to wielki problem dla wielmożnego pana praktykanta, ale ostatecznie machnęła tylko ręką.- Możesz już iść.

No i poszedł nieszczęsny Harry prosto w paszczę lwa, wysłany na pewną śmierć.
A przynajmniej tak się czuł nerwowo zaglądając do pogrążonego w nie mniejszym chaosie co reszta Ministerstwa, Biura Aurorów, święcie przekonany, że żywcem stamtąd już nie wyjdzie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (7179), Lorien Mulciber (5427), Pan Losu (29)




Wiadomości w tym wątku
[11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Lorien Mulciber - 22.07.2025, 22:43
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Aaron Andrew Moody - 08.08.2025, 16:31
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Pan Losu - 08.08.2025, 16:31
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Lorien Mulciber - 08.08.2025, 16:32
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Aaron Andrew Moody - 08.08.2025, 22:06
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Lorien Mulciber - 18.08.2025, 06:02
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Aaron Andrew Moody - 11.11.2025, 16:01
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Lorien Mulciber - 26.11.2025, 19:55
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Aaron Andrew Moody - 24.01.2026, 16:21
RE: [11.09.1972] Ankietowani są zgodni: nie ma nic gorszego niż poniedziałek po pożarach - przez Lorien Mulciber - 09.03.2026, 14:41

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa