24.07.2025, 16:45 ✶
W obecnych czasach lojalność była cnotą niemalże nie do przecenienia. W obliczu wojny, jaka coraz głębiej trawiła magiczny świat, warto było wiedzieć, kto jeszcze tak naprawdę był godzien zaufania. Natomiast ostatnie wydarzenia odsłaniały naprawdę wiele. Pokazywały rzeczy, o których nawet on wcześniej nie myślał. A warto było dodać, że miał się za kogoś, kto potrafił analizować otoczenie. Jak każdy oportunista, czyż nie?
Tyle tylko, że nawet najbardziej wprawionego człowieka korzystającego z nadarzających się okazji ewidentnie dało się próbować wystrychnąć na dudka. W takich chwilach tym bardziej zależało mu na tym, by wiedzieć, kto jeszcze mógł chcieć zrobić coś podobnego. Prudence na taką nie wyglądała. Z drugiej strony, dla osoby z zewnątrz mogła sprawiać wrażenie nieszkodliwej. Wycofanej, może trochę dziwnej, osobliwej, ale nie była niebezpieczna.
Gówno prawda. Paradoksalnie, Romulus miał coś na kształt racji. Zdecydowanie mogła go zabić, gdyby tylko faktycznie próbowała to zrobić. A Ambroise był bardziej niż pewien, że ani przez moment nie miała takiego zamiaru. Skąd? Bo gdyby chciała zakończyć żywot Pottera, niechybnie nie dałaby mu wyjść z tamtego lasu.
Nikt nie dowiedziałby się o tym, co zrobiła. Potrafiłaby zatrzeć wszelkie ślady, założyć maskę na twarz. Wiedział to, był tego świadomy. Tym bardziej, że łączył ich sojusz, znali się od najgorszej strony, poznali swoje brudy. Zdawał sobie sprawę z tego, że umiała być skuteczna. Nie mówiąc o niezbyt powszechnie znanym fakcie, że widmowidzenie czasem było w tym nieoczekiwaną zaletą ich obojga.
Do momentu, w którym nie postanowiła machnąć ręką na to, o czym jeszcze mógł dowiedzieć się o niej za pomocą pierścionka, patrzył na nią badawczo. Nie przez to, że ją oceniał. Po to, żeby nie przegrać milczącej konfrontacji na spojrzenia. Dopiero we właściwym momencie wzruszył ramionami, przenosząc wzrok na gazetę i wieczne pióro trzymane w palcach.
Nie próbował ukryć drżenia kącików ust na komentarz dotyczący picia. Nie. Doskonale wiedziała, że mija się z faktami, prawda?
- Mhm - to było naprawdę ujmujące, w jaki sposób potrafiła mu włożyć argument w rękę i jednym jedynym zdaniem całkowicie zaprzeczyć sama sobie.
Naprawdę doceniał ten rodzaj inwencji, który nakazał Prudence dosyć luźno traktować siebie na co dzień a siebie z tego wyjazdu. Bywały chwile, kiedy nawet on był skłonny przyznać, że gdyby nie jedna twarz (z pewnością nienależąca do Eliasa, jeśli nie liczyć tamtego nieszczęsnego ogniska) mógłby założyć, że ma do czynienia z dwoma różnymi osobami. Ta Prue z Exmoor bez wątpienia była inna. Nie we wszystkim, ale zdecydowanie zachowywała się zgoła inaczej.
Czy mu to pasowało? Być może. Nie skupiał się na tym tak mocno, aby wydać jakikolwiek werdykt. Jedynie zauważył fakt, którego nie dało się nie dostrzec, jeśli nie było się zupełnie ślepym na ludzkie zachowania. A on taki nie był. Dostrzegał zmiany, jakie bez wątpienia zaczęły zachodzić w jego sojuszniczce. Nie zakładał jednak, czy była to jej nowa wersja, czy też kolejna maska. Ot, tymczasowy wynik konieczności obcowania z pozostałymi mieszkańcami.
I tak, jasne, oczywiście. Mógłby skorzystać z tego, co zaobserwował, odnosząc się do tego w bardziej dosłowny sposób, ale nie czuł takiej potrzeby. Jego mhm, któremu towarzyszył ten bardzo przelotny błysk w zielonych oczach, był raczej równie jednoznaczny, co jakiekolwiek inne, bardziej rozległe słowa. Roise nie musiał mówić skoro tak twierdzisz, nie było takiej potrzeby, przynajmniej według niego. Prue i tak z pewnością wiedziała, że wiedział.
Z jednego, z drugiego czy z trzeciego źródła? Z wizji, którą miał? Z własnej obserwacji? Od kogoś, kto w przeciwieństwie do nich lubił rozmawiać na temat innych ludzi? To już zamierzał zostawić dla siebie. Nie zwykł przecież od razu odkrywać wszystkich kart. Na ten moment wystarczyło to, że zdecydowanie nie wyglądał, jakby uwierzył w jej deklaracje. Jednakże zamiast chwytać ją za słowa, nalał sobie jeszcze trochę kawy, kiwając głową.
- Biuro koronera czeka wyjątkowo gorący okres - stwierdził, odnosząc się do słów o dyżurze, na który Prudence miała iść tego wieczoru. - Byłaś już w pracy? - Nie musiał uściślać, od jakiego momentu, prawda?
Chciał wiedzieć, jak wyglądała sytuacja w Ministerstwie. Przynajmniej w departamencie, który najbardziej go interesował. A że los podsunął mu kogoś, kto był naprawdę dobrym obserwatorem, potrafiąc wyciągać głębsze wnioski niż no, jest chaotycznie, idealnie się składało. Mogli na chwilę zejść z prywaty na rzecz czegoś ważniejszego.
Tyle tylko, że nawet najbardziej wprawionego człowieka korzystającego z nadarzających się okazji ewidentnie dało się próbować wystrychnąć na dudka. W takich chwilach tym bardziej zależało mu na tym, by wiedzieć, kto jeszcze mógł chcieć zrobić coś podobnego. Prudence na taką nie wyglądała. Z drugiej strony, dla osoby z zewnątrz mogła sprawiać wrażenie nieszkodliwej. Wycofanej, może trochę dziwnej, osobliwej, ale nie była niebezpieczna.
Gówno prawda. Paradoksalnie, Romulus miał coś na kształt racji. Zdecydowanie mogła go zabić, gdyby tylko faktycznie próbowała to zrobić. A Ambroise był bardziej niż pewien, że ani przez moment nie miała takiego zamiaru. Skąd? Bo gdyby chciała zakończyć żywot Pottera, niechybnie nie dałaby mu wyjść z tamtego lasu.
Nikt nie dowiedziałby się o tym, co zrobiła. Potrafiłaby zatrzeć wszelkie ślady, założyć maskę na twarz. Wiedział to, był tego świadomy. Tym bardziej, że łączył ich sojusz, znali się od najgorszej strony, poznali swoje brudy. Zdawał sobie sprawę z tego, że umiała być skuteczna. Nie mówiąc o niezbyt powszechnie znanym fakcie, że widmowidzenie czasem było w tym nieoczekiwaną zaletą ich obojga.
Do momentu, w którym nie postanowiła machnąć ręką na to, o czym jeszcze mógł dowiedzieć się o niej za pomocą pierścionka, patrzył na nią badawczo. Nie przez to, że ją oceniał. Po to, żeby nie przegrać milczącej konfrontacji na spojrzenia. Dopiero we właściwym momencie wzruszył ramionami, przenosząc wzrok na gazetę i wieczne pióro trzymane w palcach.
Nie próbował ukryć drżenia kącików ust na komentarz dotyczący picia. Nie. Doskonale wiedziała, że mija się z faktami, prawda?
- Mhm - to było naprawdę ujmujące, w jaki sposób potrafiła mu włożyć argument w rękę i jednym jedynym zdaniem całkowicie zaprzeczyć sama sobie.
Naprawdę doceniał ten rodzaj inwencji, który nakazał Prudence dosyć luźno traktować siebie na co dzień a siebie z tego wyjazdu. Bywały chwile, kiedy nawet on był skłonny przyznać, że gdyby nie jedna twarz (z pewnością nienależąca do Eliasa, jeśli nie liczyć tamtego nieszczęsnego ogniska) mógłby założyć, że ma do czynienia z dwoma różnymi osobami. Ta Prue z Exmoor bez wątpienia była inna. Nie we wszystkim, ale zdecydowanie zachowywała się zgoła inaczej.
Czy mu to pasowało? Być może. Nie skupiał się na tym tak mocno, aby wydać jakikolwiek werdykt. Jedynie zauważył fakt, którego nie dało się nie dostrzec, jeśli nie było się zupełnie ślepym na ludzkie zachowania. A on taki nie był. Dostrzegał zmiany, jakie bez wątpienia zaczęły zachodzić w jego sojuszniczce. Nie zakładał jednak, czy była to jej nowa wersja, czy też kolejna maska. Ot, tymczasowy wynik konieczności obcowania z pozostałymi mieszkańcami.
I tak, jasne, oczywiście. Mógłby skorzystać z tego, co zaobserwował, odnosząc się do tego w bardziej dosłowny sposób, ale nie czuł takiej potrzeby. Jego mhm, któremu towarzyszył ten bardzo przelotny błysk w zielonych oczach, był raczej równie jednoznaczny, co jakiekolwiek inne, bardziej rozległe słowa. Roise nie musiał mówić skoro tak twierdzisz, nie było takiej potrzeby, przynajmniej według niego. Prue i tak z pewnością wiedziała, że wiedział.
Z jednego, z drugiego czy z trzeciego źródła? Z wizji, którą miał? Z własnej obserwacji? Od kogoś, kto w przeciwieństwie do nich lubił rozmawiać na temat innych ludzi? To już zamierzał zostawić dla siebie. Nie zwykł przecież od razu odkrywać wszystkich kart. Na ten moment wystarczyło to, że zdecydowanie nie wyglądał, jakby uwierzył w jej deklaracje. Jednakże zamiast chwytać ją za słowa, nalał sobie jeszcze trochę kawy, kiwając głową.
- Biuro koronera czeka wyjątkowo gorący okres - stwierdził, odnosząc się do słów o dyżurze, na który Prudence miała iść tego wieczoru. - Byłaś już w pracy? - Nie musiał uściślać, od jakiego momentu, prawda?
Chciał wiedzieć, jak wyglądała sytuacja w Ministerstwie. Przynajmniej w departamencie, który najbardziej go interesował. A że los podsunął mu kogoś, kto był naprawdę dobrym obserwatorem, potrafiąc wyciągać głębsze wnioski niż no, jest chaotycznie, idealnie się składało. Mogli na chwilę zejść z prywaty na rzecz czegoś ważniejszego.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down