24.07.2025, 20:18 ✶
Gdyby Peregrinus nie nałapał w szkole przyjaciół, byłby zapewne w podobnej sytuacji co Lyssa, a może i gorszej, bo w tych całych przelotnych znajomościach wcale mistrzem nie był. Nie potrafiłby jej z tym pomóc, bo nie znał… praktycznie żadnych nastolatek. Przez czas jakiś myślał, że być może Scylla będzie odpowiedzią na ten problem — jako młoda dziewczyna z Londynu miała szansę dysponować dziewczyńskim kręgiem, w który można byłoby wcielić Lyssę. Płonne nadzieje: nie dość, że dziewczyny chyba średnio się dogadały, to i Greyback nie sprawiała wrażenia takiej, która by urządzała dziewczyńskie zloty. Nie, żeby Trelawney definitywnie oceniał książkę po okładce — oczywiście brał pod uwagę, że być może młoda uczennica skrywa przed nimi towarzyskie sekrety. Na razie jednak — może okaże się, że niesłusznie — zakładał, że Scylla reprezentuje jemu podobny typ samotniczki.
I oczywiście, że Peregrinus nie miał tym razem na myśli nic złośliwego, gdy mówił czarownicy, że jest wystarczająco głośna. To był jego niezdarny sposób na przekazanie, że jeśli Lyssa chce się wygadać, to ktoś tam ją usłyszy. Ktoś tam, czyli on zza swojego biurka. Mistrz taktu i interakcji społecznej.
Cios go na szczęście ominął, Fortuna się uśmiechnęła, więc uśmiechnął się i on. Może z nieco zbyt dużą ulgą. Zorientował się wówczas, jak bardzo boi się tę dziewczynę urazić i rozdrażnić. Szukał dla niej słów ostrożnie i naokoło, jakby jeden fałszywy krok miał sprawić, że wydarzy się… nawet nie potrafił określić co, ale potrafił się tym martwić.
— Dobry wybór. — Otworzył szufladę i wyciągnął z niej leżącego na samym wierzchu tarota. — Karty poradzą ci lepiej niż ja, gwarantuję. — Poza tym będzie tylko posłańcem, a to już czyniło odpowiedzialność jakoś znośniejszą. Potasował więc talię, jakby wstąpiła w niego nowa energia. W tarocie nigdy nie czuł, że musi stąpać na palcach i obchodzić którekolwiek tematy bokiem, niezależnie od tego, dla kogo wróżył. — Jakie jest więc twoje pytanie? Konkretnie.
I oczywiście, że Peregrinus nie miał tym razem na myśli nic złośliwego, gdy mówił czarownicy, że jest wystarczająco głośna. To był jego niezdarny sposób na przekazanie, że jeśli Lyssa chce się wygadać, to ktoś tam ją usłyszy. Ktoś tam, czyli on zza swojego biurka. Mistrz taktu i interakcji społecznej.
Cios go na szczęście ominął, Fortuna się uśmiechnęła, więc uśmiechnął się i on. Może z nieco zbyt dużą ulgą. Zorientował się wówczas, jak bardzo boi się tę dziewczynę urazić i rozdrażnić. Szukał dla niej słów ostrożnie i naokoło, jakby jeden fałszywy krok miał sprawić, że wydarzy się… nawet nie potrafił określić co, ale potrafił się tym martwić.
— Dobry wybór. — Otworzył szufladę i wyciągnął z niej leżącego na samym wierzchu tarota. — Karty poradzą ci lepiej niż ja, gwarantuję. — Poza tym będzie tylko posłańcem, a to już czyniło odpowiedzialność jakoś znośniejszą. Potasował więc talię, jakby wstąpiła w niego nowa energia. W tarocie nigdy nie czuł, że musi stąpać na palcach i obchodzić którekolwiek tematy bokiem, niezależnie od tego, dla kogo wróżył. — Jakie jest więc twoje pytanie? Konkretnie.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie