Nie umknęło jego uwadze prychnięcie syna, na swoje słowa. Spojrzeniem jedynie dał mu do zrozumienia, aby się trochę opanował, bo przecież nie rozmawia z kolegą. Trudno jednak było tego wymagać od upartego syna, który… Po przeprowadzeniu się do Londynu, przynosi rodzinie wstyd i problemy.
Możliwe, że Richard jako ojciec miał w tym winę. Ale bardziej ona leżała w chłopaku. Nie widział błędów, jakie postąpił. Mimo tłumaczeń, spokojnych rozmów, czy nawet ostrych, nic do Charlesa jakby – nie docierało. Pokazał tym jedynie to, że nie może być pozostawiony samemu sobie.
Nie wiedział jak być Malfoyem. Richard przekazał dzieciom to, co sam wiedział od żony. Nie zaniedbywał kontaktów z jej rodzicami, by mogli poznać jej rodzinne strony. Nie musieli być Malfoyami. Mieli być Mulciberami. Przyszłością ich rodziny. Następcami jego i Roberta. Widocznie nie do końca założenia odniosły pożądany skutek.
Richard milczał. Słuchał syna, nie obserwując już tego, jak ogarniał tosty. Spojrzeniem omiótł pomieszczenie i wrócił nim na syna, kiedy ten wspomniało Alexandrze. Ciśnienie mu skoczyło. Nie ukrywał po sobie tego, że nie podoba mu się ten pomysł.
- Alexander Ci nie pomoże.Odparł stanowczo. Chciał kontynuować, ale Charles mówił dalej. Dla Richarda nie był nikim. Kolejne wyzwanie sprawiło, że nie ukrył zaskoczenia.
Greyback… Wstrzymał gniew. Wstrzymał oddech. Zamilkł na moment.
- Wiesz, że to narusza stabilność czystości krwi w naszej rodzinie, jeżeli bierzesz tę znajomość na poważnie?
Nie wydarł się na syna. Nie podniósł głosu. Próbował rozwiązać to na spokojnie. Choć sam nie wiedział już jak ma z synem rozmawiać. Z każdą sytuacją bywało to coraz trudniejsze. Dał mu wolną rękę, ale w kwestii kandydatki na żonę, znał zasady. Tak samo jak Leonard.
- W jednym się mylisz Charles. Masz znaczenie w tej rodzinie.
Poprawił w jednym syna, skoro ten temat wracał ponownie. Jakby poczuł się bezwartościowy i bez wsparcia. Richard nie chciał, żeby syn tak myślał.
- Wiem i doceniałem to, jak się starałeś aby podążać moją ścieżką. Nawet jeżeli się nie udało, poszedłeś w ślady mojego brata. Nie bez powodu dostałeś na drugie jego imię. Robert nie miał syna. Miałem jakąś nadzieję, że jeżeli się sprawdzisz i on dostrzeże Twoje zaangażowanie i pomoc przy świecach i kadzidłach, zostaniesz jego następcą. Dostałeś szansę, którą zniszczyłeś.
Wyjaśnił ze spokojem. Dziwnym, spokojem. Może ten dobry aromat kawy w tym pomógł?
- Powiedz mi jedno. Jak mam z Tobą rozmawiać? Cokolwiek robiłem ja czy Twoje rodzeństwo, zawodzi. Czy ja wciąż mam syna?
Teraz on zapytał go poważnie.
Chłopak odpowiedział i wyjaśnił Richardowi, co mężczyzna chciał usłyszeć. Mulciber widział, że jego syn nie radzi sobie na tyle dobrze w tym mieście, jakby sam po nim tego oczekiwał. Nim spotkanie dobiegło końca, gdyż Charles musiał zdążyć do pracy, Richard poinformował, że jak tylko pozamyka kilka spraw tutaj, będzie planował powrót do Norwegii. Dał tym samym chłopcom do zastanowienia się, przemyślenia, czy chcą z nim wracać. Tutaj, nic Richarda już nie trzymało, odkąd stracił Roberta. Tę informację Charles miał także przekazać Leonardowi. Mają dać znać, czy chcieliby wrócić.
Dopiwszy kawę, przed wyjściem, Richard poprawił znów krawat synowi. Przez moment jeszcze na niego patrzył, a następnie objął. Jakby też chciał, albo raczej próbował, dodać mu otuchy. Dzieci, to jedyne co mu z najbliższych osób pozostały.
Pożegnawszy się, na drogę poczęstował się tostem, którego wcześniej syn przygotował do śniadania. Drugiego zostawił dla niego, aby nie szedł do pracy z pustym żołądkiem.