28.07.2025, 13:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.08.2025, 12:17 przez Anthony Shafiq.)
Kłótnie się zdarzają, ale nie takie...
A może po prostu Anthony odzwyczaił się od tego? Mógł kłócić się i spierać z Morpheusem, zwłaszcza o różne samobójcze działania, które ten drugi ukrywał pod płaszczykiem badań, rozwoju wcale przecież palącej potrzeby zemsty i odwetu. Mógł w dość intensywnych słowach rozstrzygać spory z Charlie, chociaż umówmy się - kto lepiej znał jego starszą kuzynkę, ten wiedział, że nie ma sensu stawać jej na drodze, a raczej z usłużnym ukłonem odsuwać się i pozwalać kobiecie przejść jak taran dalej. Z Jonathanem jednak zawsze było inaczej. Anthony przez lata badał granicę tego na ile mógł liczyć na przyjaciela, choć Clemens - starszy brat Morpheusa - z pewnością nazwałby to wykorzystywaniem Selwyna. Finalnie ich zawodowa współpraca opierała się w głównej mierze na zarządzanie biurem przez zastępce i wytyczaniem szlaku przez kaprysy szefa. Finalnie ich prywatna relacja opierała się na tym co było kiedyś i w żadnym stopniu na tym co było teraz.
Jonathan go okłamał. Wielokrotnie.
A on nic nie zauważył.
– Jasper, ja wiem.. ja wiem że bardzo chciałbyś pomóc i załagodzić to co się wydarzyło, ale to raczej definitywna sprawa. Nasze drogi rozeszły się już jakiś czas temu... – Dwa lata temu, gdy Jonathan nie przyznał się do przystąpienia do podziemnej bojówki, dekadę temu gdy nie przyznał się do swojego związku z innym mężczyzną. Wieloletniej, intensywnej relacji. – ...dlatego cóż, odchodzę z pracy, aby dać mu szansę na osiągnięcie sukcesu na który tak ciężko pracował, ale też sam nie chcę w żaden sposób wchodzić mu w drogę później... Może, może za jakiś czas będziemy w stanie ze sobą rozmawiać, na razie ostatnia doba pokazała mi tylko tyle, że Twój ojciec chrzestny ma dla mnie tylko wór wyrzutów i bezpodstawnych oskarżeń opartych na przekonaniach dotyczących mojej słabości i braku jakichkolwiek przydatnych kompetencji, które mogłyby...– nakręcał się. Jego głos stawał się coraz bardziej zaciśnięty, niemalże piskliwy. Niepotrzebne to było w żadnej mierze, nie powinno być kontynuowane. Shafiq zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien oczerniać wuja przed Jasperem, nie chciał psuć tego bardziej niż było zepsute – Nie chcę... żebyś opowiadał się po którejkolwiek ze stron. To sprawa między nami i jakoś może później wypracujemy sposób, żeby... no... żeby siedzieć przy jednym stole. – Dodał pocieszająco, chociaż sam w to nie wierzył. Zamiast jednak roztrząsać myśl, spróbował skupić się na wodzie i jej smaku.
A może po prostu Anthony odzwyczaił się od tego? Mógł kłócić się i spierać z Morpheusem, zwłaszcza o różne samobójcze działania, które ten drugi ukrywał pod płaszczykiem badań, rozwoju wcale przecież palącej potrzeby zemsty i odwetu. Mógł w dość intensywnych słowach rozstrzygać spory z Charlie, chociaż umówmy się - kto lepiej znał jego starszą kuzynkę, ten wiedział, że nie ma sensu stawać jej na drodze, a raczej z usłużnym ukłonem odsuwać się i pozwalać kobiecie przejść jak taran dalej. Z Jonathanem jednak zawsze było inaczej. Anthony przez lata badał granicę tego na ile mógł liczyć na przyjaciela, choć Clemens - starszy brat Morpheusa - z pewnością nazwałby to wykorzystywaniem Selwyna. Finalnie ich zawodowa współpraca opierała się w głównej mierze na zarządzanie biurem przez zastępce i wytyczaniem szlaku przez kaprysy szefa. Finalnie ich prywatna relacja opierała się na tym co było kiedyś i w żadnym stopniu na tym co było teraz.
Jonathan go okłamał. Wielokrotnie.
A on nic nie zauważył.
– Jasper, ja wiem.. ja wiem że bardzo chciałbyś pomóc i załagodzić to co się wydarzyło, ale to raczej definitywna sprawa. Nasze drogi rozeszły się już jakiś czas temu... – Dwa lata temu, gdy Jonathan nie przyznał się do przystąpienia do podziemnej bojówki, dekadę temu gdy nie przyznał się do swojego związku z innym mężczyzną. Wieloletniej, intensywnej relacji. – ...dlatego cóż, odchodzę z pracy, aby dać mu szansę na osiągnięcie sukcesu na który tak ciężko pracował, ale też sam nie chcę w żaden sposób wchodzić mu w drogę później... Może, może za jakiś czas będziemy w stanie ze sobą rozmawiać, na razie ostatnia doba pokazała mi tylko tyle, że Twój ojciec chrzestny ma dla mnie tylko wór wyrzutów i bezpodstawnych oskarżeń opartych na przekonaniach dotyczących mojej słabości i braku jakichkolwiek przydatnych kompetencji, które mogłyby...– nakręcał się. Jego głos stawał się coraz bardziej zaciśnięty, niemalże piskliwy. Niepotrzebne to było w żadnej mierze, nie powinno być kontynuowane. Shafiq zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien oczerniać wuja przed Jasperem, nie chciał psuć tego bardziej niż było zepsute – Nie chcę... żebyś opowiadał się po którejkolwiek ze stron. To sprawa między nami i jakoś może później wypracujemy sposób, żeby... no... żeby siedzieć przy jednym stole. – Dodał pocieszająco, chociaż sam w to nie wierzył. Zamiast jednak roztrząsać myśl, spróbował skupić się na wodzie i jej smaku.