16.02.2023, 00:51 ✶
Nie lubiła go na początku. Wspomnienie towarzyszące jego osobie zawsze ją bawiło, jak to uznała go za niekompetentnego idiotę, a teraz mieli regularny kontakt i z przekonaniem w sercu mogła nazwać go swoim przyjacielem. Poza Castielem był chyba osobą, której najbardziej ufała i dla której byłaby w stanie coś poświęcić, a to nie było uczuciem częstym w jej sercu. Nie była to znajomość taka, że musieli widywać się lub pisać sowy każdego dnia, aby móc na sobie polegać. Nienawidziła tego przyznawać i wolała, gdy to na niej polegano, jednak nie było złudzeń w tym, że ona również w jakimś stopniu, którego nie umiała sobie wytłumaczyć, polegała na nim.
Prawda była taka, że im więcej godzin spędzała w kostnicy i przyzwyczajała się do zapachu śmierci, tym bardziej wyczuwała nuty w perfumach innych ludzi, tym intensywniej pachniała ich skóra lub włosy. Drewniane aromaty Fergusa wynikające z pracy przy różdżkach również były mocne, wyróżniające się na tle tego, co miała na co dzień. Był to zapach przywodzący na myśl bezpieczeństwo. Czy dawała mu czasem wygrać? Być może. Jeśli chodziło o niego, nie musiała ciągle triumfować. Łapała siebie na tym, że częściej ulegała w dyskusji, gdy chciała go za coś pochwalić. Nie wplątywanie się ze strony Fergusa w kłopoty graniczyło z prawdziwym cudem, nie było częste. Był jak magnes, przyciągał całe serie niefortunnych zdarzeń. Byli całkiem różni i chociaż nie pałał do siebie z Castielem sympatią, to ich charaktery chyba mogły lepiej współgrać. Zawsze intrygowało ją, dlaczego przyjaźnił się z nią, a nie z jej bratem, który przecież też kłopoty kochał i mogłyby być jego drugim imieniem.
- Bo ludzie to materialistyczne narcyzy. - odparła ze wzruszeniem ramion i nawet lekko uniesioną brwią, bo było to przecież oczywiste. Nie była fanką społeczeństwa, miała problemy z zaufaniem i zwykle doszukiwała się w innych tego, co najgorsze, mawiając, że lepiej miło się zaskoczyć niż boleśnie rozczarować. Oczekiwała nieczeokiwanego, złego. - Ma rację. Niech rzuci kamień ten z rodzin skorowidza, kto tak nie postępował. A jak nie pieniądze i znajomości? To wygląd.
Dodała z westchnieniem, kolejny raz rozczarowana światem. Niewiele znaczenia miał teraz talent, łatwo było się dostać do poszczególnych biur, mając kogoś za plecami lub zwyczajnie drogą relacji intymnej, komplementami i łechtaniem ego. Obrzydliwe, ale czasem też korzystała z kobiecych sztuczek w celach manipulowania, chociaż nigdy nie sięgnęła dna i nie skończyła z tego powodu z kimś w łóżku.
Trudno byłoby mu nie przyznać racji, historia lubiła się powtarzać, a nic prostszego do wywołania wojen nie istniało, jak podział ludzi. Wbiła w niego spojrzenie, milcząc, jednak gdy prawił o mugolakach i swojej opinii na ich temat. Olivander zawsze był pełen empatii, ciepła i starał się każdemu dawać szansę, co Cynthię przyprawiało o ból głowy, bo gdy dłużej się nie odzywał, obawiała się, że skończy w czarnym worku. Był ufny, ludzi do niego ciągnęło i nie było to zasługą, tylko niebrzydkiej buzi, ale również charyzmy. Przypominał słońce.
Nie umiał się tym nie przejmować, a ton jego głosu i wyraz oczu powiedział jasnowłosej, że tego tematu szybko nie skończą. Oparła się więc wygodnie o krzesło, sięgając po swoją herbatę. - Tak. Po co jednak zło wróżyć i próbować przewidywać przyszłość? Nie wiemy, jak się to potoczy. Jak się bardzo będziesz na tym koncentrował, zaprzepaścisz codzienność Fergus.
Odpowiedziała w końcu, nie spuszczając z niego błękitnych tęczówek i robiąc łyka gorącej herbaty, czując, jak delikatnie, aczkolwiek przyjemnie parzy jej usta. Zerkała też na gazetę, a na jego odpowiedź mruknęła jedynie, powstrzymując się od odpowiedzi, bo to byłby temat bez dna. Piękno miało wiele twarzy, wiele obliczy i ona mijała kobiety, które uznawała za zjawiskowe w kwestii czysto estetycznej. Czemu więc i on nie mógł dostrzec czegoś urokliwego w mężczyźnie na okładce, którego zielone oczy wzbudzały dreszcze?
- Kiedyś też umrzemy, czemu robić z tego coś zakazanego i zamykać na to oczy? Śmierć jest nieodłącznym elementem życia, jak się przyzwyczaisz, przestaje być taka zaskakująca i straszna. I ciastka smakują dobrze z herbatą, ot cała tajemnica. - wyjaśniła mu, sięgając po jedno z kruchych i najpierw je ugryzła, a potem zamieszała nim w herbacie, aby ugryźć je znów. Dla niej to była codzienność. Pokręcona, może mroczna i dziwna, ale jej własna, dająca jej poczucie bezpieczeństwa. Chyba przez sytuację z matką nigdy tak naprawdę się jej nie umiała już bać. - Bo nie mieliście szansy porozmawiać dłużej tak naprawdę, a w gruncie rzeczy myślę, że bylibyście w stanie się dogadać. Obydwoje jesteście skrajnie nieodpowiedzialni i kłopoty was kochają. A więc sobota?
Zapytała na koniec z uroczym uśmiechem, obdarzając go pociągłym spojrzeniem spod kruczoczarnych, maźniętych tuszem rzęs i kolejny raz przegryzła wilgotne od herbaty ciastko, trzymając w dłoni filiżankę.
Prawda była taka, że im więcej godzin spędzała w kostnicy i przyzwyczajała się do zapachu śmierci, tym bardziej wyczuwała nuty w perfumach innych ludzi, tym intensywniej pachniała ich skóra lub włosy. Drewniane aromaty Fergusa wynikające z pracy przy różdżkach również były mocne, wyróżniające się na tle tego, co miała na co dzień. Był to zapach przywodzący na myśl bezpieczeństwo. Czy dawała mu czasem wygrać? Być może. Jeśli chodziło o niego, nie musiała ciągle triumfować. Łapała siebie na tym, że częściej ulegała w dyskusji, gdy chciała go za coś pochwalić. Nie wplątywanie się ze strony Fergusa w kłopoty graniczyło z prawdziwym cudem, nie było częste. Był jak magnes, przyciągał całe serie niefortunnych zdarzeń. Byli całkiem różni i chociaż nie pałał do siebie z Castielem sympatią, to ich charaktery chyba mogły lepiej współgrać. Zawsze intrygowało ją, dlaczego przyjaźnił się z nią, a nie z jej bratem, który przecież też kłopoty kochał i mogłyby być jego drugim imieniem.
- Bo ludzie to materialistyczne narcyzy. - odparła ze wzruszeniem ramion i nawet lekko uniesioną brwią, bo było to przecież oczywiste. Nie była fanką społeczeństwa, miała problemy z zaufaniem i zwykle doszukiwała się w innych tego, co najgorsze, mawiając, że lepiej miło się zaskoczyć niż boleśnie rozczarować. Oczekiwała nieczeokiwanego, złego. - Ma rację. Niech rzuci kamień ten z rodzin skorowidza, kto tak nie postępował. A jak nie pieniądze i znajomości? To wygląd.
Dodała z westchnieniem, kolejny raz rozczarowana światem. Niewiele znaczenia miał teraz talent, łatwo było się dostać do poszczególnych biur, mając kogoś za plecami lub zwyczajnie drogą relacji intymnej, komplementami i łechtaniem ego. Obrzydliwe, ale czasem też korzystała z kobiecych sztuczek w celach manipulowania, chociaż nigdy nie sięgnęła dna i nie skończyła z tego powodu z kimś w łóżku.
Trudno byłoby mu nie przyznać racji, historia lubiła się powtarzać, a nic prostszego do wywołania wojen nie istniało, jak podział ludzi. Wbiła w niego spojrzenie, milcząc, jednak gdy prawił o mugolakach i swojej opinii na ich temat. Olivander zawsze był pełen empatii, ciepła i starał się każdemu dawać szansę, co Cynthię przyprawiało o ból głowy, bo gdy dłużej się nie odzywał, obawiała się, że skończy w czarnym worku. Był ufny, ludzi do niego ciągnęło i nie było to zasługą, tylko niebrzydkiej buzi, ale również charyzmy. Przypominał słońce.
Nie umiał się tym nie przejmować, a ton jego głosu i wyraz oczu powiedział jasnowłosej, że tego tematu szybko nie skończą. Oparła się więc wygodnie o krzesło, sięgając po swoją herbatę. - Tak. Po co jednak zło wróżyć i próbować przewidywać przyszłość? Nie wiemy, jak się to potoczy. Jak się bardzo będziesz na tym koncentrował, zaprzepaścisz codzienność Fergus.
Odpowiedziała w końcu, nie spuszczając z niego błękitnych tęczówek i robiąc łyka gorącej herbaty, czując, jak delikatnie, aczkolwiek przyjemnie parzy jej usta. Zerkała też na gazetę, a na jego odpowiedź mruknęła jedynie, powstrzymując się od odpowiedzi, bo to byłby temat bez dna. Piękno miało wiele twarzy, wiele obliczy i ona mijała kobiety, które uznawała za zjawiskowe w kwestii czysto estetycznej. Czemu więc i on nie mógł dostrzec czegoś urokliwego w mężczyźnie na okładce, którego zielone oczy wzbudzały dreszcze?
- Kiedyś też umrzemy, czemu robić z tego coś zakazanego i zamykać na to oczy? Śmierć jest nieodłącznym elementem życia, jak się przyzwyczaisz, przestaje być taka zaskakująca i straszna. I ciastka smakują dobrze z herbatą, ot cała tajemnica. - wyjaśniła mu, sięgając po jedno z kruchych i najpierw je ugryzła, a potem zamieszała nim w herbacie, aby ugryźć je znów. Dla niej to była codzienność. Pokręcona, może mroczna i dziwna, ale jej własna, dająca jej poczucie bezpieczeństwa. Chyba przez sytuację z matką nigdy tak naprawdę się jej nie umiała już bać. - Bo nie mieliście szansy porozmawiać dłużej tak naprawdę, a w gruncie rzeczy myślę, że bylibyście w stanie się dogadać. Obydwoje jesteście skrajnie nieodpowiedzialni i kłopoty was kochają. A więc sobota?
Zapytała na koniec z uroczym uśmiechem, obdarzając go pociągłym spojrzeniem spod kruczoczarnych, maźniętych tuszem rzęs i kolejny raz przegryzła wilgotne od herbaty ciastko, trzymając w dłoni filiżankę.