29.07.2025, 18:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2025, 18:43 przez Robert Albert Crouch.)
"Schadzki", "nakrywanie"... rzeczywiście jego wypad z Anthonym brzmiał jak jakaś randka. Nawet, jeśli nią nie była, może lepiej było rzeczywiście ukrywać się nie tylko z zainteresowaniami mugolską sztuką, ale i ze wspólnymi wyjściami? Albo ograniczać je do przyzwoitej ilości. Z drugiej strony, nie było żadnych podstaw do tego typu podejrzeń. Plotkarze musieliby naprawdę mentalnie się nagimnastykować, żeby coś takiego wymyślić.
Skinął Jonathanowi na pożegnanie. Może to on był nadmiernie podejrzliwy? Bo z kolei jego kuzyn i Anthony zachowywali się w bardzo spoufałej manierze. To całe "nie opuszczaj mojego departamentu" miało w sobie coś tęsknego. Zresztą ta dwójka by nawet do siebie pasowała. Podobne środowiska, zainteresowania, elegancja i szyk, pewien gravitas jaki roztaczali wokół siebie. Jednocześnie byli na tyle różni, by ich podobieństwa się ze sobą nie ścierały.
Może prawdziwe gej party było tuż obok niego?
– Och tak, mugole nie przywykli do widoku pojawiających się znikąd mężczyzn. Moglibyśmy jeszcze, nie daj Matko, przyprawić kogoś o zawał serca – uśmiechnął się.
Potrzebował chwili, by zrozumieć, co właśnie powiedział. W jego ustach było to coś niemal potwornego i najgorsze, że nie mógł dać po sobie tego zdradzić. Przypomniał sobie leżącego w trumnie Jeremy'ego Slughorna. Jego serce zatrzymane przez fortel urządzony przez Roberta. To nie miało tak wyjść.
Nie. Koniec. Miał film do obejrzenia. Udało mu się nie zdradzić z uczuciami, choć przez krótki moment w jego oczach można było dostrzec coś podobnego do strachu. Oczywiście każdy rozsądny czarodziej zrzucał to na stres przed wejściem w mugolskie środowisko. Na coś prostego, nie dostrzegając krwi spływającej z jego rąk. Czasem po prostu nie było czasu na winę. Trzeba było zagłuszyć ten głos i iść do kina z Anthonym Shafiqiem. Dobrze się bawić, podziwiając to, co mugole potrafili wytworzyć za pomocą soczewki i światła. Korzystać z tego, co zostało mu dane i co sobie sam podarował.
Skinął Jonathanowi na pożegnanie. Może to on był nadmiernie podejrzliwy? Bo z kolei jego kuzyn i Anthony zachowywali się w bardzo spoufałej manierze. To całe "nie opuszczaj mojego departamentu" miało w sobie coś tęsknego. Zresztą ta dwójka by nawet do siebie pasowała. Podobne środowiska, zainteresowania, elegancja i szyk, pewien gravitas jaki roztaczali wokół siebie. Jednocześnie byli na tyle różni, by ich podobieństwa się ze sobą nie ścierały.
Może prawdziwe gej party było tuż obok niego?
– Och tak, mugole nie przywykli do widoku pojawiających się znikąd mężczyzn. Moglibyśmy jeszcze, nie daj Matko, przyprawić kogoś o zawał serca – uśmiechnął się.
Potrzebował chwili, by zrozumieć, co właśnie powiedział. W jego ustach było to coś niemal potwornego i najgorsze, że nie mógł dać po sobie tego zdradzić. Przypomniał sobie leżącego w trumnie Jeremy'ego Slughorna. Jego serce zatrzymane przez fortel urządzony przez Roberta. To nie miało tak wyjść.
Nie. Koniec. Miał film do obejrzenia. Udało mu się nie zdradzić z uczuciami, choć przez krótki moment w jego oczach można było dostrzec coś podobnego do strachu. Oczywiście każdy rozsądny czarodziej zrzucał to na stres przed wejściem w mugolskie środowisko. Na coś prostego, nie dostrzegając krwi spływającej z jego rąk. Czasem po prostu nie było czasu na winę. Trzeba było zagłuszyć ten głos i iść do kina z Anthonym Shafiqiem. Dobrze się bawić, podziwiając to, co mugole potrafili wytworzyć za pomocą soczewki i światła. Korzystać z tego, co zostało mu dane i co sobie sam podarował.
Koniec sesji