31.07.2025, 00:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2025, 00:42 przez Woody Tarpaulin.)
To nie on dziś pracował. O nie, co to to nie. W ramach kary za rozwalone nosy zostawił Asenę za barem i sobie poszedł. W siną dal? Nie. Spać. Wyszedł teraz do Greyback ziewający, w laczkach, szlafmycy, gaciach piżamowych i szlafroku. Przemaszerował za nią beztrosko przez główną salę, gdzie ludzie wciąż dogorywali, jakby wyszedł tylko na chwilę do kuchni po szklankę wody i zaraz miał wracać do łóżka. Tyle że zamiast w kuchni, skończył w piwnicy.
— Miałem wybór? — prychnął, bujając się na krześle, które do bujania wcale przeznaczone nie było.
W miarę słuchania jej prezentacji nie mógł powstrzymać rosnącego uśmiechu, bo wielce go ten pomysł biznesowy ubawił — no musiał to przyznać. Marketing Asena miała w małym palcu. Gdy skończyła mówić, jak przystało na zachwyconą widownię, podsumował ją oklaskami i byłby uczynił to owacją na stojąco, gdyby nie fakt, że z krzesła mu się wygodniej zezowało na gołą babę w logo nowej usługi.
— Wie pani, pani Greyback, no jakoś nie zdarzyło mi się siedzieć w domu i tęsknić do piwa… — Spojrzał wymownie na sufit, gdzie gdzieś nad nimi znajdowała się kuchnia i barek z pełną ofertą alkoholową w ilościach hurtowych.
Woody wziął sobie karteczkę z logo, podniósł ją na wysokość oczu, pokiwał z uznaniem głową, po czym przeniósł wzrok na Asenę, aby upewnić się, że to nie ją przedstawia rysunek. Bo bez przesady, że ona się będzie tak łajdaczyć.
— No, no, argumenty masz. — Odłożył gołą babę. — Tylko skąd my weźmiemy gołe baby na miotłach? — Mimo że w prezentacji nie było nic o tym, że kurierzy będą nieprzyodzianymi niewiastami. Tarp był jednak wzrokowcem, jak na mężczyznę przystało. — Myślisz, że kurwy McKinnona umieją latać? Myślisz, że nas stać, żeby je wynajmować? Przynajmniej będzie gwarancja, że to piwko zimne dostarczą.
Chwilę drapał się w zamyśleniu po brodzie, analizując jej pomysł — czy raczej kalkulując, z której strony będzie miał on największe szanse powodzenia. Myślenie w ciszy nie było jednak pożądane w czasie biznesowej burzy mózgów, więc wszystkie te myśli zwerbalizował.
— Będzie ci trzeba auto kupić. Czy tam motorek. A mniejsze rzeczy by można zwykłym ptakiem posyłać. No bo nie poradzi sobie sowa z pół litra? I nie samo piwo. Jedzenie też trzeba, żeby mieć większą przewagę nad monopolowymi. — Bo tej przewagi nie mieli, licząc sobie więcej niż monopolowy.
— Miałem wybór? — prychnął, bujając się na krześle, które do bujania wcale przeznaczone nie było.
W miarę słuchania jej prezentacji nie mógł powstrzymać rosnącego uśmiechu, bo wielce go ten pomysł biznesowy ubawił — no musiał to przyznać. Marketing Asena miała w małym palcu. Gdy skończyła mówić, jak przystało na zachwyconą widownię, podsumował ją oklaskami i byłby uczynił to owacją na stojąco, gdyby nie fakt, że z krzesła mu się wygodniej zezowało na gołą babę w logo nowej usługi.
— Wie pani, pani Greyback, no jakoś nie zdarzyło mi się siedzieć w domu i tęsknić do piwa… — Spojrzał wymownie na sufit, gdzie gdzieś nad nimi znajdowała się kuchnia i barek z pełną ofertą alkoholową w ilościach hurtowych.
Woody wziął sobie karteczkę z logo, podniósł ją na wysokość oczu, pokiwał z uznaniem głową, po czym przeniósł wzrok na Asenę, aby upewnić się, że to nie ją przedstawia rysunek. Bo bez przesady, że ona się będzie tak łajdaczyć.
— No, no, argumenty masz. — Odłożył gołą babę. — Tylko skąd my weźmiemy gołe baby na miotłach? — Mimo że w prezentacji nie było nic o tym, że kurierzy będą nieprzyodzianymi niewiastami. Tarp był jednak wzrokowcem, jak na mężczyznę przystało. — Myślisz, że kurwy McKinnona umieją latać? Myślisz, że nas stać, żeby je wynajmować? Przynajmniej będzie gwarancja, że to piwko zimne dostarczą.
Chwilę drapał się w zamyśleniu po brodzie, analizując jej pomysł — czy raczej kalkulując, z której strony będzie miał on największe szanse powodzenia. Myślenie w ciszy nie było jednak pożądane w czasie biznesowej burzy mózgów, więc wszystkie te myśli zwerbalizował.
— Będzie ci trzeba auto kupić. Czy tam motorek. A mniejsze rzeczy by można zwykłym ptakiem posyłać. No bo nie poradzi sobie sowa z pół litra? I nie samo piwo. Jedzenie też trzeba, żeby mieć większą przewagę nad monopolowymi. — Bo tej przewagi nie mieli, licząc sobie więcej niż monopolowy.
piw0 to moje paliwo