Okropny kaszel jaki wydobywał się spomiędzy warg nieznajomej, zupełnie nie pasował do jej drobnej postury, bo teraz to przypominała mu bardziej starucha wyciągniętego z ulicy Nokturna, co w trakcie swego życiu wypalił zbyt wiele fajek niż eteryczną czarownicę, ale po pacjentach św. Munga to raczej zbyt wiele się nie spodziewał. Mógł to być również podstęp, do zmiany w drugiego człowieka nie potrzeba było wiele – jeden włos, buteleczka eliksiru Wielosokowego i na kilka godzin mogłeś stać się kim zupełnie innym. Bezdomnego co żył na Nokturnie to raczej nie byłoby na napój stać, ale wielu z nich parało się kradzieżą i wyciągało swe lepkie palce w stronę kieszeni bogatszych od siebie obywateli, więc chyba wszystko było możliwe.
Teraz to jeszcze bardziej był zirytowany; najpierw spłonął dom w którym się wychowywał, potem jakiś brudas nieskutecznie co prawda, ale próbował go zabić, wystrzeliwując w jego stronę zaklęcie palące, a teraz jakaś damusia prawiła mu kazania, jakby zdanie kobiety miało jakiekolwiek znaczenie. Co za parszywy tydzień.
– Proszę pani, rozmawia pani z poważanym obywatelem w dodatku kaleką, prosiłbym o zachowanie kultury osobistej, bo takie słowa panience nie przystają. – odpowiedział zszokowany, bo jakże ona śmiała! Chyba rozpoznawał ten głos, ale teraz z racji oblepiającego płuca pyłu, ten stał się ochrypnięty, wiec nie potrafił dopasować go do twarzy żadnej znanej mu osoby. – Może powinna się panienka udać do Lecznicy Dusz, a nie zajmować kolejkę osobom wymagającym opieki uzdrowiciela. Bo pani wcale nie zachowuje się, jak ktoś poważnie chory, aż kipi od panienki agresja, jest panienka pewna, że to nie jest Gorączka Krwi? – dodał ciszej, słowa Caiusa miały dotrzeć tylko i wyłącznie do uszu czarownicy, nie chciał robić wokół swej osoby szumu, bo przecież miała rację i naprawdę wepchnął się w tą kolejkę, jak jakiś ostatni cham i prostak. Nie widział w tym oczywiście swej winy, patrząc prawdzie w oczy to jego zdrowie aż tak nie upadło i oprócz nieprzyjemnego pieczenia w gardle, którego nabawił się najprawdopodobniej na własne życzenie, gdy bez żadnych zabezpieczeń, szabrował po ruinach rodzinnej posiadłości Burkeów, czuł się całkiem dobrze. Czasem budziła się w nim jednak natura choleryka, która pchała brunetą w stronę prywatnych uzdrowicieli i kolejnych badań, ale tej dziwacznej obawy o własne życie nie potrafił powstrzymać nawet gdy medycy upewniali go, że oprócz braku kończyny, jest zdrów jak ryba.
Kolejka znów ruszyła do przodu, gabinet opuścił znany mu czarodziej, mężczyzna ukłonił się w jego stronę, a on odpowiedział mu tym samym gestem, to jednak dalej nie była jego kolej – czy on tam powinien wtargnąć do środka żeby zostać sprawnie obsłużonym?
That motherfucker.
What a tool.