01.08.2025, 05:34 ✶
Bardzo jej się podobało, kiedy zapierała ludziom dech w płucach i sprawiała, że języki im się plątały. Wyglądali wtedy tak nieporadnie, rozkosznie wręcz wiercąc się pod jej spojrzeniem, które nagle nabierało jakiegoś takiego wyższego zrozumienia i łagodności. Oczywiście, delikatności było w tym więcej na pokaz, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Ważne żeby reszta myślała, że grzechy zostały im odpuszczone, pomimo tych wszystkich niedogodności, których się przed chwilą dopuścili.
Uśmiechnęła się więc do Caiusa delikatnie, krzesząc z siebie całą swoją dziewczęcą niewinność, jakby jeszcze przed momentem nie barwiła swoich słów złośliwością i naganą. Dłoń leżąca na jego ramieniu również odpuściła bluszczowego uścisku, subtelnie teraz zawieszając się na nim, jakby co najmniej mieli udać się na popołudniowy spacer.
- Kiedy się tak kajasz, aż mi samej wstyd za ten wybuch - odparła pojednawczo. Przez moment przeszło jej nawet przez myśl, że mogłaby być na tyle miła i ściągnąć z dłoni tę oplutą rękawiczkę, ale odrzuciła ją stanowczo. Na to było jeszcze za wcześnie, bo wijący się pod jej dotykiem Burke był zbyt smacznym widokiem.
W całej tej sytuacji nie chodziło nawet o to, że był nietaktowny lub wymagał od otoczenia, by uznało jego wyższość. Oj nie, cały problem polegał na tym, że to ona stała się jego ofiarą. Dolohov nie mrugnęłaby nawet okiem, gdyby ktoś inny stał się jego ofiarą, ale ona nie przywykła do stania za plecami gburowatych mężczyzn o rozbujanym ego. To oni powinni stać za nią. Istniała przecież po to, żeby ją podziwiać. Żeby doceniać każdy jej gest, jej zachowanie, wyrachowania i śliczną buzie. Nawet sobie z tego nie zdawała do końca sprawy, ale była tak okropnie podobna do ojca, w swoim przekonaniu o własnym miejscu w świecie, ze było to wręcz bolesne.
- Nie ma większego sensu zaglądać do Lecznicy Dusz, bo słyszałam że trochę nadgryzły ich pożary. Nikomu nic się nie stało, a pacjenci są cali i zdrowi, ale co to za przyjemność spędzać czas w zadymionym budynku? Słyszałam, że w niektórych po pożarach sadza pnie się po ścianach, albo coś straszy. Oczywiście, Prawom Czasu nic się nie stało, ale u Ciebie? Żywię nadzieję, że oprócz pomieszania zmysłów straty nie były tak wielkie? - szczere zmartwienie wypełzło na jej twarz, przybierając na sile z każdym kolejnym słowem, wreszcie rozkwitając w pełni wraz z ciężkim westchnięciem. Oczywiście, sam przed chwilą powiedział, że nadszarpnięte nerwy były wynikiem Spalonej Nocy, dlaczego więc nie miałaby spróbować wbić szpilki?
Uśmiechnęła się więc do Caiusa delikatnie, krzesząc z siebie całą swoją dziewczęcą niewinność, jakby jeszcze przed momentem nie barwiła swoich słów złośliwością i naganą. Dłoń leżąca na jego ramieniu również odpuściła bluszczowego uścisku, subtelnie teraz zawieszając się na nim, jakby co najmniej mieli udać się na popołudniowy spacer.
- Kiedy się tak kajasz, aż mi samej wstyd za ten wybuch - odparła pojednawczo. Przez moment przeszło jej nawet przez myśl, że mogłaby być na tyle miła i ściągnąć z dłoni tę oplutą rękawiczkę, ale odrzuciła ją stanowczo. Na to było jeszcze za wcześnie, bo wijący się pod jej dotykiem Burke był zbyt smacznym widokiem.
W całej tej sytuacji nie chodziło nawet o to, że był nietaktowny lub wymagał od otoczenia, by uznało jego wyższość. Oj nie, cały problem polegał na tym, że to ona stała się jego ofiarą. Dolohov nie mrugnęłaby nawet okiem, gdyby ktoś inny stał się jego ofiarą, ale ona nie przywykła do stania za plecami gburowatych mężczyzn o rozbujanym ego. To oni powinni stać za nią. Istniała przecież po to, żeby ją podziwiać. Żeby doceniać każdy jej gest, jej zachowanie, wyrachowania i śliczną buzie. Nawet sobie z tego nie zdawała do końca sprawy, ale była tak okropnie podobna do ojca, w swoim przekonaniu o własnym miejscu w świecie, ze było to wręcz bolesne.
- Nie ma większego sensu zaglądać do Lecznicy Dusz, bo słyszałam że trochę nadgryzły ich pożary. Nikomu nic się nie stało, a pacjenci są cali i zdrowi, ale co to za przyjemność spędzać czas w zadymionym budynku? Słyszałam, że w niektórych po pożarach sadza pnie się po ścianach, albo coś straszy. Oczywiście, Prawom Czasu nic się nie stało, ale u Ciebie? Żywię nadzieję, że oprócz pomieszania zmysłów straty nie były tak wielkie? - szczere zmartwienie wypełzło na jej twarz, przybierając na sile z każdym kolejnym słowem, wreszcie rozkwitając w pełni wraz z ciężkim westchnięciem. Oczywiście, sam przed chwilą powiedział, że nadszarpnięte nerwy były wynikiem Spalonej Nocy, dlaczego więc nie miałaby spróbować wbić szpilki?