04.08.2025, 14:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2025, 14:25 przez Hannibal Selwyn.)
Jonathan wciąż wydawał się trochę błądzić myślami i Hannibal nadal podejrzewał, że trapiło go coś, czym nie chciał się dzielić z młodszym kuzynem. Miał ochotę powiedzieć, że przeszłe rozczarowania nie muszą kłaść się cieniem na całym życiu, że czasami trzeba się otrzepać, poprawić ubranie, zamówić na tyle mocnego drinka, żeby spłukał niesmak w ustach i ruszyć dalej, zamykając za nieudaną znajomością drzwi w swojej głowie.
Miał też poczucie, że nic, co by powiedział ponaddwukrotnie starszemu od siebie mężczyźnie, nie będzie pomocne.
Milczał więc, póki Jonathan nie powołał się na “Elementarz Dobrego Wychowania”. Niewiarygodne.
Ciekawe, czy piszą tam coś o organizacji wesel, pomyślał, ale trochę zabrakło mu odwagi, by powiedzieć to na głos.
Zamiast tego parsknął śmiechem, słysząc archaiczną propagandę mającą zniechęcić młodzież do dobrej zabawy. Coś takiego mógł wymyślić tylko ktoś bardzo sfrustrowany i pewnie nie cieszący się powodzeniem.
- Ale szanse na stanie się sprawcą, czy ofiarą? Gdyby to była prawda, samych moich randek by wystarczyło, żeby spalić pół miasta! - zachichotał - To chyba jakaś książka z dziewiętnastego wieku!
Randki z mniej niż trzema różnymi osobami, też coś! I co, może jeszcze z przyzwoitką?
Nie miał pojęcia, jak miałaby wyglądać fabuła komedii o mordercy-podpalaczu-podrywaczu, ale na szczęście to nie było jego zmartwienie. To mogłaby być nawet zabawna rola do grania.
Westchnął i zgrabnie podniósł się na nogi. Godzina zwierzeń dobiegła końca, trzeba się było brać do pracy. Zawinął peleryną - nigdy nie przestanie go to bawić. Może, wzorem starszych czarodziejów, powinien zacząć ubierać się w tradycyjne szaty, tylko po to, żeby mogły za nim dramatycznie powiewać? Ech, może za dwadzieścia lat.
- No dobra, to może przelecimy akt trzeci, tam jest konfrontacja Martynki i ducha. Zapraszam na scenę, założę się, że dziewczynki w wieku szkolnym to jeszcze nie grałeś!
Miał też poczucie, że nic, co by powiedział ponaddwukrotnie starszemu od siebie mężczyźnie, nie będzie pomocne.
Milczał więc, póki Jonathan nie powołał się na “Elementarz Dobrego Wychowania”. Niewiarygodne.
Ciekawe, czy piszą tam coś o organizacji wesel, pomyślał, ale trochę zabrakło mu odwagi, by powiedzieć to na głos.
Zamiast tego parsknął śmiechem, słysząc archaiczną propagandę mającą zniechęcić młodzież do dobrej zabawy. Coś takiego mógł wymyślić tylko ktoś bardzo sfrustrowany i pewnie nie cieszący się powodzeniem.
- Ale szanse na stanie się sprawcą, czy ofiarą? Gdyby to była prawda, samych moich randek by wystarczyło, żeby spalić pół miasta! - zachichotał - To chyba jakaś książka z dziewiętnastego wieku!
Randki z mniej niż trzema różnymi osobami, też coś! I co, może jeszcze z przyzwoitką?
Nie miał pojęcia, jak miałaby wyglądać fabuła komedii o mordercy-podpalaczu-podrywaczu, ale na szczęście to nie było jego zmartwienie. To mogłaby być nawet zabawna rola do grania.
Westchnął i zgrabnie podniósł się na nogi. Godzina zwierzeń dobiegła końca, trzeba się było brać do pracy. Zawinął peleryną - nigdy nie przestanie go to bawić. Może, wzorem starszych czarodziejów, powinien zacząć ubierać się w tradycyjne szaty, tylko po to, żeby mogły za nim dramatycznie powiewać? Ech, może za dwadzieścia lat.
- No dobra, to może przelecimy akt trzeci, tam jest konfrontacja Martynki i ducha. Zapraszam na scenę, założę się, że dziewczynki w wieku szkolnym to jeszcze nie grałeś!
Koniec sesji