05.08.2025, 20:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.08.2025, 23:02 przez Mona Rowle.)
Mona parsknęła śmiechem na słowa przyjaciółki. Kobieta, która przez dekadę wolała towarzystwo smoków od ludzi, nie miała problemu ze stwierdzeniem, że jej kuzyn był urodziwym młodzieńcem. „Ciut zawiedzione” to było mało powiedziane zważywszy na to, jaką popularnością cieszył się wśród otoczenia. Na własne oczy przekonała się, że nie brakowało mu ani uwagi, ani adoratorek i… adoratorów.
— Czyli jednak wam w czymś przeszkodziłam? — podniosła jedną brew ciekawie.
Nie chodziło jej o zazdrość, bogowie świadkiem, że nie! Rowle obawiała się, czy jego szlachetna głowa nie spadłaby kiedyś z karku przez czyjąś obsesję i zarówno bardziej niż o serce, martwiła się o jego bezpieczeństwo. Zakochani ludzie bywali niebezpieczni, a Han bywał zbyt piękny, żeby nie wzbudzać obsesji. Czy Robert nie miał podobnego problemu ze swoją byłą żoną?
— Pochwal się lepiej, gdzie ty spałeś! — zawołała prawieże dziecinnie. Cała zabawa toczyła się wokół tego, że Icarus Prewett i tak skończył na kanapie, bo gdzież indziej miałby trafić ten wygnany król bez królestwa? Mona nie chciała nawet marzyć o czymś innym — jej pierwsza i ostatnia miłość spała za ścianą, pod jej dachem. Był tak blisko jej. Niestety, była pomiędzy nimi granica, której żadne z nich z jakiegoś powodu nie chciało przekroczyć: ani przez dumę, ani przyjaźń, wspomnienia.
W myślach natomiast Mona Rowle układała już nekrolog dla całego rodu Selwynów. „Pomarli w milczeniu, bez dziedziców i jednego porządnego romansu. Pomarli jak żyli: z dumą i kijem w dupie.”
Artemis najpierw wspiął się po jej kuzynie. Potem z jeszcze szerszym uśmiechem, Mona przyjęła chłodny dotyk węża. No właśnie, a co z nią? Ona poślubi Artemisa, którego wkrótce ukradnie Tylce.
Było to osobliwe, kiedy chłodne ciało owinęło się wokół jej jedynej prawdziwej ręki. Zwierzak nie sięgnął po zwisającą spod długiego rękawa protezę, wiedząc od razu, co było ludzkie, a co nie.
— Artemisie, jesteś piękny — przemówiła jak do starego kochanka. — O nie, coś jeszcze się stało? Macie taki zawrót głowy przed Ekstazą? — zmarszczyła brwi, odrywając spojrzenie od gada na chwilę. — Aż tak źle, że wolicie moje towarzystwo? Z takim zaproszeniem trudno odmówić — uśmiechnęła się. — Gdzie macie ochotę iść? Skoro macie taki zły dzień, to ja dzisiaj stawiam. Chociaż… Czy Artemis dobrze znosi miejsca publiczne? Powinniśmy iść do lasu! O ugryzieniach też mogę co nieco poopowiadać, doradzić. Jest to na pewno lepsza forma okazywania uczuć niż samobiczowanie się, Han.
Mona nie była normalna.
— Czyli jednak wam w czymś przeszkodziłam? — podniosła jedną brew ciekawie.
Nie chodziło jej o zazdrość, bogowie świadkiem, że nie! Rowle obawiała się, czy jego szlachetna głowa nie spadłaby kiedyś z karku przez czyjąś obsesję i zarówno bardziej niż o serce, martwiła się o jego bezpieczeństwo. Zakochani ludzie bywali niebezpieczni, a Han bywał zbyt piękny, żeby nie wzbudzać obsesji. Czy Robert nie miał podobnego problemu ze swoją byłą żoną?
— Pochwal się lepiej, gdzie ty spałeś! — zawołała prawieże dziecinnie. Cała zabawa toczyła się wokół tego, że Icarus Prewett i tak skończył na kanapie, bo gdzież indziej miałby trafić ten wygnany król bez królestwa? Mona nie chciała nawet marzyć o czymś innym — jej pierwsza i ostatnia miłość spała za ścianą, pod jej dachem. Był tak blisko jej. Niestety, była pomiędzy nimi granica, której żadne z nich z jakiegoś powodu nie chciało przekroczyć: ani przez dumę, ani przyjaźń, wspomnienia.
W myślach natomiast Mona Rowle układała już nekrolog dla całego rodu Selwynów. „Pomarli w milczeniu, bez dziedziców i jednego porządnego romansu. Pomarli jak żyli: z dumą i kijem w dupie.”
Artemis najpierw wspiął się po jej kuzynie. Potem z jeszcze szerszym uśmiechem, Mona przyjęła chłodny dotyk węża. No właśnie, a co z nią? Ona poślubi Artemisa, którego wkrótce ukradnie Tylce.
Było to osobliwe, kiedy chłodne ciało owinęło się wokół jej jedynej prawdziwej ręki. Zwierzak nie sięgnął po zwisającą spod długiego rękawa protezę, wiedząc od razu, co było ludzkie, a co nie.
— Artemisie, jesteś piękny — przemówiła jak do starego kochanka. — O nie, coś jeszcze się stało? Macie taki zawrót głowy przed Ekstazą? — zmarszczyła brwi, odrywając spojrzenie od gada na chwilę. — Aż tak źle, że wolicie moje towarzystwo? Z takim zaproszeniem trudno odmówić — uśmiechnęła się. — Gdzie macie ochotę iść? Skoro macie taki zły dzień, to ja dzisiaj stawiam. Chociaż… Czy Artemis dobrze znosi miejsca publiczne? Powinniśmy iść do lasu! O ugryzieniach też mogę co nieco poopowiadać, doradzić. Jest to na pewno lepsza forma okazywania uczuć niż samobiczowanie się, Han.
Mona nie była normalna.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła