07.08.2025, 22:29 ✶
Nieważne, co by zrobił, Lyssa i tak znalazłaby powód, aby na niego narzekać. Czasami pozostawiał te zaczepki bez komentarza: a nuż jeśli on przestanie grać w jej grę, to się sama znudzi. Czasem gdy dochodził do wniosku, że wcale ta strategia nie ma szansy zadziałać, odpowiadał jej: ostrożną ripostą, wznoszeniem oczu ku niebu, zrezygnowanym kręceniem głową.
Nie schodziła, nie oddawała, nie chciała — samozwańcza pani na jego włościach. I co miał z tym niby zrobić? Jej ojcu przecież nie pójdzie się skarżyć, bo widział, że pod tymi foszkami wcale nie miała złych intencji. Przykładał więc świadomie rękę do dalszego jej rozpuszczania i budowania poczucia, że wszystko jej wolno.
Gdy Lyssa zajęła się rozkładaniem swojego stanowiska widmowidzki, Peregrinus wykorzystał tę chwilę, aby dyskretnie przyjrzeć się ucichłej nagle Scylli i upewnić się, że wszystko z dziewczyną w porządku. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że bardzo się przejął misją zadbania o elegancję powierzoną mu przez Lyssę. Miała wyglądać nieelegancko przed kim konkretnie? Wątpił, aby takie rzeczy interesowały Greyback, a on? On sam miał tego w końcu pilnować. Widział ją już zresztą roztrzepaną i zapłakaną po Beltane; rutynowe widmowidzenie nie mogło mieć potencjału doprowadzenia do gorszego stanu.
— Możesz na mnie liczyć — rzucił niezbyt wiarygodnie zza szarej chmurki papierosowego dymu, gdy zapłonęły świece.
Lyssa pogrążyła się w transie i im dłużej pozostawała nieobecna, tym bardziej się Trelawney niecierpliwił podgryzany niepewnością i moooże odrobiną autentycznej ciekawości tego, jakie newsy miała dla nich Dolohówna. Zgasił papierosa w popielniczce i podszedł bliżej kręgu — tylko trochę, nie na tyle blisko, aby cokolwiek zakłócić. Choć pewnie gdyby Lyssa była tych jego kroków świadoma, cisnęłaby w niego winą za swoją porażkę z dziką satysfakcją.
Ledwie zaczęła wychodzić z transu, już znać było, że coś poszło nie tak. Widząc, że dziewczyna się szarpie, Peregrinus pospiesznie poodsuwał świeczki, w których stronę się przechyliła. Tego jeszcze brakowało, aby się poparzyła przy okazji głupiej zabawy (którą on tak jakby nadzorował… choć z drugiej strony była dorosła?).
— Poleciałaś z wielką gracją — zapewnił, kucając obok Lyssy, gotów pomóc jej się wyprostować, jeśli by tego potrzebowała. — Polać ci herbaty i opowiesz, czego się dowiedziałaś? Czy nic z tego?
Nie schodziła, nie oddawała, nie chciała — samozwańcza pani na jego włościach. I co miał z tym niby zrobić? Jej ojcu przecież nie pójdzie się skarżyć, bo widział, że pod tymi foszkami wcale nie miała złych intencji. Przykładał więc świadomie rękę do dalszego jej rozpuszczania i budowania poczucia, że wszystko jej wolno.
Gdy Lyssa zajęła się rozkładaniem swojego stanowiska widmowidzki, Peregrinus wykorzystał tę chwilę, aby dyskretnie przyjrzeć się ucichłej nagle Scylli i upewnić się, że wszystko z dziewczyną w porządku. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że bardzo się przejął misją zadbania o elegancję powierzoną mu przez Lyssę. Miała wyglądać nieelegancko przed kim konkretnie? Wątpił, aby takie rzeczy interesowały Greyback, a on? On sam miał tego w końcu pilnować. Widział ją już zresztą roztrzepaną i zapłakaną po Beltane; rutynowe widmowidzenie nie mogło mieć potencjału doprowadzenia do gorszego stanu.
— Możesz na mnie liczyć — rzucił niezbyt wiarygodnie zza szarej chmurki papierosowego dymu, gdy zapłonęły świece.
Lyssa pogrążyła się w transie i im dłużej pozostawała nieobecna, tym bardziej się Trelawney niecierpliwił podgryzany niepewnością i moooże odrobiną autentycznej ciekawości tego, jakie newsy miała dla nich Dolohówna. Zgasił papierosa w popielniczce i podszedł bliżej kręgu — tylko trochę, nie na tyle blisko, aby cokolwiek zakłócić. Choć pewnie gdyby Lyssa była tych jego kroków świadoma, cisnęłaby w niego winą za swoją porażkę z dziką satysfakcją.
Ledwie zaczęła wychodzić z transu, już znać było, że coś poszło nie tak. Widząc, że dziewczyna się szarpie, Peregrinus pospiesznie poodsuwał świeczki, w których stronę się przechyliła. Tego jeszcze brakowało, aby się poparzyła przy okazji głupiej zabawy (którą on tak jakby nadzorował… choć z drugiej strony była dorosła?).
— Poleciałaś z wielką gracją — zapewnił, kucając obok Lyssy, gotów pomóc jej się wyprostować, jeśli by tego potrzebowała. — Polać ci herbaty i opowiesz, czego się dowiedziałaś? Czy nic z tego?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie