09.08.2025, 11:54 ✶
Po całym tym przedpołudniowym chaosie, kiedy w końcu udało mi się wyrwać spod kurateli mych własnych i cudzych nerwów, pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, był prysznic. Woda zmyła ze mnie nie tylko brud fizyczny, ale też trochę tamtego ciężaru, który zdawał się przywierać do mojej skóry od samego początku rozmowy. To był konieczny reset - przynajmniej na chwilę. Po wyjściu rzuciłem swoje ciuchy skrzatom do prania, mając nadzieję, że poradzą sobie z tym lepiej niż ja. Oddałem im wszystko, poza skórzanymi buciorami. Chciałem je samodzielnie uratować, przynajmniej spróbować. Próbowałem zmyć plamy ręcznie, użyłem wszystkich dostępnych zaklęć czyszczących, ale nic nie pomogło - ani staranne czyszczenie, ani próby magicznego usunięcia plam. Wszystko na próżno, zapachu wymiocin, które nie wiadomo, co w sobie miały, nie dało się z nich zmyć. Poczucie porażki było tym dotkliwsze, że te buty były dla mnie czymś więcej niż tylko częścią garderoby - to było świadectwo przejść, przypomnienie chwil, a teraz wszystko to przepadło. Cokolwiek jadła Geraldine Yaxley, musiało być piekielnie żrące i mocne - może po prostu dosłownie pluła jadem? - skoro tak bezlitośnie przeżarło materiał i skórę moich traperów. Musiałem się więc pogodzić z faktem, że ta para odeszła na zawsze. Założyłem drugie i ostatnie terenowe buty, które miałem przy sobie. Były gorsze, mniej wygodne, mniej „moje”, ale nie miałem wyboru. Prócz nich, pozostały mi jeszcze tylko klapki, a nogi zaczęły protestować już na samą myśl o kolejnych kilometrach pokonanych w czymś mniej wygodnym, niż buty przeznaczone do wędrówek. To była moja ostatnia alternatywa. Nie byłem zachwycony, ale co miałem zrobić?
Ledwie zdążyłem założyć te mniej lubiane buty, planując wyjść z domu, gdy niespodziewanie znów stanąłem twarzą w twarz ze sprawczynią całego tego zamieszania. Geraldine Yaxley pojawiła się przede mną bez zapowiedzi, zmaterializowała się przed moimi oczami tak niespodziewanie, że przez moment niemal się zmieszałem. Zazwyczaj to ja zaskakiwałem ludzi.
Wzruszyłem ramionami, nie spiesząc się z odpowiedzią. Nie wiedziałem dokąd miałbym z nią iść, nie znałem celu, a ona nawet nie poczuła potrzeby, by to wyjaśnić. Mimo wszystko coś w jej spojrzeniu, w postawie, w obecności broni u jej boku, kazało mi się wyprostować i kiwnąć głową. To była jedna z tych chwil, kiedy po prostu wiedziałem, że mogło się wydarzyć coś, co zasługiwało na uwagę. Była uzbrojona, i to nie dla ozdoby - czyli to miało być coś ciekawego, czego właśnie potrzebowałem.
- M’kay. - Zerknąłem na nią jeszcze raz, starając się wyczytać z jej twarzy choćby cień intencji. Bez wątpienia była osobą, która miała swoje plany i konsekwentnie je realizowała, a teraz wyglądała na bardziej zdecydowaną niż kiedykolwiek. To mi wystarczyło - gestem dłoni dałem jej do zrozumienia, że mogła wyjść pierwsza.
Ledwie zdążyłem założyć te mniej lubiane buty, planując wyjść z domu, gdy niespodziewanie znów stanąłem twarzą w twarz ze sprawczynią całego tego zamieszania. Geraldine Yaxley pojawiła się przede mną bez zapowiedzi, zmaterializowała się przed moimi oczami tak niespodziewanie, że przez moment niemal się zmieszałem. Zazwyczaj to ja zaskakiwałem ludzi.
Wzruszyłem ramionami, nie spiesząc się z odpowiedzią. Nie wiedziałem dokąd miałbym z nią iść, nie znałem celu, a ona nawet nie poczuła potrzeby, by to wyjaśnić. Mimo wszystko coś w jej spojrzeniu, w postawie, w obecności broni u jej boku, kazało mi się wyprostować i kiwnąć głową. To była jedna z tych chwil, kiedy po prostu wiedziałem, że mogło się wydarzyć coś, co zasługiwało na uwagę. Była uzbrojona, i to nie dla ozdoby - czyli to miało być coś ciekawego, czego właśnie potrzebowałem.
- M’kay. - Zerknąłem na nią jeszcze raz, starając się wyczytać z jej twarzy choćby cień intencji. Bez wątpienia była osobą, która miała swoje plany i konsekwentnie je realizowała, a teraz wyglądała na bardziej zdecydowaną niż kiedykolwiek. To mi wystarczyło - gestem dłoni dałem jej do zrozumienia, że mogła wyjść pierwsza.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)