09.08.2025, 16:22 ✶
Nie był Peregrinus zadowolony, że Basilius nie chce brać od niego za pracę pieniędzy — niezależnie od tego, jak szlachetna czy prosta by dla niego ta praca nie była, pozostawała pracą. Należało się tego jednak spodziewać; tak to zwykle działało w koleżeństwie, że przysługę odpłacało się przysługą. I Trelawney nigdy nie wziąłby od Basila pieniędzy za wyliczenie kosmogramu czy interpretację tarota.
— Czym zaszli ci za skórę? — zapytał, wyciągając z szafki chłodzącej dwie butelki jasnego pszenicznego piwa kraftowego marki Browar Nostradamus (można je zamówić bardzo drogo w Rejwachu, polecam, już od połowy września również z dowozem). — Swoją drogą, sprawdzałem ostatnio, czy dobrze wydrukowali rubrykę Dolohova w Czarownicy, i natknąłem się na twoje ogłoszenie. — Uśmiechnął się, dając znać, że domyśla się, iż to nie sprawka Basila, więc nie traktuje sprawy poważnie. — Następnym razem gdy zainteresujesz się wybieraniem kobiety, rekomendowałbym wizytę w Prawach Czasu. Dyskretniejsza porada, dedykowana. I na koszt firmy oczywiście. — Otworzył piwo i zasiadł w końcu przy stole, stawiając w zasięgu ręki dwa wysokie, smukłe kufle, na wypadek gdyby Basilius wolał nie pić z gwinta, a biesiadować w cywilizowany sposób. — Dostałeś coś… wesołego? O obiecujące nawet nie pytam.
Choroba Aurory Trelawney regularnie czerpała siły mentalne, fizyczne i finansowe Peregrinusa, ale po tylu latach zmagania się z tym nie mógł chodzić bezustannie zalany łzami. Musiał jakoś zbudować wokół tego codzienność. Widać było jednak wyraźnie różnicę, jaka zaszła w nim w ostatnich latach. Ten ciężar mocno go postarzał. Z młodego, pełnego zapału i ambicji podróżnika-badacza, który z pasją opowiadał o swoich wyjazdach i projektach, przerodził się w melancholijnego, wiecznie zmęczonego wróżbitę ze zgaszoną aurą.
— Mogłem sprowadzić uzdrowiciela, który był dziś w pracy — zauważył, bo Basilius wyglądał na nie mniej zmęczonego od niego. W twarzy mężczyzny przed sobą mógł przeglądać się poniekąd jak w zwierciadle: ta sama bladość, udręczenie… fryzura. — Byłeś w ogóle w tym roku na urlopie? Mam na myśli wypoczynkowy — podkreślił — bo wybacz, ale dziś nie wyglądasz jak ktoś po dwóch tygodniach beztroskiego wdychania śródziemnomorskiej bryzy.
Atmosfera czczej pogadanki opadła nieco, gdy Basilius powrócił do tematu matki. Peregrinus umilkł na chwilę, nie znajdując od razu odpowiedzi. Wypił piwa, obrócił w rękach talię, jakby obracał wraz z nią ów problem. Mógłby wyjąć dowolną kartę, aby pomogła mu podjąć właściwą decyzję; w klasycznych kartach można było czytać niemal równie klarownie co w tarocie. Tyle że on nie chciał poznać właściwej decyzji, bo mogłoby się okazać, że to nie ta, którą ze wstydem, ale bardzo chciał podjąć.
— Myślisz, że tak będzie najlepiej? — Wiedział, że dostanie od niego rozgrzeszenie. Westchnął. Kilka dni… to nie było dużo. — Gdybyś rano podesłał mi skierowanie do Lecznicy… odstawię ją. Na kilka dni.
— Czym zaszli ci za skórę? — zapytał, wyciągając z szafki chłodzącej dwie butelki jasnego pszenicznego piwa kraftowego marki Browar Nostradamus (można je zamówić bardzo drogo w Rejwachu, polecam, już od połowy września również z dowozem). — Swoją drogą, sprawdzałem ostatnio, czy dobrze wydrukowali rubrykę Dolohova w Czarownicy, i natknąłem się na twoje ogłoszenie. — Uśmiechnął się, dając znać, że domyśla się, iż to nie sprawka Basila, więc nie traktuje sprawy poważnie. — Następnym razem gdy zainteresujesz się wybieraniem kobiety, rekomendowałbym wizytę w Prawach Czasu. Dyskretniejsza porada, dedykowana. I na koszt firmy oczywiście. — Otworzył piwo i zasiadł w końcu przy stole, stawiając w zasięgu ręki dwa wysokie, smukłe kufle, na wypadek gdyby Basilius wolał nie pić z gwinta, a biesiadować w cywilizowany sposób. — Dostałeś coś… wesołego? O obiecujące nawet nie pytam.
Choroba Aurory Trelawney regularnie czerpała siły mentalne, fizyczne i finansowe Peregrinusa, ale po tylu latach zmagania się z tym nie mógł chodzić bezustannie zalany łzami. Musiał jakoś zbudować wokół tego codzienność. Widać było jednak wyraźnie różnicę, jaka zaszła w nim w ostatnich latach. Ten ciężar mocno go postarzał. Z młodego, pełnego zapału i ambicji podróżnika-badacza, który z pasją opowiadał o swoich wyjazdach i projektach, przerodził się w melancholijnego, wiecznie zmęczonego wróżbitę ze zgaszoną aurą.
— Mogłem sprowadzić uzdrowiciela, który był dziś w pracy — zauważył, bo Basilius wyglądał na nie mniej zmęczonego od niego. W twarzy mężczyzny przed sobą mógł przeglądać się poniekąd jak w zwierciadle: ta sama bladość, udręczenie… fryzura. — Byłeś w ogóle w tym roku na urlopie? Mam na myśli wypoczynkowy — podkreślił — bo wybacz, ale dziś nie wyglądasz jak ktoś po dwóch tygodniach beztroskiego wdychania śródziemnomorskiej bryzy.
Atmosfera czczej pogadanki opadła nieco, gdy Basilius powrócił do tematu matki. Peregrinus umilkł na chwilę, nie znajdując od razu odpowiedzi. Wypił piwa, obrócił w rękach talię, jakby obracał wraz z nią ów problem. Mógłby wyjąć dowolną kartę, aby pomogła mu podjąć właściwą decyzję; w klasycznych kartach można było czytać niemal równie klarownie co w tarocie. Tyle że on nie chciał poznać właściwej decyzji, bo mogłoby się okazać, że to nie ta, którą ze wstydem, ale bardzo chciał podjąć.
— Myślisz, że tak będzie najlepiej? — Wiedział, że dostanie od niego rozgrzeszenie. Westchnął. Kilka dni… to nie było dużo. — Gdybyś rano podesłał mi skierowanie do Lecznicy… odstawię ją. Na kilka dni.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie