• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[14.09] O czym milczy twoja knieja?

[14.09] O czym milczy twoja knieja?
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#10
10.08.2025, 01:05  ✶  

Jeśli wkroczysz między sępy, dziel jak one trupie strzępy.


A jeśli Helloise nie chciała wpadać im pod dzioby, unikać łapczywych ślepi, nie powinna wychodzić nocą naprzeciw ogniu. Bo wystarczyło, że dostrzegł ją raz. Nie musieli ze sobą rozmawiać, nie musieli wymienić nawet drobnego spojrzenia. Bo tak się już sprawy miały w tej trupiej partyzantce. Należało łapać wszystkie momenty i na ich podstawie stwarzać możliwie jak najwięcej okazji. I szczerze powiedziawszy Rowle był w liście wymijający tak bardzo jak tylko mógł, nie dając żadnej odpowiedzi, a fragment o kurzej chatce potraktował jak drwiny. Więc nadużycie jego postaci i wplątanie go w ten śmierciozerczy mezalians było jak najbardziej na miejscu. Delikatna złośliwość za jego celowe utrudnianie w namierzeniu Gospodyni. Oczywistym, że nie przyznał jej od początku tego, że jej kompan krył ją przed zwierzchnikiem, bo Draconis tylko by na tym zyskał. No i kim on mieniłby się w jej oczach mówiąc, że odnalazł ją pomimo tego, że komuś jej bliskiemu bardzo zależało na tym, aby tak się nie stało.

Ale zależało mu na czymś więcej niż na wpisanie na listę kontaktów kolejnego, przydatnego wyrobnika. Gdyby tylko tego chciał, wymusiłby posłuszeństwo na młodszym Rowlu i wysłałby go jeszcze raz do swojej ażurowej panienki z rozkazem na głowie. Jednak ubzdurał sobie, że będzie inny, niż stara gwardia i nie będzie wysługiwał się wiecznie nieswoimi rękoma. Że sam przekona tych, których potrzebował do sprawy, by i oni znaleźli swój cel w tym co uważał za najważniejszy porządek świata. Że dopiero kiedy wystawi się na próbę i spojrzy na wojnę z perspektywy tych wszystkich których pragnął zaciągnąć stanie się kompletny w tym wszystkim. Bo wierzyć w coś to jedno, ale sprawić, żeby inni dostrzegli w tym odbicie tego co uważali za prawdę i postanowili dołożyć swoją cegłę, to zupełnie coś innego. Nie był też krystalicznym apologetom, tam gdzie warunki na to pozwalały używał przemocy i gróźb, a raczej tam, gdzie empiria dostarczała najwięcej ekscytacji. I w nosie miał z jakiego rodu była, czy tatko bardzo złości się, że niedopełnia powinności panienki z własnym herbem. I nawet jeśli za czyimś pośrednictwem, nie uznawał jej za jakąś subpersonę, wibrowała we własnym otoczeniu. Być może nieco zdziczałą, lekko odklejoną, ale samodzielną, żyjącej we własnej stratosferze na własnych zasadach i warunkach.

Ale poznać mógł ją dopiero kiedy emocje wezmą górę. Przez moment odsłoniła się, przynajmniej w jego percepcji. Była sobą, była zgodna z własną naturą. I tylko parszywy cynik jego pokroju widział w tym okazje, by wyprowadzić ją z równowagi. Tak by grzeczność odstawiła na bok i przyznała się w oskarżających słowach co najbardziej ją dotyka, co najbardziej jej zależy. Nie znał jej, ona nie znała jego, ale właśnie się czegoś o sobie dowiedzieli. Nie będzie kłamał, że miał w planie te rozbrajającą szczerość. Całe lato ukrywał jak tylko mógł swoje wynaturzenie, a teraz w jednej chwili przyznał się do najcięższych win na sumieniu. Przyznał się jakby butelkowa zieleń jej sukni była adwokacką togą, stojącą w obronie lasu, polany i wszystkiego co święte na tej ziemi. I jedyne co poczuł to ulgę. Nie wstyd, nie kujące zażenowanie ani dobijającą słabość. Spokój. A może tylko jego złudny okruch. Nie miało to teraz większego znaczenia.

- Ty m-mi powiedz... - przerwał nieskontrolowanym westchnięciem. Zdążył już zapomnieć jakie to uczucie. Ciepło ludzkiego ciała. Tak oczywiste, tak trywialne, a jednak przez niego zapomniane. Nie spodziewał się, że aż tak mogło mu tego brakować. Najzwyklejszy dotyk, być może odrobinę rozgrzanej dłoni od pracy rękoma. Ogrzewał się od jej dotyku, promienie słońca, które leczą. Zamknął oczy mimowolnie, oddychał głośno i głęboko, a powietrze świszczało w jego płucach. Jakby dziki zwierz, który po raz pierwszy odkrył, że ludzka dłoń nie tylko karci i odpędza, ale karmi i łagodzi instynkt. Moment wytchnienia od własnej energii, tego co powinno dawać mu siłę, tego co zamiary przemienia na czyny. Dopiero kiedy wspomnienia o zwyczajności powróciły, przeszły od piersi przez obojczyk i szyję, na ramiona w górę na czubek głowy i w dół po kręgosłupie zrozumiał jak bardzo jest chory. Że nawet próbując skłamać, że nie ma własnej woli, tak naprawdę był szczery jak rzadko. Nie miał wybory, nie miał własnej ścieżki. Odkąd stał się tym bluźnierczym tworem niestworzonego mariażu Limba ze światem żywych, mógł jedynie wypełniać obowiązki. Bo zginie jeśli odwróci się od mistrza. Nikt inny nie zdoła zatrzymać tykającego nad jego Zimną duszą zegarka odliczającego czas do Samhain. Tak jak powiedziała mu inna Gospodyni, z tego drugiego, mniej gościnnego lasu.

On też już zamilkł i nie mówił nic więcej. Jakby najdrobniejsze słowo miało przerwać ten kojący moment. Jednak był to tylko moment. Bo to przeklęte Zimno nie dało się uciszyć. W końcu i jej palce stały się zimne jak on, a wszystko na nowo przybrało te same chłodne barwy. I ujrzał się w tej niezręcznej pozie. Z odkrytym torsem, całkiem otwarty przed nią ze swoimi zmartwieniami, wewnętrznie krwawiąc jak harakiri. Nie mógł sobie pozwolić na słabości, nie było go na to stać. Nie musiał jednak reagować intuicyjnie reagować wycofaniem, bo kompletnie coś innego przykuło ich uwagę. Niemalże jednocześnie zorientowali się, że nie są już sami pod koroną dębu, na leśnej ściółce. Chociaż być może ona odrobinę wcześniej wyczuła ten otulający ich chłód. Los musiał mieć z niego tyle nieposkromionej radości, że ze śmiechu poopuszczały zwieracze. Bo zimny prysznic moczu, który miał mu do zaoferowania zgasił wszystkie jego płomienne oświadczenia sprzed kilku chwil. Może i nie bał się końca istnienia, bo widział na własne oczy jak wygląda koniec każdej duszy. Śmierci za to bał się jak każda żyjąca istota z instynktem. Zagrożenie, którego nigdy wcześniej nie odczuwał. Coś ukrywającego się cieniach liści, coś potwornego i śmiertelnego zaglądało do jego wnętrza. Chciało coś więcej, niż tylko krzywdy, chciało wydrzeć z niego to co miał ukryte w środku. Czuł to bardzo wyraźnie. Zbyt wyraźnie.

Helloise miała lepsze instynkty, niż on, bo zrobiła w pierwszym odruchu to co było najmądrzejsze. On najpierw wychylił się do przodu, jakby chcąc zasłonić Gospodynię własnym, odsłoniętym ramieniem. Bo czuł, że to co po nich wyciągało mgliste łapska przyszło po niego, a nie po nią. Że winien jej jest chronić własnym głupim łbem, za ten moment człowieczeństwa, którym go obdarowała. Bo tam gdzieś pomiędzy milczącym odgadywaniem, a szczerym gestem, czuł że miała garść zrozumienia do tego jaką drogę przyszło mu przejść i o czym jego oczom było zabronione opowiadać światu. Otrzeźwienie przyszło dopiero, jak poczuł uciekający za nim pęd wiatru. Nie zamierzał niczemu oddawać ani kropli krwi, ani grama bólu. Pora była uciekać. Nogi miały biec, ale ręce mogły się w ostateczności jeszcze bronić. Chwycił za kieszeń gdzie miała być różdżka i w tym samym momencie przypomniał sobie jak przecież nie dalej jak kilka minut temu odrzucił ją na ziemie. Zapewne kolejna salwa śmiechu rozległa się na trybunach oglądających jego fortunę losu. Schylił się, żeby ją podnieść. Za to całkowicie olał swoją kurtkę jak i miotłę. Czym prędzej pognał śladami Helloise, bo co innego miał zrobić? Ona najlepiej znała ten las i wiedziała, dokąd zbiec, żeby uciec od zagrożenia. Na szczęście był nieco bardziej zwinny i dogonił ją w kilkunastu następnych metrach ucieczki. Tylko raz spojrzał się za siebie, bo na więcej nie pozwoliły mu już twarde gałęzie i wysokie trawy. Nie przejmował się tym, że dzika roślinność rani jego skórę i nacina niczym nieosłonięty tors. Myślał tylko o tym, żeby nie dać zajrzeć temu czemuś sobie do środka. Wbiegł za nią na podwórko i zrozumiał, że Levi wcale nie żartował sobie z niego, a domek na kurzej łapie naprawdę istniał. Zdążył wyrzucić tylko ledwo słyszalne pod nosem “co do kurwy”. Podbiegł do schronienia bliżej, a pod ciężkimi butami trzeszczało szkło, pozbijane resztki wszystkich śmieci z okolicy. Nawet nie przyglądał się uważnie całemu wystrojowi, które dodawało wcale nie mniej dziwactwa i szaleństwa do scenerii jej domostwa. I jak niby mają teraz wejść do środka, na górę? A ona jeszcze co robi? Tańczy do cholery? Rozejrzał się jeszcze za nimi z różdżką wycelowaną w miejsce skąd przybiegli. Jakby miało to jakoś ich ochronić, mimo wszystko bez walki i tak by się nie poddał. Już miał krzyczeć na nią, z bluzgiem popędzić, albo wrzasnąć cokolwiek co da mu jakieś odpowiedzi na to co się teraz działo. Ale kurza nóżka uchyliła się dając możliwość wejścia do środka.

Wbiegł zaraz po niej, trzaskając za sobą głośno drzwiami. Momentalnie przylgnął do nich plecami z zamiarem blokowania wejścia wszystkiemu co chciałoby się wedrzeć do środka. Co było ruchem o wielkiej wierze, bo cały domek nie wyglądał jak najpotężniejsza forteca. Nietrudno było się tutaj doliczyć desek, które nadawały się już do wymiany. Okiennice też raczej, jeśli chroniły to tylko przed lekkim wiatrem i przed deszczem. Przywarł do drzwi, odchylając głowę do tyłu i przyciskając zaciśniętą w obu rękach różdżkę, zaklinał pod nosem, że już nigdy w życiu, nigdy i przenigdy nie odrzuci własnej różdżki w tak głupi sposób. Potem nogi zaczęły drżeć też pod nim. Zjechał sztywnymi plecami do podłogi, łapczywie chwytając w płuca każdy możliwy oddech. - To, tam, tak, e-e-e... - bełkotał niezrozumiale, chcąc coś powiedzieć, ale przerażone myśli uciekały, nie dając się złapać. Złapał się za drżącą grdykę, czując jak puls rozrywa mu tętnice w szyi. Ręce też mu drżały, tak że nie dałby rady rzucić żadnego zaklęcia. - To coś... Nie było tego tam gdzie byliśmy. Ono chciało mnie. Od środka. Wyrzucił z siebie, być może do niej, być może żeby utrwalić w przekonaniu sam siebie. Że to co czuł wcale mu się nie wydawało, że nie opętał go tak przeraźliwy strach bez powodu. Być może to co powiedział w całej jego zuchwałości sprowokowało licho do utarcia mu nosa. Nie było przypadków, tylko wskazówki. Był kłamcą, ale nawet jeśli bardzo by tego chciał to nie potrafił ukryć przerażonego spojrzenia, które błądziło po pomieszczeniu, a on siedząc na podłodze pod drzwiami, czuł się jakby ledwo uszedł z życiem, nawet nie widząc co takiego chciało dobrać się do jego energii. - Masz coś mocniejszego? Zszargane nerwy najlepiej leczyło się alkoholem, racja?


« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (243), Helloise Rowle (10537), Louvain Lestrange (10463)




Wiadomości w tym wątku
[14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 22.07.2025, 20:34
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 23.07.2025, 09:15
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 27.07.2025, 20:38
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 28.07.2025, 10:10
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 03.08.2025, 01:52
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 03.08.2025, 17:11
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 03.08.2025, 22:10
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Eutierria - 05.08.2025, 11:34
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 06.08.2025, 22:49
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 10.08.2025, 01:05
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 17.08.2025, 01:29
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 05.09.2025, 01:18
RE: [11.09.72] Teatr dla gojów - przez Helloise Rowle - 10.09.2025, 15:46
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 22.09.2025, 00:10
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 28.09.2025, 23:13
RE: [14.09] O czym milczy twoja stara? - przez Louvain Lestrange - 29.09.2025, 10:24
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 21.10.2025, 00:40
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 28.10.2025, 12:55
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 29.10.2025, 01:30
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 30.10.2025, 00:41
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 19.11.2025, 01:16
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Louvain Lestrange - 07.01.2026, 20:23
RE: [14.09] O czym milczy twoja knieja? - przez Helloise Rowle - 27.01.2026, 22:52

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa