10.08.2025, 09:29 ✶
Postarał się uspokoić. Na jego języku wciąż błądził smak whisky i to na nim się skupił. Marnował całkiem niezły trunek na tą noc, ale nie było rady. Gorzej, że... wiedział, że to nie było w porządku. Pal licho jego samego, bo tego Icarus specjalnie nie lubił. Chodziło o resztę. O Basila, nawet jeśli był, jaki był. No i o Electrę. O jego małą siostrzyczkę, która cierpiała na tym całym zamieszaniu. Nie powinni byli się kłócić. Wiedział o tym. Tyle, że... ten dom... wzmagał w nim coś dziwnego. Nieuzasadniony strach, a ten powodował złość, bo przecież jak inaczej zasłonić sobie fakt, że lęk człowieka osłabiał? Uwrażliwał na ciosy?
— Było tak, gdy tu przyszliśmy, ale... byliśmy w okolicy. Na Horyzontalnej latało tyle ludzi, przewinęli się na pewno ci groźni. Nie wiem, czy nasz dom był na ich specjalnym celowniku. Wątpię. Ale nie zmienia to faktu, że coś wdarło się tutaj i nie chce wyjść — w ostatnich słowach głos mu się jakby załamał. Jakby pękał wewnątrz. Co za głupota... Już był w kawałach, po prostu wcześniej posklejał je chyba na błoto lub ślinę. A może lepszą metaforą był domek z kart? Tak łatwo było go zrujnować. Mógł to zrobić nawet powiew powietrza. —Poza sadzą jest tu coś jeszcze. Nie wiem, co dokładnie, bo z Ellie nic nie znaleźliśmy, ale... Basilu, nie czujesz się tu obserwowany? Nie czujesz, jakby ktoś miał zaraz położyć blade dłonie na twojej szyi? — spytał, a łzy lśniły w jego oczach.
Nie mógł dłużej tego wytrzymać. Musiał stąd wyjść, zobaczyć się z Mo. Upewnić się, że nic jej nie jest. Bo gdyby umarła... Icarus by nie wybaczył sobie, że ją zostawił. No i... poza rodzeństwem, które i tak by sobie poradziło, nie byłoby dla kogo walczyć. Dla kogo trwać w tym paskudnym świecie.
Zabrał swój zestaw do eliksirów ze stolika. Uznał, że woli wiedzieć niż nie wiedzieć.
— Muszę sprawdzić, jak z Moną. Ktoś idzie ze mną? — spytał rodzeństwa. Tak naprawdę nie spodziewał się, że Basil z nim pójdzie. Nie zdziwiłby się, gdyby Electra też nie chciała. Choć może ze względu na Monę?
— Było tak, gdy tu przyszliśmy, ale... byliśmy w okolicy. Na Horyzontalnej latało tyle ludzi, przewinęli się na pewno ci groźni. Nie wiem, czy nasz dom był na ich specjalnym celowniku. Wątpię. Ale nie zmienia to faktu, że coś wdarło się tutaj i nie chce wyjść — w ostatnich słowach głos mu się jakby załamał. Jakby pękał wewnątrz. Co za głupota... Już był w kawałach, po prostu wcześniej posklejał je chyba na błoto lub ślinę. A może lepszą metaforą był domek z kart? Tak łatwo było go zrujnować. Mógł to zrobić nawet powiew powietrza. —Poza sadzą jest tu coś jeszcze. Nie wiem, co dokładnie, bo z Ellie nic nie znaleźliśmy, ale... Basilu, nie czujesz się tu obserwowany? Nie czujesz, jakby ktoś miał zaraz położyć blade dłonie na twojej szyi? — spytał, a łzy lśniły w jego oczach.
Nie mógł dłużej tego wytrzymać. Musiał stąd wyjść, zobaczyć się z Mo. Upewnić się, że nic jej nie jest. Bo gdyby umarła... Icarus by nie wybaczył sobie, że ją zostawił. No i... poza rodzeństwem, które i tak by sobie poradziło, nie byłoby dla kogo walczyć. Dla kogo trwać w tym paskudnym świecie.
Zabrał swój zestaw do eliksirów ze stolika. Uznał, że woli wiedzieć niż nie wiedzieć.
— Muszę sprawdzić, jak z Moną. Ktoś idzie ze mną? — spytał rodzeństwa. Tak naprawdę nie spodziewał się, że Basil z nim pójdzie. Nie zdziwiłby się, gdyby Electra też nie chciała. Choć może ze względu na Monę?