10.08.2025, 20:48 ✶
Byli obaj z Icarusem przemądrzałymi, wkurzającymi nerdami — to był fakt. Przypisy w ich wypracowaniach, zwykłych szkolnych zadaniach, nie pracach akademickich, były nadgorliwością. Kto nie poznał jednak słodkiego smaku konstruowania zadania na lekcje historii magii z zaangażowaniem takim, jakby konstruowało się poważną naukową rozprawę, ten nie powinien oceniać. Te zmarnowane na studiowanie tematu godziny (tymczasem wszystkie wymagane informacje znajdowały się w podstawowym podręczniku), te cytowania mądrych głów, rozszerzanie i niuansowanie tematu pracy. Jak powiedział profesor XY w swoim wykładzie z dnia YZ rzucone niby niedbale między wiersze, jakby się wszystkie te wykłady pilnie studiowało… Niechże i mają ich za przemądrzałych, bo w odwecie Peregrinus Trelawney uwielbiał wprost myśleć o tych, których nie lubił, jako o skończonych kretynach.
— Wiem, wiem, co czujesz. — Pokiwał głową, wymieniając z Icarusem spojrzenia pełne zrozumienia. — Umiera na naszych oczach kultura umysłowa. Celebruje się lenistwo. Mało komu dziś się chce sięgnąć po materiały wymagające minimalnego wysiłku — powiedział to pół żartem, pół serio. Ewidentnie celowo przedramatyzował tę wypowiedź, lecz w głębi serca… dokładnie tak w tamtych czasach myślał. — Korzystam na całego z mojego przywileju marudzenia, na wypadek gdybym miał go stracić — wyjaśnił zaraz, gdy Mona zaproponowała ten zatrważający zakład.
Trelawney odebrał swoje karty i umościł się wygodniej na kocu, krzyżując nogi, gotów do karcianego wyzwania. Już analizował sobie, co też mógłby z ręki wyłożyć, gdy Mona zgłosiła brak gotowości. Uniósł na dziewczynę wzrok znad kart. Serio?, zdawał się mówić.
— Widzisz, to się właśnie dzieje z nietrenowanym umysłem. Rozpływa się. — Sięgnął po jedną z zaczarowanych butelek piwa, które mimo upału nie puszczały chłodu, dzięki czemu mogli się cieszyć przyjemną temperaturą napojów. — Zobacz, czy masz jakieś karty jednego koloru, które można ułożyć po sobie. Wiesz, na przykład dziesiątka kier, walet kier, dama kier — instruował, otwierając piwo dla siebie, po czym zaoferował po jednym również towarzyszom nastoletniego występku.
— Wiem, wiem, co czujesz. — Pokiwał głową, wymieniając z Icarusem spojrzenia pełne zrozumienia. — Umiera na naszych oczach kultura umysłowa. Celebruje się lenistwo. Mało komu dziś się chce sięgnąć po materiały wymagające minimalnego wysiłku — powiedział to pół żartem, pół serio. Ewidentnie celowo przedramatyzował tę wypowiedź, lecz w głębi serca… dokładnie tak w tamtych czasach myślał. — Korzystam na całego z mojego przywileju marudzenia, na wypadek gdybym miał go stracić — wyjaśnił zaraz, gdy Mona zaproponowała ten zatrważający zakład.
Trelawney odebrał swoje karty i umościł się wygodniej na kocu, krzyżując nogi, gotów do karcianego wyzwania. Już analizował sobie, co też mógłby z ręki wyłożyć, gdy Mona zgłosiła brak gotowości. Uniósł na dziewczynę wzrok znad kart. Serio?, zdawał się mówić.
— Widzisz, to się właśnie dzieje z nietrenowanym umysłem. Rozpływa się. — Sięgnął po jedną z zaczarowanych butelek piwa, które mimo upału nie puszczały chłodu, dzięki czemu mogli się cieszyć przyjemną temperaturą napojów. — Zobacz, czy masz jakieś karty jednego koloru, które można ułożyć po sobie. Wiesz, na przykład dziesiątka kier, walet kier, dama kier — instruował, otwierając piwo dla siebie, po czym zaoferował po jednym również towarzyszom nastoletniego występku.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie