• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy

[13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#15
11.08.2025, 17:08  ✶  
Ruszyłem w stronę rezydencji, kiedy tylko pomogłem jej podnieść się z ziemi. Nie było we mnie przesadnej troskliwości, nie miałem zamiaru obchodzić się z nią jak z porcelanową figurką, ale nie widziałem też powodu, by zostawiać ją samą w tej niewygodnej pozycji, skoro mogłem podać rękę i załatwić sprawę w kilka sekund. Pochwyciłem jej spojrzenie na moment, nim zacząłem stawiać długie kroki, słuchając tego, co miała mi do powiedzenia. Jej ton brzmiał nieco lżej, niż mógłbym się spodziewać, z nutą tej specyficznej ironii, którą ona również najwyraźniej potrafiła się posługiwać, gdy temat stawał się niewygodny, ale nie na tyle, żeby chciała go uciąć. Prychnąłem pod nosem - to był odruchowo wydany odgłos, w którym rozgoryczenie bez dwóch zdań mieszało się z rozbawieniem - nie zamierzałem jednak od razu odpowiadać. Wpierw spojrzałem na nią otwarcie, niemal bezczelnie, z dostrzegalnym błyskiem w oku, pozwalając, by cisza między nami przeciągnęła się na kilka kroków. Jeszcze chwilę szliśmy w milczeniu, aż pokręciłem głową z czymś na kształt kąśliwego uśmiechu, który sam w sobie był już odpowiedzią na jej wcześniejsze słowa.
- Około dwudziestu osób, tak szacunkowo. - Rzuciłem w końcu, z namysłem, jakbym naprawdę starał się to przeliczyć, ale zaraz potem machnąłem dłonią, robiąc z tego detal bez znaczenia. Ton miałem niemal konwersacyjny, jakbym opowiadał o czymś dawno minionym, co już nie miało mocy mnie ranić, chociaż echo tamtej historii nadal gdzieś się tliło, choćby pod postacią konsekwencji podjętych wtedy decyzji. - Znaczną część s nich s pewnością znasz. - Oznajmiłem wprost, nad wyraz swobodnie - jednocześnie posłałem jej spojrzenie tak otwarte, że można było je uznać za chamskie, szczególnie że nie siliłem się na łagodzenie tonu. Spojrzałem przed siebie, przypominając sobie tamten czas, który nie miał w sobie nic z romantycznych historii opowiadanych przy kominku. - Dziewiętnastoletniemu smalkaczowi laszej nie plędko do szeniaczki z powodu szaliwej miłości. - Słowa zabrzmiały swobodnie, może nawet zbyt swobodnie, biorąc pod uwagę, że dotyczyło to nieco drażliwego tematu, ale mówiłem je z pewną autoironią, która, jak sądziłem, była wyczuwalna. Nie lubiłem mijać się z prawdą, szczególnie w rozmowach, w których druga strona raczej jej oczekiwała. - Oszeniłem szię s mugolaczką s tego plostego powodu, sze zaszła w ciąszę. - Przypomniałem, prosto z mostu, jakby to była anegdota dotycząca kogoś innego. Wiedziałem, że podobne wyznania w niektórych kręgach uchodziły za niepotrzebnie otwarte, mnie to jednak nigdy szczególnie nie obchodziło - mówiłem to, co uważałem za warte powiedzenia. Nie było w tym jednak ani odrobiny chęci moralizowania. Pokręciłem głową z czymś, co pewnie można by uznać za kąśliwość, chociaż dla mnie samego była to raczej mieszanina ironii i nieco cierpkiej szczerości - to była historia, której nigdy nie próbowałem podkolorować. - Byliśmy w obcym klaju, nie miała matki, babki, ciotki, nikogo. Tylko mnie. Polegaliśmy wyłącznie na sobie. - Ciągnąłem dalej, już mniej dla efektu, a bardziej, by zamknąć wątek, nie zmieniając lekkiego, niemal niedbałego tonu, chociaż wiedziałem, że treść moich słów niosła ciężar, który powinien wymagać powagi. - Więc, wiesz mi, mam więcej plaktycznego doświadczenia w takich... Dolegliwościach nisz większość tu zeblanych. - Nie brzmiało to jak przechwałka, raczej jak sucha konstatacja faktu. Słowo „dolegliwości” wypowiedziałem z lekkim przekąsem, chociaż wciąż bez żadnego prawdziwego osądu. W moim tonie pobrzmiewało raczej wspomnienie tamtego okresu - niełatwego, ale przeżytego bez dramatów większych niż te, które i tak przyszły później. Uniosłem nieco podbródek, kontynuując swobodnie. - Nie będę ci mówił, co masz, a czego nie masz lobiś. - Wzruszyłem ramionami, spoglądając przed siebie. - Nie jestem twoją męską koleszanką, wujkiem doblą ladą, ani tym balsiej nie zamieszam wtrącaś szię w nieswoje splawy. - Nie czułem się w obowiązku regulować jej planów, choć nie zamierzałem też udawać, że całkiem mnie one nie obchodzą. Wiedziałem, że w tym świecie wielu uznałoby inaczej, i dla nich wszystko, co dotyczyło młodych kobiet w rodzinie, z definicji było „sprawą” każdego starszego krewnego, mnie to nie interesowało - nie w takim sensie, nie zamierzałem jej prowadzić za rękę ani stawiać granic w jej imieniu, ale równie dobrze wiedziałem, że jeśli miałem wybór między obojętnością wobec ludzi, którym nie życzyłem źle a wyrażeniem własnego zdania, zawsze wybierałem to drugie.
- Ale mosze powinnaś kogoś tam posłaś. - Rzuciłem okiem w bok, ku niej. - Albo chociasz nie iść zupełnie sama. - Powiedziałem to bez udawanej troski, raczej rzeczowo, jak ktoś, kto zbyt wiele razy widział, jak proste czynności komplikują się, gdy zabraknie wsparcia moralnego czy pomocnej dłoni. Nie czekałem na jej natychmiastową odpowiedź - szedłem dalej w stronę drzwi rezydencji, pozwalając, by sama zadecydowała, czy moja uwaga była dla niej czymś wartym przemyślenia, czy jedynie jedną z wielu, które miała dzisiaj usłyszeć. W powietrzu wciąż unosił się zapach wilgoci po porannym deszczu, a od kamiennej fasady biło znajome ciepło, obiecujące schronienie przed chłodem, który niepostrzeżenie nadciągał wraz z wieczorem. Całe szczęście - jeszcze odległym.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3520), Geraldine Greengrass-Yaxley (3647), Pan Losu (29)




Wiadomości w tym wątku
[13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.08.2025, 22:41
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 09.08.2025, 11:54
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.08.2025, 08:12
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 10.08.2025, 15:31
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Pan Losu - 10.08.2025, 15:31
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.08.2025, 16:15
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 10.08.2025, 19:35
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.08.2025, 21:10
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 11.08.2025, 07:12
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.08.2025, 09:16
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 11.08.2025, 10:59
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.08.2025, 11:43
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 11.08.2025, 13:50
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.08.2025, 14:49
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Benjy Fenwick - 11.08.2025, 17:08
RE: [13.09.1972] popołudnia bezkarnie cytrynowe | Geraldine & Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.08.2025, 22:38

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa