12.08.2025, 08:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2025, 11:42 przez Robert Albert Crouch.)
Robert spodziewał się czegoś innego po całym szumie, jaki panował wokół Ekstazy Merlina. Myślał, że sztuka miała być o narkotycznych imprezach stylizowanych na średniowiecze i licznych seksualnych przygodach najsłynniejszego czarodzieja wszechczasów. Nie, żeby nie doceniał sztuki, bo reinterpretowana klasyka trafiała często w jego gusta, lecz, kiedy Hannibal i inni aktorzy wili się na scenie w nasyconych zapewne głęboką symboliką tańcach, miejscami chciało mu się chichotać. Powstrzymywał się jedynie dzięki temu, że wyćwiczył pokerową twarz. Wizengamot uczył tego doskonale, bo żaden wątpliwy wybór artystyczny nie był gorszy od gadania niektórych sędziów.
Były jednak rzeczy, które docenił. Muzyka była porywająca, zagrana z wielką pasją, a magiczne efekty prezentowały się lepiej niż kiedykolwiek. Również Hannibal i aktorka grająca Ambicję zrobili na nim pozytywne wrażenie. Jego kuzyn był niewątpliwie utalentowany, to z jaką emocją mówił, jak biczował się i jego ciałem wstrząsały spazmy… było to niesamowicie prawdziwe. Robertowi zakręciła się łza w oczach, gdy wygłaszał swoje kwestie drżącym głosem, gdzieś na granicy między rozpaczą a szaleństwem. Widać było, ile pracy włożył w tę sztukę, a i pod względem kontrowersji widocznie starał się spełnić oczekiwania widzów. Dlatego to on właśnie potrafił najlepiej dawkować tą skandaliczną obsceniczność, po którą wszyscy tu przecież przyszli.
Również Ambicja urzekła go swoim tańcem, chyba jako jedna z niewielu członków obsady. Jej ruchy były niesamowicie płynne, idealnie oddawały to niepowtarzalne uczucie, które aktorka zdawała się wprost uosabiać. Wszystko, co czyniła, było doskonałe. Rytm niczym bicie serca, każdy ruch jakby wykalkulowany. I to, że zdawało się, że – jak to ambicja – z każdą chwilą była lepsza, lepsza i lepsza. Robert zanotował w myślach, że będzie musiał pogratulować nie tylko kuzynowi, lecz i aktorce. Dawało to ogromne nadzieje dla nowego pokolenia aktorów. Widział tych młodych, utalentowanych ludzi i jakoś cieplej się na sercu robiło.
Siedział tego wieczoru w doborowym towarzystwie: z Moną, Anthonym, Jonathanem… i dziewczyną, którą kojarzył z tego, że była czarownicą występującą w mugolskich reklamach (takie przykłady łączące oba światy zawsze go interesowały). Nazwisko jej nie było mu znane, ale twarz owszem. Szczególnie, że ta co jakiś czas spoglądała badawczo na niego i Monę. Kuzynkę sam zaprosił, żeby choć na chwilę oderwała się od krewnego znajomej Hannibala. Robert wiedział, że Mona była w nim zakochana, ale i w miłości trzeba było zrobić sobie czasem przerwę i wyjść gdzieś z kimś innym. Dla jej własnego zdrowia. Nie wspominając o tym, że Prewetci to byli naprawdę ludzie o szemranej reputacji. Jego kuzynka niestety nie przyjmowała do siebie tego, że być może nawiązuje relacje z niebezpiecznymi ludźmi. Bycie dziewczyną mafioza narażało ją przecież na różnorakie kłopoty, nie tylko związane z samym Prewettem. Miał nadzieję, że ten jej chłopak nie był zaangażowany w ciemne rodzinne sprawki.
Gdy przedstawienie się zakończyło, rozległy się oklaski. Hannibal zasługiwał na nich najwięcej i na ucho Roberta, tyle otrzymał. Zdecydowanie był lśniącą jasno gwiazdą tego przedstawienia. Crouch wstał razem z publicznością, doceniając, mimo sceptycznego nastawienia do niektórych momentów, dorobek rodziny ze strony matki. Jednocześnie, gdy wszyscy wstali, Crouch zaczął się rozglądać, czy może zobaczy podobne do Anthony’ego Shafiqa oblicze. Wciąż myślał o Gabrielu Montbelu, nie mógł od siebie odpędzić myśli o ich spotkaniu na polu golfowym. A co by zrobił, gdyby ten się pojawił? Nie miał pojęcia. Wiedział też, że w sąsiedniej loży siedzi Eugenia Jenkins, a jeszcze gdzie indziej, jego droga kuzynka, Lorien. Ukradkowo skierował spojrzenie na lożę sędziny Mulciber. Siedziała z jakimś mężczyzną. Robert rozpoznał Philomenę Muciber (bo jakby nie mógł rozpoznać tej legendarnej wiedźmy?). Również mignęła mu tam blond czupryna kuzyna Elliota. Czwartą osobą był mężczyzna, którego Crouch się tam nie spodziewał. Co szanowany, acz nieczystokrwisty auror robił w loży z tamtym towarzystwem? Czy był w stanie uniknąć oceniających spojrzeń babci Mulciber? A może Aaron Moody niespecjalnie się nimi przejmował? Cóż, jasne było, że za tym chowała się jakaś głębsza historia. A ktoś tak łasy na ploteczki jak Robert, nie mógł sobie tego odpuścić.
Były jednak rzeczy, które docenił. Muzyka była porywająca, zagrana z wielką pasją, a magiczne efekty prezentowały się lepiej niż kiedykolwiek. Również Hannibal i aktorka grająca Ambicję zrobili na nim pozytywne wrażenie. Jego kuzyn był niewątpliwie utalentowany, to z jaką emocją mówił, jak biczował się i jego ciałem wstrząsały spazmy… było to niesamowicie prawdziwe. Robertowi zakręciła się łza w oczach, gdy wygłaszał swoje kwestie drżącym głosem, gdzieś na granicy między rozpaczą a szaleństwem. Widać było, ile pracy włożył w tę sztukę, a i pod względem kontrowersji widocznie starał się spełnić oczekiwania widzów. Dlatego to on właśnie potrafił najlepiej dawkować tą skandaliczną obsceniczność, po którą wszyscy tu przecież przyszli.
Również Ambicja urzekła go swoim tańcem, chyba jako jedna z niewielu członków obsady. Jej ruchy były niesamowicie płynne, idealnie oddawały to niepowtarzalne uczucie, które aktorka zdawała się wprost uosabiać. Wszystko, co czyniła, było doskonałe. Rytm niczym bicie serca, każdy ruch jakby wykalkulowany. I to, że zdawało się, że – jak to ambicja – z każdą chwilą była lepsza, lepsza i lepsza. Robert zanotował w myślach, że będzie musiał pogratulować nie tylko kuzynowi, lecz i aktorce. Dawało to ogromne nadzieje dla nowego pokolenia aktorów. Widział tych młodych, utalentowanych ludzi i jakoś cieplej się na sercu robiło.
Siedział tego wieczoru w doborowym towarzystwie: z Moną, Anthonym, Jonathanem… i dziewczyną, którą kojarzył z tego, że była czarownicą występującą w mugolskich reklamach (takie przykłady łączące oba światy zawsze go interesowały). Nazwisko jej nie było mu znane, ale twarz owszem. Szczególnie, że ta co jakiś czas spoglądała badawczo na niego i Monę. Kuzynkę sam zaprosił, żeby choć na chwilę oderwała się od krewnego znajomej Hannibala. Robert wiedział, że Mona była w nim zakochana, ale i w miłości trzeba było zrobić sobie czasem przerwę i wyjść gdzieś z kimś innym. Dla jej własnego zdrowia. Nie wspominając o tym, że Prewetci to byli naprawdę ludzie o szemranej reputacji. Jego kuzynka niestety nie przyjmowała do siebie tego, że być może nawiązuje relacje z niebezpiecznymi ludźmi. Bycie dziewczyną mafioza narażało ją przecież na różnorakie kłopoty, nie tylko związane z samym Prewettem. Miał nadzieję, że ten jej chłopak nie był zaangażowany w ciemne rodzinne sprawki.
Gdy przedstawienie się zakończyło, rozległy się oklaski. Hannibal zasługiwał na nich najwięcej i na ucho Roberta, tyle otrzymał. Zdecydowanie był lśniącą jasno gwiazdą tego przedstawienia. Crouch wstał razem z publicznością, doceniając, mimo sceptycznego nastawienia do niektórych momentów, dorobek rodziny ze strony matki. Jednocześnie, gdy wszyscy wstali, Crouch zaczął się rozglądać, czy może zobaczy podobne do Anthony’ego Shafiqa oblicze. Wciąż myślał o Gabrielu Montbelu, nie mógł od siebie odpędzić myśli o ich spotkaniu na polu golfowym. A co by zrobił, gdyby ten się pojawił? Nie miał pojęcia. Wiedział też, że w sąsiedniej loży siedzi Eugenia Jenkins, a jeszcze gdzie indziej, jego droga kuzynka, Lorien. Ukradkowo skierował spojrzenie na lożę sędziny Mulciber. Siedziała z jakimś mężczyzną. Robert rozpoznał Philomenę Muciber (bo jakby nie mógł rozpoznać tej legendarnej wiedźmy?). Również mignęła mu tam blond czupryna kuzyna Elliota. Czwartą osobą był mężczyzna, którego Crouch się tam nie spodziewał. Co szanowany, acz nieczystokrwisty auror robił w loży z tamtym towarzystwem? Czy był w stanie uniknąć oceniających spojrzeń babci Mulciber? A może Aaron Moody niespecjalnie się nimi przejmował? Cóż, jasne było, że za tym chowała się jakaś głębsza historia. A ktoś tak łasy na ploteczki jak Robert, nie mógł sobie tego odpuścić.