13.08.2025, 11:22 ✶
Tak, bez wątpienia wiedział jak to jest. Być może niespecjalnie interesowały go tajniki zgłębiania wiedzy na temat przyszłości, jednakże w jego dosyć długim i raczej chaotycznym życiu kilka razy zdarzyło mu się wysłuchać przepowiedni w jakimś stopniu dotyczącym jego własnego losu. Być może w większości przypadków nie był główną postacią podobnego scenariusza. Jak na osobę trzymającą się raczej twierdzenia, że dopuszcza do siebie tylko wąskie grono bardzo określonych ludzi, był poboczną figurą w życiu zatrważająco wielu osób.
Ba, przez ostatnie miesiące miał wrażenie, że jest tym w aż nazbyt rozległym stopniu. Poniekąd przestając być głównym bohaterem jego własnego życia, a zaczynając stanowić tylko punkt oparcia dla otoczenia. Być może nie dając o sobie zapomnieć, jednak w znacznym stopniu skupiając się głównie na cudzych problemach, aby nie pogrążyć się w myśleniu na temat własnych.
Doszedł do tego z końcem lata, uświadamiając sobie, od jak dawna w istocie nie robił zbyt wiele dla siebie. No, przynajmniej nie po to, aby być szczęśliwym. Teraz zamierzał to zmienić. Prywatna praktyka od dawna była czymś, o czym myślał, więc może nadeszła najwyższa pora, by rzeczywiście pchnąć sprawy w tym kierunku? Jeszcze nie wiedział, ale wydawało mu się to jedną z najbardziej logicznych opcji.
Nie zamierzał jednak siedzieć i myśleć o tym w tej chwili. Nie był sam. O dziwo, doskonale zdawał sobie z tego sprawę i nie zamierzał być teraz pępkiem świata, podczas gdy Prudence wyraźnie przygasła. Wiele dało się powiedzieć na jego temat, ale nie był wampirem energetycznym. Nie czerpał satysfakcji z nieszczęścia ludzi, którzy nie życzyli mu źle.
Nie, nie dziwił się takiej a nie innej reakcji dziewczyny. Wbrew pozorom, nietrudno mu było zauważyć, że w ostatnich dniach zrobiła się zdecydowanie szczęśliwsza. Być może nie mógł jej zarzucić zachowywania się jak dzierlatka. W głównej mierze nadal była sobą, nie przestawiła się całkowicie w tryb młodej gołąbeczki, ale bez wątpienia stała się mniej ponurą i wycofaną wersją siebie. Ciężko byłoby zaś zupełnie nie dostrzegać tego, co stanowiło powód tej zmiany.
I równie trudno byłoby nie połączyć jednej kropki z drugą (przynajmniej wedle jego logiki), dochodząc do wniosku, czego tak właściwie doszukiwała się w tej nieszczęsnej wróżbie z tarota. Nie trzeba było być wielkim odkrywcą czy wyśmienitym profetą, najjaśniejszą gwiazdą pokolenia. Wystarczyło wyłącznie orientować się co nieco w dotychczasowej historii dziewczyny siedzącej przed Greengrassem. Reszta raczej sama nasuwała się na myśl.
No, przynajmniej do pewnego stopnia, bowiem założenia, jakie powstały w głowie Ambroisa były znacznie dalsze od zwykłego końca turnusu, po którym wszystko powróci do szarej, a może nawet czarnej normy. Instynktownie dopisywał temu trochę inną część i dodatkowe obawy kierujące Bletchleyówną, bo nie mógł tego nie robić. Nie, gdy przecież był postacią poboczną w jej wcześniejszym życiowym dramacie.
- To nie przepowiednia, której nie możesz zmienić, wiesz. Poza tym, to tylko jedna karta, nie cały rozkład. Ułamek obrazu - stwierdził zatem, nie zamierzając jednak wdawać się w żadne szersze dyskusje na ten temat.
Nie. Nie uważał się za kogoś, kto posiadał jakiekolwiek predyspozycje, aby stanowić wsparcie moralne innych ludzi. Nie był ekspertem od psychiki i nie próbował swoich sił w magii z tym związanej. Był dosyć konkretnym człowiekiem o ugruntowanych przekonaniach, czasami może nieco nazbyt twardych, ale cóż. Tak już miał. Był w tym niezwykle stabilny, co sam bez wątpienia cenił.
Nie próbował zatem pocieszać Bletchleyówny, nie. Zamiast tego mogli odłożyć karty, spędzając jeszcze chwilę na rozmowie i pozbywaniu się reszty przekąsek z talerzy, po czym rozejść się do swoich sypialni. Na szczęście dla dziewczyny, idąc dokładnie w tym samym kierunku, więc nie miała szans zgubić się drugi raz tego wieczoru. To już mógł dla niej zrobić.
Ba, przez ostatnie miesiące miał wrażenie, że jest tym w aż nazbyt rozległym stopniu. Poniekąd przestając być głównym bohaterem jego własnego życia, a zaczynając stanowić tylko punkt oparcia dla otoczenia. Być może nie dając o sobie zapomnieć, jednak w znacznym stopniu skupiając się głównie na cudzych problemach, aby nie pogrążyć się w myśleniu na temat własnych.
Doszedł do tego z końcem lata, uświadamiając sobie, od jak dawna w istocie nie robił zbyt wiele dla siebie. No, przynajmniej nie po to, aby być szczęśliwym. Teraz zamierzał to zmienić. Prywatna praktyka od dawna była czymś, o czym myślał, więc może nadeszła najwyższa pora, by rzeczywiście pchnąć sprawy w tym kierunku? Jeszcze nie wiedział, ale wydawało mu się to jedną z najbardziej logicznych opcji.
Nie zamierzał jednak siedzieć i myśleć o tym w tej chwili. Nie był sam. O dziwo, doskonale zdawał sobie z tego sprawę i nie zamierzał być teraz pępkiem świata, podczas gdy Prudence wyraźnie przygasła. Wiele dało się powiedzieć na jego temat, ale nie był wampirem energetycznym. Nie czerpał satysfakcji z nieszczęścia ludzi, którzy nie życzyli mu źle.
Nie, nie dziwił się takiej a nie innej reakcji dziewczyny. Wbrew pozorom, nietrudno mu było zauważyć, że w ostatnich dniach zrobiła się zdecydowanie szczęśliwsza. Być może nie mógł jej zarzucić zachowywania się jak dzierlatka. W głównej mierze nadal była sobą, nie przestawiła się całkowicie w tryb młodej gołąbeczki, ale bez wątpienia stała się mniej ponurą i wycofaną wersją siebie. Ciężko byłoby zaś zupełnie nie dostrzegać tego, co stanowiło powód tej zmiany.
I równie trudno byłoby nie połączyć jednej kropki z drugą (przynajmniej wedle jego logiki), dochodząc do wniosku, czego tak właściwie doszukiwała się w tej nieszczęsnej wróżbie z tarota. Nie trzeba było być wielkim odkrywcą czy wyśmienitym profetą, najjaśniejszą gwiazdą pokolenia. Wystarczyło wyłącznie orientować się co nieco w dotychczasowej historii dziewczyny siedzącej przed Greengrassem. Reszta raczej sama nasuwała się na myśl.
No, przynajmniej do pewnego stopnia, bowiem założenia, jakie powstały w głowie Ambroisa były znacznie dalsze od zwykłego końca turnusu, po którym wszystko powróci do szarej, a może nawet czarnej normy. Instynktownie dopisywał temu trochę inną część i dodatkowe obawy kierujące Bletchleyówną, bo nie mógł tego nie robić. Nie, gdy przecież był postacią poboczną w jej wcześniejszym życiowym dramacie.
- To nie przepowiednia, której nie możesz zmienić, wiesz. Poza tym, to tylko jedna karta, nie cały rozkład. Ułamek obrazu - stwierdził zatem, nie zamierzając jednak wdawać się w żadne szersze dyskusje na ten temat.
Nie. Nie uważał się za kogoś, kto posiadał jakiekolwiek predyspozycje, aby stanowić wsparcie moralne innych ludzi. Nie był ekspertem od psychiki i nie próbował swoich sił w magii z tym związanej. Był dosyć konkretnym człowiekiem o ugruntowanych przekonaniach, czasami może nieco nazbyt twardych, ale cóż. Tak już miał. Był w tym niezwykle stabilny, co sam bez wątpienia cenił.
Nie próbował zatem pocieszać Bletchleyówny, nie. Zamiast tego mogli odłożyć karty, spędzając jeszcze chwilę na rozmowie i pozbywaniu się reszty przekąsek z talerzy, po czym rozejść się do swoich sypialni. Na szczęście dla dziewczyny, idąc dokładnie w tym samym kierunku, więc nie miała szans zgubić się drugi raz tego wieczoru. To już mógł dla niej zrobić.
Koniec sesji
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down