13.08.2025, 14:14 ✶
Pasja Roberta do mioteł i Quidditcha była czymś specyficznie jego. W domu Crouchów nie była to żadna tradycja czy wspólne zainteresowanie rodzica i syna. Dla ojca Quidditch odwracał uwagę od ważnych rzeczy, takich jak kariera i państwowe obowiązki. Dla matki, natomiast, stanowił rozrywkę niską, nieprzeznaczoną dla osób o ich statusie i wykształceniu. Robert uważał to za czystą radochę. Kiedy był w powietrzu, ziemskie sprawy przestawały cokolwiek znaczyć. Liczyło się, by mknąć szybciej i szybciej, jednocześnie na nic nie wpadając. A granie było jeszcze lepsze: całkowicie pochłaniało uwagę.
Wiedział też, że na dobrej miotle latało się o stokroć lepiej niż na słabej. Nie było ryzyka, że drzazgi wejdą w palce, ani, że nagle zostanie się rzuconym w kierunku odmiennym niż ten, który się planowało. Dobre drewno stanowiło absolutną podstawę, ale drogie włoskie miotły miały coś lepszego: bajery. Były w pewien sposób inteligentne, dostosowywały się nie tylko do ruchu, ale i do zamiaru właściciela. Poza tym, kwestie bezpieczeństwa były znacznie lepiej zorganizowane: przy upadku miotła wchodziła w tryb awaryjny, często ratując latającemu życie. Dochodziły też oczywiście do tego udogodnienia takie jak wygodne siodełko, oparcie na nogi i oczywiście oświetlenie. Oznaczało to, że miotły te nie tylko wyglądały dobrze, ale i pozostawały doskonale wyposażone.
Było go na nią stać. Niewątpliwie. A Elliot nie pomagał w zachowaniu asertywności wobec tego pragnienia.
– Z takim okazem nawet bym nie śmiał... – nie dokończył zdania, bowiem jego drogi kuzyn postanowił wejść do sklepu i jak gdyby nigdy nic zacząć gadać z Włochem stojącym za ladą.
Wtedy właśnie padły te słowa: Chciałbym coś kupić. Robert zbladł. Nie miał pojęcia, co powiedzieć, a raczej nie był w stanie wydusić z siebie nawet słowa.
– Nie ja tu mam dostać prezent ślubny, daj spokój – rzekł wreszcie, ale znowu się zaciął, gdy zobaczył niesiony przez sprzedawcę pakunek. Angelo nie była zawinięta w jakiś pogięty papier, jak w Anglii. Znajdowała się w swoim własnym pudełku z aksamitną poduszką dostosowaną do jej kształtu. – Nic więcej nie potrzebuję... Chyba już w ogóle – wyrzekł w zachwycie, po czym spojrzał na kuzyna. – Oddam ci za to. Albo ci coś kupię w zamian, co ty na to? Jestem sędzią i kocham sprawiedliwość, więc nie przyjmę odmowy. Tak jak ty zapewne nie przyjmiesz mojej. Zresztą nie śmiałbym nie przyjąć tak niesamowicie pięknego podarunku.
Wiedział też, że na dobrej miotle latało się o stokroć lepiej niż na słabej. Nie było ryzyka, że drzazgi wejdą w palce, ani, że nagle zostanie się rzuconym w kierunku odmiennym niż ten, który się planowało. Dobre drewno stanowiło absolutną podstawę, ale drogie włoskie miotły miały coś lepszego: bajery. Były w pewien sposób inteligentne, dostosowywały się nie tylko do ruchu, ale i do zamiaru właściciela. Poza tym, kwestie bezpieczeństwa były znacznie lepiej zorganizowane: przy upadku miotła wchodziła w tryb awaryjny, często ratując latającemu życie. Dochodziły też oczywiście do tego udogodnienia takie jak wygodne siodełko, oparcie na nogi i oczywiście oświetlenie. Oznaczało to, że miotły te nie tylko wyglądały dobrze, ale i pozostawały doskonale wyposażone.
Było go na nią stać. Niewątpliwie. A Elliot nie pomagał w zachowaniu asertywności wobec tego pragnienia.
– Z takim okazem nawet bym nie śmiał... – nie dokończył zdania, bowiem jego drogi kuzyn postanowił wejść do sklepu i jak gdyby nigdy nic zacząć gadać z Włochem stojącym za ladą.
Wtedy właśnie padły te słowa: Chciałbym coś kupić. Robert zbladł. Nie miał pojęcia, co powiedzieć, a raczej nie był w stanie wydusić z siebie nawet słowa.
– Nie ja tu mam dostać prezent ślubny, daj spokój – rzekł wreszcie, ale znowu się zaciął, gdy zobaczył niesiony przez sprzedawcę pakunek. Angelo nie była zawinięta w jakiś pogięty papier, jak w Anglii. Znajdowała się w swoim własnym pudełku z aksamitną poduszką dostosowaną do jej kształtu. – Nic więcej nie potrzebuję... Chyba już w ogóle – wyrzekł w zachwycie, po czym spojrzał na kuzyna. – Oddam ci za to. Albo ci coś kupię w zamian, co ty na to? Jestem sędzią i kocham sprawiedliwość, więc nie przyjmę odmowy. Tak jak ty zapewne nie przyjmiesz mojej. Zresztą nie śmiałbym nie przyjąć tak niesamowicie pięknego podarunku.
Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.